niedziela, 20 maja 2012

Instytucje kultury krajów EURO - Livrustkammaren w Sztokholmie

Czas na prezentację zbiorów z kolejnego kraju, który weźmie udział w nadchodzącym Euro. Tym razem wycieczka do państwa, w którym ze wszystkich gadżetów najlepiej sprzedają się polskie koszulki (i dlatego są chyba najdroższe). Szwecja -kraj, który przez długi czas znajdował się na marginesie najistotniejszych zdarzeń w historii europejskiej sztuki, gdy w okresie nowożytnym stał się prawie wokółbałtyckim mocarstwem zetknął się w nietypowymi rozwiązaniami, przetwarzając je na swój sposób. I choć psioczyć można, że nie wszystkie obiekty obiecane w pokoju oliwskim w 1660 r. wróciły do Polski (jak choćby jedna z dwóch map precyzyjnych Rzeczypospolitej - drugą miał Stanisław August Poniatowski, który jednak nie podzielił się nią z wojskami kościuszkowskimi, bojąc się ponoć, że dowódcy powbijają mu w nią szpilki), to jeszcze lepiej kupić tani bilet lotniczy na weekend i zwiedzić kilka muzeów. Ja bym zaś chciał polecić jedno z nich czyli Królewską Zbrojownię w Sztokholmie. To tam znajduje się nietypowe trompe l'oeil z 1737 r. autorstwa Carla Hofverberga.
Wyróżnia się ono znacznie z grona znajdujących się w tej instytucji obrazów i obiektów rzemiosła czy elementów uzbrojenia, więc nie będzie problemów z jego znalezieniem. W podobnej konwencji wykonana też została martwa natura nosząca miano "Stroju łowieckiego" Anthonisa Leemansa z 1661 r. (ukazana poniżej, podobna znajduje się w Haarlemie), więc z łatwością porównać można, na jakim typie sztuki Hofverberg się wzorował. Fotografia jego pracy nie oddaje w pełni precyzji, z jaką dzieło zostało wykonane, ale tu z pomocą przychodzi nam Google Art Project pozwalający je powiększyć do rozmiarów, pozwalających dostrzec precyzję rysunku i modelunku - link. Artysta zadbał nawet o zaznaczenie, że jeden z pistoletów wykonał rusznikarz, niejaki B. Mard z Jonkoping. Listy i rycina zaś dotyczą odwagi generała, który sprytem i umiejętnościami pokonał przeciwnika w bezpośrednim starciu. Dopiero biografia artysty wyjaśnia nam, skąd takie nietypowe przedstawienie, niemające też w sztuce szwedzkiej zbyt wielu odpowiedników. Carl Hofverberg przez całe życie zajmował się raczej sztuką wojenną niż sztukami pięknymi. Wydaje się, że więcej czasu malarstwu poświęcał pod koniec życia niż jako młody dzielny żołnierz, a jedynym wcześniejszym przykładem jego prac jest właśnie przedstawione obok trompe l'oeil wskazujące, że talent miał niepośledni.
Carl urodził się w 1695 r. jako najstarsze dziecko Samuela Hofverberga i jego drugiej żony, Katariny Sternelii. Niewiele wiemy o tym czym ojciec był wrażliwy na sztukę, aczkolwiek czyniąc zadość swoim obowiązkom jako wykształcony na uniwersytecie w Uppsali mężczyzna w rok lub dwa po urodzinach syna przebudował i upiększył kościół w Ragundzie, gdzie w 1725 r. go pochowano. Aż do lat 50. Carl piął się po szczeblach kariery wojskowej, ale nie zaniedbywał też życia prywatnego - w 1732 r. pojął za żonę młodszą od siebie o 12 lat Kristinę Huss, która dzieliła z nim trudy życia małżeńskiego aż do śmierci Carla. Przede wszystkim to jednak wojsko zajmowało przyszłego malarza - w 1715 r. został chorążym, dopiero w 1742 r. porucznikiem, dwa lata później kwatermistrzem, w 1750 r. kapitanem niższego stopnia, a wreszcie w 1759 r. powierzono mu cały regiment. Wtedy jednak tytuł ten pełnił raczej honorowo i zajmował się bardziej malarstwem. Być może poznane w wojsku znajomości spowodowały, że namalował obraz z Królewskiej Zbrojowni.  W tym czasie bowiem Hofverberg podlegał rozkazom grafa Thure Gabriela Bielke, który wówczas zajmował się przebudową rezydencji w Tureholm. Najwidocznie talent żołnierza był znany, bo graf powierzył mu wykonanie pracy, która znaleźć się miała w gabinecie możnego, a analogiczne dzieło otrzymał brat grafa. Nic więcej jednak do lat 50. nie wiemy o działalności Carla. By zatem prześledzić, co się z nim dalej działo, musimy opuścić Zbrojownię i udać się w podróż po jego niewielkich szwedzkich miejscowościach.
Przedstawiony obok kościół w Stode (liczącej obecnie niecałe 600 mieszkańców) mieści w sobie ołtarz główny z lat 1762-1763, do którego ołtarz główny wykonał właśnie Carl. Cały ołtarz natomiast jest nie byle jakiego autorstwa, bo Johana Edlera starszego, jednego z najważniejszych rzeźbiarzy szwedzkiego rokoka. Gdyby przyrównać ten ołtarz z podobnymi, jakie w tym czasie powstawały w Polsce, to raczej nie jest to zbyt majestatyczne dzieło. A jednak ma w sobie pewien urok łączący prostotę rozwiązania z nietypową konwencją, tworzącą de facto z nastawy coś na kształt prawie owalu otoczonego rocaille'ową ornamentyką. Wystarczy się przyjrzeć tej pracy (ukazanej poniżej), by dostrzec, że jest to całkiem zgrabnie zakomponowany ołtarz, jakiego raczej nie spodziewalibyśmy się w tym wiejskim kościółku. W tym czasie Carl miał już na koncie kilkanaście podobnych obrazów wykonanych do właśnie takich niewielkich świątyń, m.in. w Sundwall i Rodon, a do niedawna przypisywano mu obraz ołtarzowy ze sceną Ukrzyżowania w kościele w Näs, który jednak wykonano dopiero po jego śmierci (ze świata wojennej tułaczki do krainy wiecznego malowania Hofverberg udał się w 1765 r., a obraz wykonał dopiero w 1769 r. Erik Norlander). Sugestią, że Carl mógł pracować w tym kościele było wykonanie nastawy ołtarza przez wspomnianego Johana Edlera. Sam zaś kościół istotny jest o tyle, że ściśle wiąże się z najstarszymi wiekami chrześcijaństwa w Szwecji (to tam zachowała się XII-wieczna chrzcielnica i półkolista absyda przy kamiennym murze).
Najbardziej znaną pracą C. Hofverberga jest jednak obraz ołtarzowy z kościoła w Rodon, będący najstarszym dziełem rokokowym na zachód od Ostersund w środkowej Szwecji. Artysta ten, choć nie powalającego talentu, przenosił zatem nowe rozwiązania na dalej oddalone od centrum Szwecji. Główne pytanie badaczy koncentruje się jednak na tym, kiedy miał tego dokonywać. Jedni skłonni są przyjąć, że wykonując tak dobre trompe l'oeil, jak dla rodu Bielke, musiał już wcześniej wykonywać jakieś obrazy i przenoszą początki działalności twórczej na lata 20., a więc po zakończeniu wojny północnej, gdy mógł więcej czasu poświęcić innym sprawom niż wojskowe. Z drugiej strony nic na to nie wskazuje, bo problematycznym jest powiązanie poszczególnych prac z tym, co widzimy z lat 50. i 60. Także tematyka prac jest dość zdywersyfikowana - niełatwo utrzymać się z obrazy ołtarzowych, zwłaszcza w powoli tracącej wówczas impet gospodarczy Szwecji, stąd też Carl wykonywał także martwe natury, a także portrety. Dało mu się uwiecznić m.in. kilku książąt, a także przenoszący zdobycze rokoka do Jamtlandu rzeźbiarz Jonas Granberg. Autor tak dobrych prac, jak ołtarz główny w katedrze w Trondheim (z 1743 r. w konwencji jeszcze barokowej) ok. 1750 r. zmienił stylistykę i razem z Carlem podjął się stworzenia kilku obiektów w nowej manierze. To wyjaśnia też znajomość z Johanem Edlerem, który w 1752 r. przyjęty został do warsztatu J. Granberga jako praktykant, by po sześciu latach terminowania uniezależnić się i wykonywać własne projekty. Co zaskakuje zatem w całej tej historii, to fakt, że szlacheckie pochodzenie Hofverberga w żadnym stopniu nie przeszkadzało mu w podejmowaniu się uznawanych za rzemieślnicze prac malarskich. O ile w nowożytnej Polsce na palcach jednej ręki (no góra, dwóch) da się znaleźć przedstawicieli szlachty, którzy parali się tym zawodem (niemniej bardziej jako hobby, nie zaś formę zarobku), to w Szwecji wydaje się, że sytuacja była odmienna. Rodzi się też pytanie, czym było to spowodowane. Mniejsza inicjatywa budowlana sugeruje, że rzeźbiarze wywodzący się ze średnich grup społecznych mogli bez problemu te prace wykonać, chociaż zapewne sytuacja materialna niektórych przedstawicieli szlachty była dość niekorzystna po okresie wyniszczających wojen, obnażających schyłek mocarstwowej polityki Szwecji. Nie zmienia to jednak faktu, że podziw budzić musi fakt, iż Carlowi udało się odnosić sukcesy w obydwu dziedzinach swojego życia. Nie każdy bowiem jest tak silną psychicznie i utalentowaną zarazem jednostką...