niedziela, 8 lipca 2012

Biała i czarna Madonna

Podobno wiekopomne dzieło litewskiej literatury zaczyna się słowami dotyczącymi urody tego regionu i odniesieniem do trzech, jakże odmiennych, przedstawień Matki Boskiej: "Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy / I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy / Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!". Podobno, bo nie znam litewskiego i nie dane mi było się w oryginale przekonać, czy ten tekst rzeczywiście tak brzmi... ;) A tak poważnie, to tym razem zainteresują nas te dwa pierwsze przedstawienia - "czarna" Madonna z Jasnej Góry i "biała" Madonna wileńska. Na pozór dzieła te więcej dzieli niż łączy - wiszące obecnie w sanktuarium w Ostrej Bramie malowidło datować można mniej więcej na okres od 1580 r. do lat 20. XVII w., Madonna jest wystylizowana, delikatna, skupiona tylko na własnej żarliwości, no i pozbawiona Dzieciątka. Żeby zatem odróżnić ją od częstochowskiej Matki Boskiej często zwano ją na przekór "Białą" (zapewne dzięki jasnej cerze i białej chuście na głowie), jak też swojego czasu określił je prymas S. Wyszyński, opisując swoje dzieciństwo: "A w domu nad moim łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Boskiej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej (...). Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego jedna jest czarna, a druga - biała". No właśnie, dlaczego?
Miron Białoszewski w jednym ze swoich tekstów umieszcza postaci przed jasnogórską Panią i nagle stają oni twarzą w twarz z nieprawidłowym desygnatem: Czarna Madonna nie jest "czarna", lecz "czerwona, cyklamenowa". Problemu nie wyjaśnia nawet obecny znawca sztuki, Le, bo poeta skupił się na bardziej na opisie przekraczania przez nich granicy między sacrum a profanum.  Wyjaśnienia, którego nie daje czytelnikowi jeden z największych polskich literatów minionego stulecia, szukać trzeba zatem w tradycji artystycznej. Najpierw warto więc wybrać się do Montserrat, gdzie daje prześledzić się od co najmniej 718 r. obecność  czarnej figurki Madonny (obecna rzeźba przedstawiająca Matkę Boską przechowywana jest w ukazanym obok relikwiarzu). Tylko skąd pomysł, by negroidalna kobieta była Bożą Rodzicielką? Utożsamienie Matki Boskiej z Oblubienicą, o której to cudnej urodzie co nieco napisano w "Pieśni nad Pieśniami" nie było we wczesnym średniowieczu niczym nowym. Już w pierwszej pieśni zapoznający się z "Pismem Świętym" dostaje informacje na temat wyglądu tejże kobiety (PnP 1,5-6): "Śniada jestem, lecz piękna, córki jerozolimskie, jak namioty Kedaru, jak zasłony Szalma. / Nie patrzcie na mnie, żem śniada, że mnie spaliło słońce". Wyjaśnienie wydaje się być oczywiste - może cera Madonny nie czyniła z niej "białogłowej", ale skąd pomysł, by od razu nadawać Matce Boskiej afrykańską karnację? No i skoro Matka Boska jest czarna, a Chrystus swoją ziemską naturę wywodzi tylko z jej ciała, to czy czasem nie powinien on także być takiego samego koloru skóry, jak właśnie ukazano go w Montserrat?
Umieszczona w kościele San Jose w Gijon kopia Madonny z Montserrat to tylko jeden z wielu przykładów "czarnych" Madonn z okresu romanizmu i wczesnego gotyku. Jak widać nie kwestionowano tego, że kolor skóry nie współgra z innymi jej przedstawieniami, jak i tego, że w końcu jest tego samej karnacji co wielu wojowników z saraceńskich państw, przeciw którym prowadzono rekonkwistę. Same zaś czarne Madonny pojawiają się nie tylko w Hiszpanii, ale także we Francji i Niemczech, co dodatkowo komplikuje problem. Czarny kolor w tym czasie powoli upowszechnia się jako kolor "Złego", co do dziś przejawia się w stosowanej powszechnie w kulturze masowej ikonografii schwarzcharakterów. Zagadnienia tego nie da się rozwiązać też przez kwestię pokrycia pewnych obrazów czy rzeźb patyną; rzeczywiście wiele z nich z biegiem czasu ściemniało, ale  pewnym jest, że niektóre prace były czarne od początku.
Niektórzy badacze wskazują, że przedstawienia czarnych bóstw były dość powszechne w starożytności - Izydę wielokrotnie przedstawiano jako kobietę tej karnacji, a i w Chinach czyniono podobnie. Nadal jednak jest to słaby argument pomimo znacznego wykorzystania przez religię chrześcijańską pomysłów stosowanych dla upamiętnienia bóstw i herosów w Cesarstwie Rzymskim przed edyktem mediolańskim. W samej Francji w dojrzałym średniowieczu było aż 300 czarnoskórych przedstawień Maryjnych, a do chwili obecnej zachowało się 150 takich obiektów. Czasami wzorem dla pewnych przedstawień stawały się postaci rzeczywiste. Tak było w przypadku Madonny z Liesse, która wzorowana była na niejakiej księżnej Ismerii.
Ismeria była jedną z niewielu Murzynek, które skoligaciły się z francuskimi feudałami. Pochodząca z Sudanu księżniczka pojęła za męża rycerza Roberta d'Eppes, z którego to związku narodził się syn Jan. Potomek towarzyszący Ludwikowi Świętemu w krucjacie nazywany był z tego powodu "synem czarnej kobiety". Legenda trochę chronologicznie nie daje się powiązać z czasami Ludwika IX, gdyż podaje, że już ok. 1150 r. kult "czarnej Madonny" miał miejsce w Liesse. W tej miejscowości niedaleko Laon każdego roku w święto Bożego Narodzenia, a także 8 września i 2 grudnia, "Szczęśliwa Matka Boska" (jak się ją czasami nazywa) wystawiana jest na widok publiczny. Podobno obecność tej figury związana jest z dziejami trzech joannitów, którzy w 1134 r. pojawili się w Jerozolimie, gdzie oczywiście dostali się w niewolę. Tam żarliwie modlili się do Matki Boskiej o pomoc w tej trudnej sytuacji (było się pałętać przez całą Europę z wyznaniem na ustach, by mordować niewiernych?) i okazało się, że taką pomoc dostali - ni stąd, ni zowąd w celi pojawiła się figurka Maryi. Zaskoczenie pilnujących było tak wielkie, że poinformowali o tym nawet lokalną księżniczkę Ismerię, która szybko przyjęła wiarę chrześcijańską i pomogła im uciec. Szczęśliwi zaś joannici wrócili cali i zdrowi do rodzinnych stron.
Inna wersja tej legendy wydaje się bardziej prawdopodobna, bo odnosi się do kobiecej wrażliwości na piękno. Ponoć Ismeria przybyła do uwięzionych i chciała dać im szansę - wolność mogą zamienić na przyjęcie islamu. Rycerze pozostali jednak niewzruszeni i zaproponowali, że powiedzą jej w takim razie coś o swojej religii. Ismeria wsłuchiwała się najwyraźniej dość dobrze, bo spytała, czy mogliby jej pokazać w takim razie Matkę Boską. Jeden z krzyżowców poprosił zatem o kawałek drewna (pod ręką był tylko mahoń) i przez cały dzień operując w kąciku rylcem (pozostali dwaj wspierali go dzielnie modlitwą) wykonali rzeźbę. Tak zaskoczyła ona Ismerię, że sama padła przed tym przedstawieniem w wielkiej religijnej żarliwości, po czym wszyscy uciekli z więzienia. Po całym dniu unikania pościgu zmęczenie dało o sobie znać, zdrzemnęli się i... niespodziewanie obudzili tuż obok domu jednego z rycerzy. Wtedy postanowili stworzyć sanktuarium poświęcone owej "czarnej" Madonnie. Kult zaś akurat tej postaci był szczególnie silny - już w XII wieku odnoszono się do niego w Montpellier, zaś do Matki Boskiej przynoszącej szczęśliwość modlono się na Malcie, a w czasach nowożytnych nawet w klasztorze trapistów w Hongkongu. W Polsce przykładem tego kultu jest obraz Matki Boskiej Pocieszenia w Biechowie (wygląda na XV-wieczny, zwykle datuje się go na ok. 1460 r.), przy czym Madonna jest już na nim kobietą o jasnej karnacji.
Wracając jednak do Liesse historycy największą wiarygodność przypisują podaniu, iż Ismeria była sudańską, a nie egipską, księżniczką, która już wcześniej wyznawała wiarę katolicką (trochę to dziwne, jak na Sudan...). Gdy przeniosła się do Francji szybko skupiła wokół siebie grono zafascynowanych jej osobą, by wreszcie stać się wzorem dla ciemnego przedstawienia Matki Boskiej. Nie wszystkie jednak Madonny są aż tak czarnoskóre jak Matka Boska z Montserrat (kolejna z tych, o których mówiło się, że namalowane zostały przez św. Łukasza Ewangelistę) czy jasnogórska ikona. Za "czarną" Madonnę uznaje się także karmiącą Dzieciątko postać z Capocolonna, sanktuarium położonego niedaleko Crotone. Kiedyś miejscowość ta (czasami piszę się ją niesłusznie osobno i wówczas myli się z Capo Colonną w okolicy Bari) była miejscem ożywionego kultu Hery, ale o ile po pogańskiej bogini zostały drobne ruiny świątyni, to mimo szczerych chęci Turków XIII-wiecznego obrazu nie udało im się zniszczyć.
W maju z kościoła w Crotonie do sanktuarium wyrusza pochód dziękujący Matce Boskiej za opiekę. Ponoć już nie raz uratowała miasto przed zewnętrznym zagrożeniem. W 1519 r. wojska tureckie zdobyły sanktuarium i postanowiły spalić dzieło. Płonęło ponoć trzy godziny, ale o dziwo nie zostało ono ani trochę naruszone. Wkurzeni zdobywcy wyrzucili więc obraz do morza, ale i to nie przeszkodziło obrazowi w powrocie do swojego pierwotnego miejsca - znalazł je miejscowy rolnik i schował przed muzułmańskimi prześladowcami. Sekret wydał się jednak przy spowiedzi i obraz wrócił z powrotem do miasta. Przydał się już wiek później, gdy znowu wojska tureckie oblegały miasto w 1638 r. Obraz wystawiono przy murach, okrążono z nim fortyfikacje i Turcy odstąpili od oblężenia (ponoć najstarsi żołnierzy popsuli morale młodych opowiadając o historii sprzed ponad wieku...). W XIX w. obraz ponownie mógł się "wykazać" swoją rolą dla lokalnej społeczności - trzęsienie ziemi i epidemia cholery nie przyniosły takich strat, jakich się spodziewano. Tym oto sposobem w położonym na przylądku niewielkim mieście, gdzie znajduje się najstarszy grecki obiekt na Półwyspie Apenińskim, to właśnie przedstawienie Madonny stało się jedną z najistotniejszych atrakcji turystycznych.
Przywołanych kilka Madonn to jedynie kropla w morzu nietypowych przedstawień, jakie stanowią. Cedrowa figurka z Le Puy-en-Velay została niestety spalona w trakcie rewolucji francuskiej, a była uznawana za jedno z najważniejszych przedstawień patronki Owernii. W Chartres były nawet dwa ciemnoskóre przedstawienia Matki Boskiej, a w Notre-Dame-de-Pilier typ Madonn (który czasami żartobliwie nazywam Matkami Boskimi Wspierającymi), bo w formie "pilastra" uzupełniającego kamienną kolumną. Wytłumaczenia tego zjawiska wizualnego szukać należy zatem w tym, jak postrzegano Madonnę głównie w okresie romańskim, nie stanowiącej jeszcze w pełni elementu Boskiego planu zbawienia, ale osobnej istoty prowadzącej pokazującej wiernemu, jak należy słuchać głosu Boga. Nawiązanie do Izydy też wydaje się istotne, bo np. antyczne przedstawienie tej bogini przypadkiem zachowało się w katedrze w Metz i prawdopodobnie oddawano mu cześć uważając je za wizerunek rodzicielki Chrystusa. Białe Madonny zaś to odpowiednik Matki Boskiej Wniebowziętej, królującej już samodzielnie, nie zaś trzymających Dzieciątko na ręce. Chociaż i to uogólnienie nie zawsze się sprawdza - wiele obrazów, zwłaszcza z końca średniowiecza i okresu nowożytnego, sprawia wrażenie jakby malowane były z ciemnoskórych przedstawień Maryjnych, ale jednocześnie artyści postarali się nadać nieco jaśniejsze oblicze Matce Boskiej zgodnie z ówczesnymi kanonami urody. A jak było w przypadku Częstochowy? Obecnie dominuje koncepcja, że sam obraz ma XII-XIII-wieczne korzenie, lecz potem był parę razy przemalowywany. A jej kolor po części jest właśnie skutkiem tej wieloetapowości powstania malowidła, jak i dymu świec palonych przez wiele wieków podczas różnych nabożeństw. Mimo to pozostaje do dziś najsłynniejszą "Czarną Madonną" na świecie.