piątek, 25 maja 2012

Ranking zapomnianych artystów #7 - Marietta Robusti

Chyba powinienem zmienić nazwę cyklu, bo po raz kolejny będzie o kobiecie (swojego czasu Linda Nochlin w artykule z 1971 r. pt. "Dlaczego nie było wielkich artystek?" zwróciła uwagę na to, że już samo pojęcie "artysta" - przynajmniej w języku angielskim - wyklucza istnienie jego żeńskiego odpowiednika). O ile cały artykuł pionierki badań feministycznych, który możecie przeczytać tutaj, nie budzi żadnych zastrzeżeń, to faktem jest, że owe artystki na szczęście były, niemniej aż do XIX w. żadna z nich nie znalazła się w kanonie sztuki europejskiej. I tu, jak słusznie zwróciła uwagę badaczka, jest pogrzebana przysłowiowa psina. Na szczęście jednak te artystki, o których można się czegoś dowiedzieć, często mają niepośledni talent. Było już więc w tym blogu o podziwianej przeze mnie Elisabetcie Sirani czy jednej z najważniejszych islandzkich malarek czyli Louisie Matthiasdottir. Pojawiła się nawet św. Katarzyna z Bolonii i nie robiąca niestety większej kariery Barbara Fox, której akwarelom nie można odmówić uroku. Czas więc na kolejną ciekawą kobietę z tego grona - Mariettę Robusti, zwaną od pseudonimu ojca "Tintorettą".
Autoportret Marietty, który znajduje się w Uffizi i datowany jest na ok. 1586 r., ukazuje kobietę co najmniej 22-letnią (urodziła się w 1556 r., chociaż niektóre źródła podają, że ok. 1552 r. - o kwestii wieku malarki będzie nieco niżej) o poważnym usposobieniu. To, co wydaje się tutaj kluczowe obok całkiem uśmiechniętej postaci, to klawiatura klawikordu, który akurat w tym czasie zyskiwał na popularności w całej Europie. Poza tym, że Marietta nie jawi się na tym autoportrecie jako malarka, lecz raczej utalentowana kobieta (co jest typowe dla XVI-wiecznego przedstawiania inteligentnych kobiet parających się różnymi zawodami artystycznymi), instrument ten traktować można też jako symbol granicy, której wtedy jeszcze malarki przekroczyć nie mogły. Córka Prospera Fontany, Lavinia, całkiem dobra artystka, niekiedy musiała zabawiać zleceniodawców ojca własnymi recitalami muzycznymi, a niekiedy też i wokalnymi. Potem jako dojrzała i niezależna malarka, Lavinia próbowała już korzystać w autoportretach z innej ikonografii (np. ukazując siebie podczas tworzenia obrazu czy w otoczeniu walających się po warsztacie starożytności), ale i tak najbardziej znanym jej portretem stało się przedstawienie przy wirginale, który to instrument - jak sama nazwa wskazuje - odnosił się do czystości i cnotliwości grającej na nim. Chociaż akurat w przypadku Włoch istotne znaczenie miało też ukazanie portretowanej jako współczesnej św. Cecylii, wielokrotnie przedstawianie z najróżniejszymi instrumentami muzycznymi.
W przypadku "Tintoretty" sytuacja była podobna. Jej ojciec, Jacopo Robusti, co prawda wywodzący się z typowej rzemieślniczej rodziny (jego ojciec był farbiarzem tkanin, co przełożyło się na pseudonim malarza i jego latorośli), pozwolił, by Marietta podczas muzycznych performance'ów bawiła weneckie elity, co częściowo tłumaczyć można dość wystawnym stylem życia, jaki przyjął jako uznany malarz Serenissimy. O tym jednak, że Marietta nie była tylko córką malarza, a rzeczywiście całkiem utalentowaną portrecistką, świadczy nie tylko załączona powyżej ilustracja (będąca jedynym pewnym dziełem artystki), ale także słowa ówczesnych malarzy, którzy nie raz zwracali uwagę na uderzające podobieństwo pomiędzy dziełami Marietty i jej ojca. Za artystką wstawił się także Carlo Ridolfi, zwany niekiedy "weneckim Vasarim", z uwagi na napisane przez siebie żywoty lokalnych artystów. Tam odniósł się do tego, jak traktowano kiedy i twierdzeń, jakoby ich umiejętności ograniczały się tylko do maestrii w posługiwaniu się igłą, nicią czy dratwą. Marietta stała się dla niego przykładem, że kobieta w niczym nie uchybia mężczyznom, a co więcej uznał ją za godną dziedziczkę nie tylko malarskiego, ale i (ponoć) muzycznego talentu Jacopa. Akurat o tym drugim talencie weneckiego malarza nie wiele nam wiadomo...
Marietta nie miała jednak łatwo - w warsztacie ojca podobnie jak inni uczący się malarze (w tym jej  dwaj młodsi bracia) chodziła w męskich strojach i chyba była w pewnym stopniu "córeczką tatusia", bo Jacopo nie potrafił zaakceptować tego, że jego najstarsza córka z czasem wyrosła na całkiem urodziwą kobietę. Zresztą to dopiero w wieku piętnastu lat zrzuciła męski strój i zaczęła ubierać się, jak jej rówieśniczki. O tym, że nie tylko pomagała ojcu w pracy świadczy fakt, że nawet obecnie badacze mają problemy z przypisaniem jej konkretnych dzieł. Zwykle pomocą w tym jest datowanie, niemniej Marietta zmarła na cztery lata przed śmiercią ojca. Jest to o tyle istotne, że mogła zacząć własną, niezależną karierę (pytali o nią Maksymilian II Habsburg i Filip II hiszpański, pragnąc, by przeniosła się na stałe na ich dwory), lecz ojciec wyraźnie się temu sprzeciwił. Wreszcie zaaranżował ślub z pracującym w srebrze weneckim wytwórcą biżuterii Mario Augustim, który musiał obiecać, że nie weźmie Marietty do swojego domu, lecz stale zamieszkiwać będzie ona w swoim domu rodzinnym. Warunek ten miał trwać aż do śmierci Jacopo. Nie przeszkodziło to jednak zajść Marietcie w ciążę, ale stało się to jej przysłowiowym gwoździem do trumny, bo zmarła przy połogu.
Wróćmy jednak do obrazu. O tym, na jaki czas datować można tę jedyną pracę, co do której nie istnieje wątpliwość odnośnie autorstwa, świadczyć może treść trzymanego przez nią utworu, jaki zamierza zagrać na umiejscowionym nieco w głębi instrumencie. Wytrwały turysta w Uffizi przeczytać może następujące słowa: "Moja panno, spałam się w miłości do Ciebie, a Ty w to nie wierzysz". Ten fragment madrygału wywodzi się z jednego z najistotniejszych dzieł twórcy tego gatunku muzycznego, Philippe Verdelota ("Madonna per voi Philiane"). Na tej podstawie też przypuszcza się, że mamy do czynienia z typowym obrazem powiązanym z zamążpójściem, tym razem stworzonym przez samą portretowaną, nie zaś zleconym jakiemuś udolnemu artyście. Mimo to nadal występują problemy z datacją, bo niewiele znamy dat z życia Marietty. Wiemy właściwie tylko tyle, ale przekazał nam Ridolfi i znamy datę śmierci - 1590, gdyż Mariettę pochowano w rodzinnym kościele Madonna dell'Orto, gdzie dziś wisi kilkanaście prac rodu Tintorettich. Stąd też ci badacze, którzy uważają, że mogła urodzić się wcześniej, posiłkują się niepewną datą ślubu, a mianowicie rokiem 1578. Wtedy jednak nie pasowałoby to jednak do innej dość pewnej informacji, że Marietta w stanie małżeńskim aż do swojej rychłej śmierci wytrwała tylko cztery lata. Jak widać nie tylko co do samych obrazów giną one w tle malarstwa jej ojca, ale i daty życia zapomnianej artystki giną w pomroku dziejów.

PS. Jako że zbliżają się imieniny osób o tym cudnym włoskim imieniu (31 maja jest Marietty), wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń!