środa, 4 kwietnia 2012

Mikrohistoria cenzury sztuki - część 2

Minął ponad miesiąc od poprzedniej części serii na temat cenzury sztuki (link), toteż czas na kolejną partię. Zanim przejdę do obiecanego problemu ikonoklazmu, czas jednak, aby pełniej wyjaśnić starożytną koncepcję, co jest dozwolone, a co nie w sztuce, skupić się na wizualności posągów - zwłaszcza tych rzymskich, które od przełomu mileniów zaczęły operować interesującymi środkami wyrazu. Jak wskazał Paul Zanker w swej pasjonującej książce "August i potęga obrazów" mamy do czynienia w tym okresie republiki przepoczwarzającej się w przyszłe cesarstwo z ciekawym zjawiskiem podwójnej moralności. Z jednej strony na malowidłach naściennych pojawiają się coraz bardziej wyuzdane przedstawienia nie tylko odnoszące się do mitologii (jak choćby sceny Ledy z łabędziem, gdzie ów ptak ewidentnie nie jest tylko jej atrybutem, lecz swym dziobem lub nogą zadowala przedstawioną kobietę), ale też do życia prywatnego zwyczajnych osób. Pomiędzy 20 a 15 r. p.n.e. dochodzi do widocznej zmiany stylistyki dekoracji ściennych, które potocznie zwane jest przejściem ze stylu pompejańskiego drugiego do stylu trzeciego. Problem jest jednak o wiele bardziej skomplikowany i w dużym stopniu zależny jest od oficjalnego potępienia zbytku i nowej ideologii "pomyślności", jaką wprowadzono w czasach Augusta. Nie sposób inaczej tego nazwać, jak oficjalną cenzurą pewnych tematów w sztuce.
Przedstawiony obok fragment malowidła wystawianego obecnie w Museo Archeologico w Neapolu pochodzi właśnie z tego okresu. Zwykle datuje się go na I w. p.n.e. lub I w. n.e., ale raczej można przyjąć, że wiązać go należy z drugim stylem pompejańskim (niemniej nie będę się upierać i osobiście różnice stylistyczne malarstwa tego okresu niezbyt do mnie przemawiają). Samo miejsce, gdzie obecnie się je eksponuje (Sekretny Pokój) swoją nazwą odpowiada "locum secretum", a więc ustronnemu miejscu - obecnie znaczącemu raczej łazienkę niż tajne pomieszczenie, gdzie można było spotykać się z przedstawicielami innej lub tej samej płci. Widać jednak otwartą seksualność tej pracy - to jak Leda trzyma łabędzie, jak on wspina się po jej ciele i jak dziobem składa pocałunek na jej ustach. Apogeum tego rodzaju sztuki nastąpiło w latach 30-20 r. p.n.e., co rodziło się także z otwartym sprzeciwem ówczesnych artystów i teoretyków. Nie oparł się temu sprzeciwowi konserwatywny dość Witruwiusz, który w swym kluczowym (dla naszej obecnej wiadomości na temat ówczesnej teorii architektury) dziele pisał: "ponad dachy tych świątyń wyrastają z korzeni wraz z wolutami delikatne kwiaty, a pośród nich bez uzasadnienia rozmieszczone są figurki, jak również pnącza dopełnione półfigurkami o głowach ludzkich lub zwierzęcych. Tego wszystkiego nie ani nie ma, ani być nie może, ani też nie będzie" (za: Witruwiusz, "O architekturze ksiąg dziesięć", VII 5,3 tłum. Kazimierz Kumaniecki, wstęp Anny Sadurskiej, Warszawa 1999). Wyraźnych sprzeciwów wobec obyczajnego folgowania sobie w wiejskich willach było więcej, ale ten przykład jest szczególnie doniosły. Zwłaszcza że autorem tego tekstu był architekt, którego wspomniany tekst "odkryty" w bibliotece klasztoru Sankt Gallen w 1414 r. przez Poggio Braccioliniego (bez obrazków) uwarunkował teorię architektury renesansowej. Z drugiej strony trzeba mieć na uwadze fakt, że dzieło powstało prawdopodobnie pod koniec życia architekta (początek lat nastych p.n.e.), więc z jednej strony z perspektywy stopniowego odejścia od tak "zmanierowanej" sztuki lat 30., a z drugiej przy coraz silniejszym wpływie nowego, bardziej oszczędnego, stylu trzeciego, niekiedy zwanego też "egiptyzującym".
Wspomniany badacz sugeruje w swojej pracy, że podstawą dla wypracowania tego stylu (którego trzecia nazwa to styl kandelabrowy) były dekoracje i obiekty związane z przywróceniem ludi saeculares - święta, które miało odbywać się co 100 lat, ale rzadko kiedy trzymano się ściśle tej liczby. Niektórzy badacze uważają, że prapoczątkiem ludi saeculares były obchody z okazji wypędzenia Tarkwiniusza Pysznego w 509 r. p.n.e., ale raczej bardziej prawdopodobną datą jest 456 r. p.n.e. Niemniej z okresu przed Oktawianem Augustem jedyne potwierdzone ludi saeculares odbyły się w 249 r. (podczas wojny punickiej) oraz w 140 r. p.n.e. Oktawian przywracając je, wykorzystał fakt kilkudniowego oddawania czci opiekunom państwa i bóstwom losu, dla wzmocnienia swojej pozycji jako głównego kapłana przy jednoczesnym uwypukleniu pozycji Marka Agryppy. Dostrzegalne jest to choćby w fakcie, że wszelkie nocne ofiary odbywał samodzielnie Oktawian, zaś w dziennych towarzyszył mu zięć i przyjaciel. Kapłani osadzeni zaś zostali z dala od miejsca składania ofiar, co spowodowało przypisanie im roli przypatrujących się, potwierdzających prawidłowość ofiary, nie zaś realnych uczestników kultu. Przełożyło się także na sam charakter uroczystości - miała ona de facto charakter puryfikacyjny, poprzez oczyszczenie lud prosić (rękoma Oktawiana i Agryppy) o pomyślność. W tym też celu rozdano ludziom siarkę i skały bitumiczne do spalenia. Z wielu zatem rzymskich domostw roznosił się nieprzyjemny zapach, potwierdzający odnowienie Rzymu (podobne środki stosowano w okazji Parilliów - świąt upamiętniających założenie miasta), a ludzie przekonać się mieli do mniejszej ostentacji niż dotąd.
Analogiczną oszczędność i negację bogactwa dostrzec można w sztuce tamtego czasu. Co prawda w tym zakresie trudno mówić o jakimś bezpośrednim programie sztuki oficjalnej czy wytycznych państwowej propagandy, ale nowe odczucie porządku i klarowności jest oczywiste. Z drugiej strony wpływy greckie były nadal silne i sama kultura traktowana jako wyższa od rzymskiej - zarówno w jej konserwatywnym, jak i nowoczesnym, promowanym przez Oktawiana Augusta, wydaniu. Jak zatem wyjaśnić, że dość szybko, bo w obrębie właściwie jednej generacji doszło do znacznego ograniczenia produkcji takich prac, jak choćby przedstawione wyżej lustro, znajdujące się obecnie w Luwrze, przedstawiające Ledę z łabędziem? Paul Zanker stawia tutaj ciekawą tezę o dwóch moralnościach, jakie wystąpić musiały jeśli nie w całym społeczeństwie (co mi wydaje się niewiarygodne), to chociaż w obrębie "grupy trzymającej władzę" (czyli dawnej arystokracji): ""Ucieczka" w świat greckiej kultury wytworzyła nawet potrzebę przebierania się w stosowny kostium. (...) Kazali się nawet w takiej pozie uwieczniać. Dowodzi tego wyraźnie posąg greckiego komediopisarza Posejdipposa (III wiek przed Chr.), którego twarz i fryzurę przekształcono w portret Rzymianina z I wieku przed Chr. (na ilustracji obok). Miłośnikowi greckiej kultury, co charakterystyczne, zależało jednakże na tym, aby wyeksponować jego społeczną pozycję. Rzeźbiarz musiał więc przydać posągowi senatorskie buty. Powieść mogło mu się to tylko wówczas, gdy nałożył i wprowadził osznurowanie w brązie. (...) W czasie wolnym wraz z togą odkładano jednocześnie na bok rzymskość. Powstanie alternatywnej, prywatnej, tzn. znajdującej się poza zasięgiem Republiki, sfery życia świadczyło ewidentnie o upadku jednolitego systemu wartości elity. Przyzwyczajono się i traktowano jako rzecz nader oczywistą, że trzeba żyć w dwóch światach, mówić dwoma językami i posiadać podwójną moralność. To, czym rozkoszowano się w domu, potępiano w mowach skierowanych do ludu" (za: Paul Zanker, "August i potęga obrazów", tłum. Lechosław Olszewski, Poznań 1999, s. 39-40).
Podwójna moralność musi mieć zawsze w sobie coś nieetycznego, ale czy musi mieć coś nieestetycznego? Podobne zjawiska miały już miejsce w sztuce antycznej. Cofnijmy się z powrotem do Egiptu, gdzie w czasach "rewolucji amarneńskiej", a więc chwilowego wzrostu kultu Atona, zaczęły pojawiać się nietypowe przedstawienia. Jak choćby nagość pary królewskiej... Co prawda stare porzekadło mawia, że nie szata zdobi człowieka, ale to ona kreuje swoistą odrębność istoty ludzkiej od jej ziemskiej powłoki. Wymusza szacunek, pozwala na zajęcie określonej roli społecznej i umożliwia jej rozpoznanie. Wiedział o tym Robert Mapplethorpe wystawiając fotografię "Mężczyzny w poliestrowym garniturze" (Afroamerykanin bez pokazanej twarzy, ale za tym z uzewnętrznionymi genitaliami - link), wiedzieli też i starożytni Egipcjanie. A jednak spontaniczność i wolność sztuki amarneńskiej nie została ograniczona w ten sposób. Kiedy więc w 1887 r. arabska kobieta przypadkiem zdeptała glinianą tabliczkę w Tell-el-Amarna, przed oczyma badaczy pojawił się zupełnie niespodziewany świat. Faraon ukazał się jako miłośnik światła, gotów wystawić swoje całe ciało naprzeciw promieniom ożywczego, boskiego słońca, podobnie jak i bogini Nefertiti. Jak twierdzi Henry de Horate, który swojego czasu napisał książkę o nudystach w świecie wczesnochrześcijańskim (skąd ludzie wymyślają takie tematy?), praktykowana przez parę królewską religia i nudystyczny styl życia znacznie wyprzedzały ich epokę, co kłócić się musiało z ówczesną moralnością. A jednocześnie istniejące do dziś artefakty sztuki amarneńskiej wskazują, że cieszyła się ona całkiem sporym poparciem, a nie była jedynie religijną schizmą, jak kiedyś ją postrzegano. Co więcej, Echnaton i Nefertiti nie byli pierwszymi , którzy w ten sposób zażywali kąpieli słonecznych (jak to się miało do zmian na skórze, wolę się nie zastanawiać...). Z XIV w. p.n.e. pochodzi także płaskorzeźba przedstawiająca sumeryjskiego kapłana (rytualna nagość, niekiedy ograniczona tylko do górnej partii ciała, była charakterystyczna dla kapłanów z tego regionu, podczas gdy boginię Inannę przedstawiono dość często jako całkowicie nagą), znajdująca się w British Museum w Londynie. O stulecie wcześniejsze wydaje się natomiast malowidło z nagą Egipcjanką, grającą na lutni, które zachowało się na murach jednego z tebańskich nagrobków.
Tego rodzaju koncepcja przedstawiania władców jako nagich istniała też w I w. p.n.e. i zachowała się także w Egipcie. Czy więc zatem rzeczywiście ukazywanie nagich postaci - jeden z niewielu wyłomów od "pobożnych" konwencji rzymskich okresu Oktawiana - rzeczywiście ma tylko grecki rodowód? Za słusznością tej koncepcji o dziwo zdaje się przemawiać nawet tekst Posejdipposa, którego posąg czekało obcięcie głowy i dołączenie jej do ciała nieznanego nam Rzymianina. Napisał on bowiem w "Andriantopoiice" (grupie wierszowanych utworów na temat sztuki rzeźbiarskiej), jaka sztuka mu się podoba. Skrytykował np. mieszkańców Rodos za wznoszenie gigantycznego kolosa (przyszłego jednego z siedmiu cudów świata),  a chwalił konwencję polizypowską - "prawdziwość" portretu, realizm, precyzję, z jaką artysta oddaje rysy przedstawianej przez siebie postaci. Tak więc niejako na przekór owym tekstom, rysy poety stały się podstawą dla stworzenia portretu bogatego mieszkańca Italii...
Wrzućmy jednak kij w owe mrowisko i przypomnijmy słowa Plutarcha opisującego, jak urodziwa Kleopatra płynęła swoją barką w pełni słońca. W "Żywotach sławnych mężów" nakreślając dzieje Antoniusza, podaje on następującą historię: "płynęła po rzece Kydnos na barce o złoconej rufie, z rozwiniętymi purpurowymi żaglami, a wiosłowanie srebrnymi wiosłami odbywało się do wtóru fletów zharmonizowanych z syringami i kitharami. Ona sama spoczywała pod przetykanym złotem baldachimem, ucharakteryzowana jak Afrodyta, a stojące po obu stronach dzieci, przypominające malowane Erosy, wachlowały. Podobnie najpiękniejsze pośród służek miały szaty Nereid i Charyt; jedne przy sterach, inne zaś przy burtach". Nie sposób nie dostrzec zrównania władczyni z bóstwem, którą to konwencję przejął potem dla siebie i swojego rodu Oktawian August. I jak, wynikało z poprzedniego posta w cyklu o cenzurze, usilnie wymuszał, by nikt nie przedstawiał siebie w taki sam sposób. Dla nich była sztuka skromna, w której podlegli byli nieziemskim siłom, a jedynym pośrednikiem między tymi siłami a rzeczywistością stawał się władca - najwyższy kapłan. To pobudzanie stałego wglądu w samego siebie wraz z wymuszaniem refleksji z jednoczesną propagandą sukcesu stanowi w mojej ocenie pierwszą dobrze zintegrowaną koncepcję cenzury. Cenzury, która mniej osadzała się na teorii sztuki, a więcej na "wdrukowaniu" moralności, mającej już na wstępie umożliwiać potępienie sztuki nieodpowiedniej. I nie jest chyba zbyt daleko idącym stwierdzenie, że większość współczesnych ograniczeń sztuki czerpie co najmniej pośrednio z dorobku "pierwszego cesarza".