wtorek, 21 maja 2013

Henry Worrall i zbożowa architektura

Trwająca obecnie na Wykopie “afera zbożowa” związana z ujawnieniem przez użytkowników portalu nagich zdjęć jednej z administratorek, jak wiadomo, polega na wykopywaniu informacji na tematy rolnicze czyniąc chwilowo z Wykopu największy portal o zbożach w Polsce. Kiedy jednak rzuciłem kątem oka na znalezione przez nich tematy, to niestety niewiele z nich jest o sztuce. Oddajmy zatem zbożom co do nich należy i przyjrzyjmy się artyście, który w XIX w. budował właśnie ze zboża. Co prawda nie jest uznawany za pioniera “crop artu” (nurtu artystycznego polegającego na tworzeniu sztuki ze zboża, by wymienić najbardziej popularne kręgi na polach), ale zarówno opisywanie historii wykorzystania kukurydzy czy innych zbóż na potrzeby sztuki, czy nawet wystaw światowych i narodowych bez wspomnienia o nim wydaje się niepełne. Czas więc na Henry’ego Worralla – Anglika z pochodzenia (mieszkającego od 10. roku życia w Stanach Zjednoczonych), który na wystawę świętującą 100-lecie ogłoszenia niepodległości stworzył… Kapitol ze zboża!

henry worrall - drouthy kansas 1869

Kariera Worralla zaczęła się właściwie od tej skromnej ilustracji, z której już na pierwszy rzut oka widać skłonność artysty do przesady. Przesady, która spowodowała, że przez ponad dwadzieścia lat wykonywał “propagandowe” prace na rzecz stanu Kansas i lokalnych przedsiębiorstw, jak firma budująca linię kolejową między Topeką, Atchison i Santa Fe. By zrozumieć skąd wyłonił się pomysł pokazania ludzi z trudem radzących sobie z ogromnymi warzywami, musimy cofnąć się o kilka lat. Wpierw rodzina Worrallów zamieszkała w Cincinnati, gdzie nasz artysta ukończył edukację muzyczną i całkiem dobrze sobie radził jako kompozytor. W 1868 r. wraz z żoną przeniósł się jednak do Topeki w Kansas, gdzie liczył, iż konkurencja będzie mniejsza, a jego umiejętności bardziej cenione. By utrzymać się, zmuszony był pracować także jako malarz lokalnych oficjeli i zatrudnić się w stanowym tygodniku “Frank Leslie’s Weekly”. Znajomi i przyjaciele byli zgodni – wyjazd do Kansas nie był najlepszym pomysłem. Stan ten w 1860 r. doświadczył poważnej suszy, która doprowadziła do ruiny wielu rolników i od tego czasu uznawano w USA ów region za niezbyt przyjazny nowym mieszkańcom (lepszą sławą cieszyło się już nawet np. pobliskie Kolorado). Kiedy więc owi przyjaciele mieli odwiedzić Henry’ego, postanowił on pokazać im Kansas jako całkowite przeciwieństwo ich uprzedzeń. Stąd też na rycinie widać nie tylko rzęsiście padający deszcz, ale i gigantyczne warzywa, z którymi nie jest łatwo się uporać. Ówczesną wydajność rolnictwa podkreślił z kolei napisem w tle: “50 z akra”, co rozumieć należy jako wskazanie, że z jednego akra ziemi mieszkańcy Kansas są w stanie otrzymać pięćdziesiąt buszeli różnych produktów (1 buszel amerykański to ok. 35,24 litra materiałów sypkich).

Kiedy więc przyjaciele odwiedzili ilustratora w jego pracowni i zobaczyli tę rycinę umieszczoną na sztaludze, mogliby to skomentować porównywalnie jak Dorotka w “Czarnoksiężniku z Oz” z 1939 r. (“Toto, I’ve feelling we’re not in Kansas anymore”). Worrall rozpromował swoją rycinę dwojako: prezentacji ryciny towarzyszył fotograf, który utrwalił pracę i następnie po wywołaniu zdjęć każdy z przyjaciół otrzymał jedno na pamiątkę. Ilustrację opublikowano też w gazecie i odbiła się szerokim echem wśród lokalnej władzy takiej właśnie propagandy sukcesu potrzebującej (skąd my to znamy?). Gdy sam artysta stał się jeszcze bardziej rozpoznawalną osobą dzięki swoim realizacjom w latach 70., w 1879 r. najbardziej prestiżowe pismo rolnicze w Kansas umieściło rycinę na jednej z okładek, a nawet opublikowano ją w książce przeznaczonej dla opisania historii i promocji napływu imigrantów, czyniąc wręcz z “Drouthy Kansas” wizytówkę stanu.

henry worrall - bismarck creve 1880

Oczywiście gruba przesada przywołująca na myśl ikonografię Ziemi Obiecanej, zwłaszcza wątku zawartego w “Księdze Liczb”, gdzie Izraelici posyłają do Kanaanu dwunastu szpiegów mających sprawdzić, czy jest to kraina mlekiem i miodem płynąca, była widoczna na pierwszy rzut oka, ale rozbudzała wyobraźnię. Gdy więc nastały gorsze zbiory (jak w 1874 r.) niektórzy rolnicy utyskiwali, że dali zwieść się Worrallowi i jego wizji dorodnych plonów. Szczęśliwie dwa kolejne lata były już o wiele korzystniejsze i w 1876 r., gdy miała miejsce słynna Wystawa Stuletnia w Filadelfii Worrall mógł stworzyć dzieło swojego życia. Przy pomocy lokalnych oficjeli zamierzano zapełnić jeden z budynków sztuką stworzoną ze zboża. Nie było to nic nowego – w 1872 r. w Kansas miała miejsce wystawa stanowa, na której zaprezentowano piramidy i pagody z jabłek czy zbóż, a i sam pomysł miało wielowiekową tradycję (podobne obiekty kreowano z płodów rolnych zwłaszcza w XVII w.). Nawet na pierwszej Wystawie Światowej w Londynie w 1851 r. z żywności postanowiono uczynić zapierające dech w piersiach formy: w jednym miejscu ustawiono piramidę z mięsa (wolę nawet nie przewidywać jak to mogło cuchnąć w kilka tygodni po otwarciu…), w innym – piramidę z butelek szampana. Z kolei dwa lata później w nowojorskim Pałacu Kryształowym zaprezentowano podobny obiekt będący wykonaną z masy cukrowej i makaronu makietą Greenwich Village. To dopiero jednak dzięki Worrallowi przystąpiono do tworzenia bardziej skomplikowanych form architektonicznych, przy których takie obiekty jak zaprezentowane w 1880 r. (ilustracja powyżej) tracą swoją skalę.

Kiedy przystąpiono do realizacji zamierzenia, okazało się, że organizatorzy nie spodziewali się takiej próby promocji własnego stanu. Nie mogąc znaleźć odpowiedniego budynku, Kansas i Kolorado postanowiły połączyć siły i razem wznieść największą budowlę, jaka miała stanąć podczas Wystawy Stuletniej. Kolorado zajęło zachodnią część, wspomniana kompania kolejowa – wschodnią, a w centrum miano ustawić obiekt zaprojektowany przez Worralla. Pozbierano zatem zboża z całego stanu i zajęto się ich układaniem. Z kolb powstały korynckie kapitele, kukurydza dominowała też na ścianach, które po prostu nią wyłożono. Największą atrakcją był jednak dla zwiedzających mający 8 stóp wielkości Dzwon Wolności stworzony wyłącznie z produktów roślinnych, czym odniesiono się do specyficznej w latach 60. i 70. symboliki dzwonu w Stanach Zjednoczonych (rany ideologiczne podzielonego po wojnie secesyjnej państwa miały zasklepiać się przez odwoływanie do wspólnych symboli jak właśnie Dzwon Wolności, który wpierw stosowany był jako oficjalny dzwon parlamentu, a potem “zawłaszczony” został przez abolicjonistów). Wydawać by się mogło, że gigantyczny dzwon z sercem wykonanym z tykwy czy herb stanu ułożony ze zbóż wystarczy, by zaskoczyć zwiedzających, ale Henry miał jeszcze jeden pomysł. By o pawilonie stale było głośno, po pewnym czasie postanowił zmienić wygląd wnętrza budynku…

henry worrall - wystawa stuletnia w filadelfii 1876

Jak widać na załączonym obrazku w samym centrum, tuż pod dzwonem dodano mającą 20 stóp długości makietę budynku Kapitolu. Po raz kolejny więc zwiedzający wręcz tłoczyli się, by oglądać tę pracę wykonaną całkowicie z płodów rolnych, nawet gdy już wcześniej odwiedzili pawilon. Taki pomysł był zarówno nowatorski: zwykle raz otwartą wystawę modyfikowano jedynie w niewielki sposób, a to przewieszając obrazy, a to niekiedy stawiając w bardziej eksponowanym miejscu pracę, która szczególnie się podobała, ale rzadko wprowadzano tak wielki obiekt do wewnątrz już w trakcie ekspozycji. Starano się pilnować jedynie, by zwiedzający zbytnio nie zbliżali się do “sztuki” i nie próbowali sprawdzić smakowitości jabłek, które imitować miały mury budowli. Ponieważ żaden inny stan nie zmienił swojej ekspozycji w trakcie Wystawy Stuletniej, Kansas momentalnie zyskało rozgłos, a nadzorujący wystawę – narodową sławę.

henry worrall - wystawa stuletnia w filadelfii 1876 fotografia

Skuteczna promocja nie tylko stanu, ale także spółki kolejowej spowodowała, że Worrall na stałe został przez nią zatrudniony i miał pracować w akcjach promocyjnych zachęcających do wykupowania działek na terytoriach pomiędzy głównymi miastami (firmie zależało na tym, by w ten sposób zagęścić osadnictwo i stworzyć po prostu więcej stacji pomiędzy Atchison, Topeką i Santa Fe). A ceny działek rzeczywiście były promocyjne: od dwóch do ośmiu dolarów za akr oraz 11-letni okres spłaty powodowały, że zarówno Worrall, jak i inni marketingowcy nie próbowali sugerować, że jest to propozycja dla ludzi uboższych, gotowych przeżyć co najmniej kilka lat wyrzeczeń, by dopiero wtedy zapewnić sobie spokojny byt. Zarazem jednak takie wystawy jak ekspozycja w Filadelfii miały przekonywać, że choć ścieżka do własnego bogactwa jest trudna, to jednak dzięki urodzajności ziemi wszystko zależy od wytrwałości osadnika.

Dla mieszkańców i czasopism w Kansas Wystawa Stuletnia nie była jednak najbardziej istotną w życiu Worralla. Mając właściwie nielimitowane środki mógł sobie pozwolić na jeszcze bardziej wyrafinowane (używając słownicwa malarskiego w tym czasie – bardziej “pompierskie”) realizacje. W 1880 r. wystawa w Bismarck Creve pozwoliła zaprezentować gigantyczną budowlę, w której łuki wykonane były z jabłek, warzyw i oczywiście rozlicznych zbóż, a rok później Worralla przygotował stanową wystawę w Kansas. W tym roku jednak większość środków przeznaczono na promocję stanu poza jego granicami i skoncentrowano się na wystawie w Atlancie, poświęconą światowemu przemysłowi bawełnianemu. Skala obiektu była nieprzeciętna: pawilon o powierzchni 3 tysięcy metrów kwadratowych mieścił miniaturową makietę kolei łączącej miasta w Kansas, w której pociągi wykonano ze zbóż i drewna, a tory kolejowe z kukurydzy. W kątach pomieszczenia stały zbożowe obeliski, a zwiedzający krzątali się po holu szczelnie wypełnionym trawą i płodami rolnymi. Takie akcje promocyjne oczywiście nie byłyby możliwe do zrealizowania gdyby nie liczne grono pomocników, niekiedy sięgające nawet 200, 300 osób. W 1882 r., gdy cały kraj zbierał fundusze na pomnik zamordowanego prezydenta Garfielda, także Kansas zorganizowało swój własny pawilon charytatywny. Oczywiście nie było w tym nic dziwnego, że znów skorzystano z popularnej konwencji zapełnienia go tym, co udało się rolnikom zebrać, przy czym tym razem uformowano mającą 25 stóp piramidę, a strop budowli podtrzymywany był przez 44 szklane kolumny, do których napakowano tyle warzyw i zbóż ile udało się zmieścić. Z czasem jednak konwencja zaczęła się wypalać. Co prawda, jeszcze w latach 80. Worrall był niezwykle podziwiany, a nawet przyrównywany do Praksytelesa (sic!), to jednak jak każda propaganda sukcesu tak i ta po pewnym czasie zaczyna nużyć i kończy się swój żywot w starciu z faktami. Do dziś jednak Anglik działający w tej nietypowej dziedzinie sztuki, jaką jest “crop art” zaskakuje i choć jego pracom trudno przypisać jakiś większy ładunek estetyczny, to stanowi kolejny przykład tego, jak niezwykły był gust artystyczny poprzednich pokoleń.