niedziela, 8 kwietnia 2012

Średniowieczny Grób Pański - część 2

We wczorajszym wpisie (link) starałem się pokazać, że wiele budowli europejskich czerpie swoje wzory z jerozolimskiej Anastasis. Nie jest to nic dziwnego (ani odkrywczego), że jedna z najważniejszych późnostarożytnych świątyń chrześcijaństwa rozpalała emocje architektów, problem jednak polegał na tym, że w owych "ciemnych wiekach" (jak na szczęście coraz rzadziej określa się czas wczesnego średniowiecza) niełatwo było taki obiekt wznieść. Z natury rzeczy wzorować się należało na mniejszych budowlach, ale przyjrzyjmy się jeszcze dokładniej bazylice Grobu Pańskiego - obiektowi, który swoim wyglądem i strukturą pozwala do dziś pielgrzymom niejako doświadczać niebywałej żarliwości religijnej związanej z Pasją Chrystusa.
Badacze zajmujący się tym okresem architektury wspominają często o tym, jak majestatyczna świątynia mogła być odbierana na przełomie starożytności i średniowiecza. Z jednej strony pozostali w Palestynie Żydzi nie mogli liczyć na ponowne wzniesienie zburzonej w 70 r. n.e. Świątyni Salomona, a jej ruiny stanowiły tylko przejaw dawnej potęgi przygaszonej w rzymskim świecie. Zaprowadzenie wolności religijnej w 313 r. nie spowodowało większej zmiany ich położenia, a budowa na skraju miasta gigantycznego obiektu chrześcijańskiego ewidentnie prowadzić musiała do przyjęcia założenia, że wówczas, w zmienionych warunkach politycznych i społecznych, Cesarstwo wspiera chrześcijaństwo - religię wchodzącą na ścieżkę bardziej konfliktową wobec ortodoksyjnego judaizmu. "Nowe jest wrogiem starego" - zdawał się mówić Konstantyn i św. Helena. Czy zatem wzniesienie Anastasis można byłoby uznać za próbę budowy "Nowej Jerozolimy"? To chyba byłoby zbyt daleko idące założenie, chociaż nowa budowla izolowała w pewien sposób od reszty miasta dwa najświętsze miejsca dla pielgrzymów - Grób Pański i Kalwarię. Znalazła się więc w orbicie zainteresowań nie tylko chrześcijan, ale i innowierców.
I to właśnie innowiercy niszcząc w 1009 r. obiekt doprowadzili do jednego z najbardziej nietypowych zjawisk średniowiecza, jakim był ruch krucjatowy. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć dziesiątki tysięcy rycerzy, chłopów, a nawet dzieci zdążających z całej Europy do mistycznej Ziemi Obiecanej, którą wyobrażano sobie bardziej jako krainę mlekiem i miodem płynącą niż pustynne pustkowia ze słonym jeziorem, w którym nie sposób zatonąć (o wizjach takich krain był już post parę miesięcy temu - link)? A jednak! Fatymidzki kalif al-Hakim, gdy dowiedział się, że w bazylice Grobu Pańskiego odbywa się liturgia ognia (zwana w Polsce zwykle Liturgią Światła) polecił zbadać sprawę i jego fanatyczny muzułmanizm przeważył, gdy doniesiono mu, że w trakcie tego nabożeństwa w "cudowny" sposób na wiernych i mnichów spływa ogień z nieba, od którego zapala się świece. Zburzenie świątyni aż do fundamentów zszokowało przede wszystkim Bizantyjczyków, nadal uznających się za opiekunem kościoła, a wierni pisali, że zniszczono wszystko za wyjątkiem tego, czego nie dało się wywieźć albo zdemolować. Stąd też w nienaruszonym stanie zachowały się kolumny świątyni, które właściwie jako jedne z niewielu elementów budowli dają się z całą pewnością datować na IV w. n.e. Chrześcijanie jednak nie poddali się i przystąpili do naprawy najświętszych miejsc. Co ciekawe, zaczęto nie od Kalwarii czyli miejsca znalezienia Krzyża Świętego, ale właśnie od okolic Grobu Pańskiego. Po raz kolejny ucierpieli na tym Żydzi (zaczynam się powoli zastanawiać, jak oni to robią, że ilekroć dochodzi do jakichś nietypowych politycznych czy gospodarczych zdarzeń, to stają się ich ofiarami...), przeciw którym zwróciła się chrześcijańska opinia publiczna. Wydalono ich z niektórych francuskich miast, a wielką w tym zasługą wykazał się Rodolfus Glaber, mnich z Cluny i Saint-Germain-en-Auxerre i autor słynnego pojęcia o "białym płaszczu kościołów" pokrywającym Francję. Twierdził on, że zniszczenie bazyliki Grobu Pańskiego stanowi efekt spisku przeciw chrześcijanom, jaki mieli zawrzeć Żydzi z Orleanu (sic!). Pasowało mu to zatem to teorii, iż "Apokalipsę św. Jana" należy odczytywać w ten sposób, że diabeł zostanie uwolniony po tysiącu lat. Zniszczenie bazyliki Grobu Świętego było więc jednym z przykładów, że czas ostatecznej walki o władzę nad światem jest bliski... (o jego proroctwach z tego okresu pisałem już w postach o końcu świata tutaj i tutaj; jak widać powoli nietypowe tematy o sztuce pojawiające w tym blogu zaczynają się spajać...). Zbaczając trochę z tematu trzeba przyznać, że ogólnie Żydzi w tym czasie nie mieli w zachodniej Europie łatwo - a to w Limoges w 1010 r. zmuszono ich do religijnej debaty, której skutek można było z łatwością przewidzieć: albo konwersja na chrześcijaństwo, albo wygnanie z miasta, w 1012 r. także pozbyto się Żydów z Moguncji, a sam Glaber opisywał, że zdarzenia z tego okresu połączone były z topieniem i napaściami na wyznawców religii mojżeszowej. Niektórzy jednak badacze dziejów Francji tego okresu wskazują, że wspomniane zdarzenia nie były tylko związane z sytuacją w Palestynie i informacjami od tłumnie odwiedzających Ziemię Świętą pielgrzymów, iż Żydzi niechętnie odnoszą się do chrześcijan. Robert (nazwany notabene później Pobożnym) wyszedł z ideą, by zjednoczyć chrześcijan i Żydów w jedną społeczność, ale aby to w ogóle mogło być możliwe sprawdzić należało, skąd czerpią "wiedzę". I tak dotarto do "Talmudu", który w oczach osoby niezakorzenionej w tradycji judaistycznej jawi się raczej jako magiczna księga niż pismo objaśniające niektóre prawdy wiary zawarte w "Torze". Kiedy więc pod koniec XI w. to Żydów oskarżono o zamordowanie biskupa Trewiru przy pomocy magii sympatycznej, z łatwością można było twierdzić w trakcie procesu, jakie to księgi umożliwiają rzucenie odpowiednich klątw i zaklęć.
Do przyjrzenia się znaczeniu Anastasis brakuje nam zatem jeszcze jednej informacji. Wiemy już w roli tego obiektu, o tym, że w pewien sposób mógł on symbolizować "Nowe Jeruzalem" (jakim potem stanie się prawie każda wzniosła gotycka katedra) czy też "Kościół oblężony" - ostoję chrześcijaństwa otoczoną potężnymi siłami muzułmanów i Żydów. Czego zatem brakuje? Tego, która wersja świątyni przede wszystkim oddziaływała na architektów. W poprzednim poście pojawiła się ilustracja pokazująca renowację obiektu, jaka zakończyła się w 1149 r. i dokonana została przez nowe, chrześcijańskie władze w Palestynie. Architektura tego obiektu wpływała przede wszystkim na budowle XII-wieczne i późniejsze, korzystające z partii centralnych w celu wydzielenia określonych miejsc dla specjalnej liturgii. Co jednak z wcześniejszymi budowlami centralnymi, jak chociażby budowane powszechnie rotundy czy kościoły na planie trójliścia (np. w Kolonii)? Łatwo przewidzieć, że tam gdzie pojawia się poważny problem, tam i pojawiają się rozbieżne stanowiska badaczy. Nie wiadomo bowiem, kiedy odbudowano bazylikę Grobu Pańskiego po zniszczeniach al-Hakina. Najprawdopodobniej obiekt był już wzniesiony ok. 1048 r., co pozwalałoby na przyjęcie, że za odbudowę odpowiedzialny był Konstantyn IX Monomach, niemniej nie sposób wykluczyć, czy czasem odbudowy nie zaczęto już za jego poprzednika - Michała IV, panującego w latach 1034-1041. Czym różniła się ta trzecia już bazylika Grobu Pańskiego od poprzednich? Po raz kolejny postanowiono nie zmieniać tego, co wznieśli poprzednicy, a więc rotundy Anastasis i korytarzowego portyku, a jedynie te dwie partie umocniono. Uczyniono z nich też centrum nowego obiektu zamiast dokonywać rekonstrukcji bazyliki i atrium. Rotunda dzięki temu "otworzyła się" do wewnątrz, a dziedziniec otoczono wieńcem kaplic i to na kilku poziomach.
Zdobycie Jerozolimy w 1099 r. spowodowało po raz pierwszy w dziejach, że świątynia znalazła się bezpośrednio w orbicie sztuki zachodniej Europy, od kilku dziesięcioleci oficjalnie wyznającej odmienną religię niż tereny podległe Bizancjum. Od wschodniej strony dobudowano klasztor kanoników, zmieniono wygląd edikuli poświęconej miejscu złożenia Chrystusa do grobu, ale po raz kolejny nie tknięto kopuły Anastasis. Całość zaś uzupełniły, typowo zachodnie, pomysły, jak romański chór dla pielgrzymów i transept z kopułą. W tym sensie jerozolimska świątynia była trochę zacofana w stosunku do szybkich przemian architektury, jakie zachodziły w tym czasie w północnej Francji, kreujących nowy, bardziej strzelisty styl gotyku. Nie taki jednak był cel budowniczych przenoszących zdobycze kultury francuskiej w Palestynie. Mieli oni bowiem za zadanie ukończyć chór na 50-lecie wyzwolenia miasta, co ostatecznie się nie udało, lecz nie przeszkodziło to kapłanom konsekrować nowej partii budowli. Efekt tego był dość nietypowy - poszerzona kaplica Kalwarii znalazła się we wschodniej części południowego transeptu. To co turyści zwiedzają w chwili obecnej, to głównie XII-wieczna, a nie wczesnośredniowieczna świątynia. Umieszczona obok dzwonnica i tzw. Kaplica Franków świadczą zatem ewidentnie o tym, że celem przebudowy było raczej zachowanie w jak największym stopniu stanu wcześniejszego budowli, ale i zaznaczenie obecności krzyżowców, swoista legitymizacja panowania królowej Melisandy w okresie drugiej krucjaty.
Jak zatem wyglądała ta świątynia w tym okresie? Jeszcze w 1047 r., gdy świątynia miała już być odbudowana, a miały miejsce jedynie prace wykończeniowe, perski podróżnik Nasir-i Khusraw pisał:
"jest wystarczająco duża, by zmieścić osiem tysięcy ludzi w środku i nad wyraz ozdobna, z kolorowymi marmurami, rysunkami i obrazami. Wyściełana jest bizantyjskimi brokatami i malowana. Użyto w niej wiele złota, a w kilku miejscach ukazano Jezusa na osiołku i obrazy innych proroków jak Abraham, Ismael, Izaak i Jakub z synami. Obrazy zawerniksowano żywicą sandaraku [miękka i szklista żywica sporządzana z cyprysów, stosowana w malarstwie temperowym; innymi słowy podróżnik widział po prostu ikony] i pokryto przezroczystym szkłem nieblokującym ich oglądu. Dzięki temu pył i kurz nie uszkodzą obrazów, a każdego dnia specjalnie zatrudnieni oczyszczają szkło. (...) Jest jedno miejsce w kościele pomalowane w dwóch miejscach, by ukazywać niebo i piekło oraz ich mieszkańców; nic na świecie nie może się temu równać. Liczni księża i mnisi stają tutaj, by czytać "Ewangelię", modlić się i odkupić swe winy aktami dewocji w dzień i noc".
A jak wyglądał obiekt po zdobyciu miasta przez rycerzy pierwszej krucjaty? Opis powrotu relikwii Krzyża Świętego z 1099 r. podaje, że prawosławni w obawie przed jej zniszczeniem w trakcie oblężenia miasta schowali ją w atrium, a gdy uroczyście przywrócono relikwię na należne jej miejsce, znajdowała się ona w złotym krzyżu wielkości połowy łokcia (nie była to relikwia zbyt wielka w porównaniu z tymi, jakie kawałki Krzyża Świętego krążyły wówczas po Europie). Jeden z pierwszych pielgrzymów odwiedzających Jerozolimę po jej wyzwoleniu, anglosaski Saewulf (zwiedził miasto w 1103 lub 1104 r.) pisał, że liturgiczny charakter nadano obszernemu dziedzińcowi, w którym ponoć syryjscy chrześcijanie czcili nawet pozostałości po więzieniu, w którym przetrzymywano Jezusa:
"Nieco wyżej znajdowało się miejsce, gdzie znaleziono Krzyż Święty wraz ze starszymi krzyża i gdzie niedługo później wzniesiono wielki kościół na polecenie św. Heleny, ale potem został on do cna zniszczony przez pogan. Poniżej, niedaleko od więzienia, widoczna jest marmurowa kolumna, do której przywiązano Jezusa Chrystusa, naszego Pana, w Praetorium i wybatożono srogimi batami. Obok zaś jest miejsce, gdzie naszego Pana rozebrali żołnierze - jest też miejsce, gdzie koronowano go cierniem i gdzie ciągnięto losy o jego szaty. Powyżej idzie się na Górę Kalwarię, gdzie pierwszy patriarcha Abraham ustawił ołtarz, na którym Bóg poprosił go o ofiarę z własnego syna, i potem w tym samym miejscu Syn Boży, którego Izaak był prefiguracją, sam się ofiarował Bogu Ojcu dla zbawienia świata. Co więcej najwyżej położony kamień na skale jest przedzielony na pół, bo w tym miejscu wbito Krzyż Pański, a nie był on w stanie wytrzymać zabójstwa Stworzyciela, tak jak czytamy w pasji: "i skały zaczęły pękać" [Mt 27,51]. (...) Obok miejsca Kalwarii znajduje się kościół Maryjny, w miejscu, gdzie ciało Pana, zdjęte z Krzyża, zostało namaszczone i zawinięte w całun lub chustę przed jego pogrzebanie. A przed przodem świątyni Grobu Pańskiego, na murze niedaleko Kalwarii, znajduje się miejsce zwane "Kompasem", które nasz Pan Jezus Chrystus samodzielnie oznaczył i określił centrum świata swoją własną ręką (...). Ale niektórzy twierdzą, że w tym miejscu Pan Jezus Chrystus pojawił się wpierw Marii Magdalenie, gdy we łzach go zagadnęła i posądziła o bycie ogrodnikiem, jak podaje ewangelista. Te bardzo święte kaplice [pielgrzym zwie je nieprawidłowo oratoriami] są otoczone dziedzińcem świątyni Grobu Pańskiego od wschodu".
Ten dość długi opis, choć szczegółowy, daje nam jednak dość istotną wiedzę - na początku minionego milenium powszechna była potrzeba przeżywania Pasji Jezusa, jakby była ona stale obecna, a każdy najdrobniejszy jej fragment próbowano powiązać z konkretnym miejscem w Jerozolimie. Stąd też pewnie potrzeba stworzenia w obrębie kościoła miejsc, które z oczywistych względów nie mogły zachować się do XI w., jak pozostałości po przeobleczeniu Jezusa w purpurowe szaty. Tego rodzaju jednak zdarzenia powszechnie pojawiały się w średniowiecznych misteriach i budowanych makietach Grobu Bożego. Ale o tym w dalszych partiach opowieści...