czwartek, 5 lipca 2012

Instytucje kultury krajów EURO - Muzeum Sztuki Katalońskiej w Barcelonie

Jak wiadomo, Hiszpanie "niespodziewanie" wygrali Euro. Co prawda w meczu finałowym moje serce było bardziej za Włochami, jednak jak mawia nowe-stare przysłowie: "w mistrzostwach gra 16 drużyn, a i tak wygrywają Hiszpanie". Nietrudno się zatem domyślić, że dzisiejszy post także będzie o muzeum z tego kraju. A ponieważ to Andresa Iniestę wybrano graczem mistrzostw (moim zdaniem na ten tytuł bardziej zasłużył w RPA...), to i muzeum musi być z Katalonii. I to nie byle jakie, bo najważniejsze muzeum pokazujące sztukę tego regionu, kształtujące tożsamość mieszkańców Barcelony i Walencji. Zacznijmy zatem od artysty, który już kiedyś gościł na łamach tego bloga, gdy opisywałem środowisko, z jakim zapoznać się mógł młody Picasso (link). Ramon Casas to moim skromnym zdaniem najlepszy artysta, jaki wówczas działał w Barcelonie i chyba mój gust podzielali jemu współcześni, bo niemałe kwoty kazał sobie płacić za swoje portrety. Ale czyż nie każda kobieta chciałaby wyglądać jak eteryczna, fenomenalnej urody nimfa żyjąca na pograniczu świata rzeczywistego i nadrealnego?
Weźmy sobie choćby na warsztat takie "komercyjne" dziełko Ramona z 1900 r., które eksponowane jest w Muzeum Sztuki Katalońskiej w Barcelonie. Kobieta, jakże bliska tym, jakie wówczas tworzą artyści paryscy, stoi centrum kompozycyjne typowo secesyjnego plakatu. Spogląda na kwiat (utracone dziewictwo?), a chustę splata taśma stylizowana na zdradzieckiego węża. Jeśli skontrastujemy to z faktem, że plakat reklamuje ponoć absolutnie skuteczne i radykalne lekarstwo na syfilis, jakim jest wizyta w pewnym barcelońskim sanatorium, to taka symbolika przestaje budzić jakiekolwiek wątpliwości. I to właśnie wobec takiej - estetycznej, wystylizowanej - sztuki swój sprzeciw wyraził młody Picasso. Chociaż nie było to jedynym powodem chęci odmienienia najpierw lokalnej, a z czasem światowej sztuki (co notabene Pablowi wyśmienicie się udało). Wyższa sfera Barcelony pragnąc zlecić wykonanie dobrego obrazu udawała się przede wszystkim do Ramona, który z czasem zaczął zbierać coraz większą władzę w lokalnym artystycznym światku. Casas miał ułatwiony start o tyle, że mógł sztuce poświęcić się bez ograniczeń - ojciec zbił fortunę na Kubie, matka była z dobrego domu, zatem nie robili mu większych wyrzutów, gdy postanowił oddać się muzie malarstwa (gdyby takowa w starożytnej Grecji była...). Młody Ramon  przystąpił do tego z typowym dla siebie zapałem - jako piętnastolatek (sic!) założył czołowe potem pismo o sztuce w regionie ("L'Avenc"), by potem podczas nauki w Paryżu opisywać tam nowości w ówczesnym centrum życia artystycznego.
Lata 90. i początek XX wieku to szczyt popularności Casasa - poczynając od scen z walkami byków, poprzez portrety i przedstawienia miasta..., wszystkie obrazy rozchodziły się jak świeże bułeczki, a hiszpańska komisja decydująca o tym, jakimi pracami pochwalić się na Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 r. wykorzystała dwa portrety właśnie R. Casasa. Prawdziwą maestrię sztuki Casas osiągał jednak, gdy dane mu było przedstawiać nie ubrane, lecz obnażone damy. I tu dochodzimy do wyjaśnienia nietypowej konwencji przedstawionego wyżej plakatu.
"Akt kobiecy" z 1894 r. (również w barcelońskim muzeum) przypomina trochę prace Degasa, który nie raz przedstawiał przedstawicielki płci pięknej w niewygodnych dla nich pozach. O ile jednak w przypadku Edgara można doszukiwać się pewnego przejawu mizoginizmu (jak sam mówił: "Być może uważam kobietę za zwierzę"), to francuski malarz koncentrował się przede wszystkim na formie, swoim pragnieniu uogólnienia kobiecego ciała do możliwie najprostszych form przy zachowaniu lirycznego charakteru tematu. U Casasa jest nieco inaczej - o ile we wczesnym "Gwałcie" Degasa z lat 1868-1869 symbolem odbytego stosunku była koszula leżąca na ziemi, to tym razem w pracy katalońskiego artysty widza dostrzega ukrywającą przed nim twarz kobietę, trzymającą się kurczowo ramy obrazu. Spytać można, cóż jest obrazem? Jej jakże atrakcyjne przedstawienie, niedokończone płótno, którego fragment wyłania się z prawem strony czy też może sam widz, który wpisany został w malowidło tak, że bez niego cała ta wizualna zagadka pozbawiona jest sensu? Czy kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że jej tożsamość pozostanie nieodgadnioną, a "wieczne trwanie" momentu, gdy pozowała Ramonowi przedstawi ją tylko jako cielesną kobietę bez dania odbiorcy, jakiejkolwiek podpowiedzi jaką jest osobą? Jej zewnętrzna powłoka zdaje się dominować nad pracą, umieszczona w centrum prawa pierś co najmniej skłania do kosmatych myśli, a pełna przeciwnych linii poza i brunatna plama barwna czyni z niej jedynie przedmiot oglądu. Casas na pozór poszedł więc nieco dalej niż Degas, ale nie takie było wyzwanie, jakie sobie postawił. To dopiero wyjaśnia słynny obraz "Bezlistne kwiaty", jaki w tym samym (1894) roku wyszedł spod jego pędzla.
Fakt, że obraz ten wisi również w barcelońskim muzeum jest o tyle korzystny, że pozwala potencjalnemu zwiedzającemu uzyskać odpowiedź na powyższą zagadkę. Poza dziewczyny nie różni się wiele, za to uwagę skłaniają płatki róż ją otaczające. Wyjaśnienie takiego pomysłu jest dość szokujące i świadczy o wrażliwości Casasa na ówczesną sytuację społeczną. W XIX w. wierzono, że kiła jest chorobą uleczalną, ale nie stosowano w tym celu odkrytej dopiero w minionym stuleciu penicyliny, lecz zalecano odbycie stosunku z... dziewicą. W jakiś "magiczny" sposób miało dojść do wyleczenia, a jak łatwo domyślić się, kończyło się to często zarażeniem młodej dziewczyny. Porwane płatki świadczą więc o przemocy, jakiej doświadczyła nastolatka, bo wielokrotnie były one wówczas do takich aktów seksualnych przymuszane. Obraz ten jest wyjątkowy także z innego powodu - nie znalazł on kupca. Casas postanowił "Bezlistne kwiaty" wystawić na lokalnym salonie, ale skończyło się wielkim skandalem, toteż ostatecznie malowidło zostało podarowane przyjacielowi artysty. Kiedy więc w 1900 r. skomponował umieszczony na początku plakat, wrócił do tematu syfilisu już w odmienny sposób - mniej "agresywny" wizualnie, ale równie symboliczny.
Wróćmy jednak do tego, że tak dobry malarz doprowadził pośrednio do odnowy światowego malarstwa, dzięki temu, że założona przez Casasa, Santiago Rusinola, Miquela Utrillo i Pere'a Romeu kawiarnia "Els Quatre Gats" ("Cztery koty") stała się miejscem spotkań artystycznej bohemy. To tam młody Pablo dostąpił zaszczytu pierwszej indywidualnej wystawy, na której w 1900 r. przedstawił bywalcom klubu portrety swoich przyjaciół oraz założycieli kawiarni (łącznie 150 obrazków w koncepcji bliskiej międzynarodowej secesji). Casas nie cieszył się jednak zbytnim szacunkiem Pabla, który podziwiał go za talent, ale nie za to co robił dla sztuki. W 1899 r. Casas zaczął finansować pismo "Pel i Ploma" ("Włosy i pióro"), oficjalnie kierowane przez Miquela Utrillo, które istniało aż do 1903 r., licząc łącznie 100 numerów. Naturalny następca "L'Avenc" promował lokalnych artystów, relacjonował najważniejsze wydarzenia kulturalne, ale nie omieszkał też utrwalać pozycji Casasa - większość okładek była jego autorstwa, a w środku często pojawiały się prace Ramona. Dla młodego Picassa wyjaśnienie tego problemu było oczywiste - siła Ramona opierała się na jego potędze ekonomicznej na tle innych katalońskich artystów; zburzenie tak zbudowanej twierdzy nie mogło więc odbyć się na normalnych zasadach. W zapiskach Pabla pojawia się niechęć do pisma, by wreszcie, gdy wyjechał do Madrytu założyć tam konkurencyjny periodyk ("Arte Joven"), mający być w zamyśle Picassa bardziej otwartym na nowe prądy w sztuce. I choć przyszły kubista próbował się od tego potem odciąć, to nie można zapominać, że trzecia wystawa w galerii "Pares" w pewnym stopniu wypromowała malarza. Poświęcono mu niewiele miejsca w samym periodyku, ale też to zdarzenie artystyczne było tak nośne, że momentalnie wzrosła liczba subskrybentów "Pen i Plomy". W 1901 r. zaś, jeszcze przed swoim wyjazdem, Pablo kilka razy pozwolił zamieścić swoje prace w piśmie Casasa i Utrilla. Jak widać jednak w późniejszych wywiadach i tekstach o sobie, rola starszych barcelońskich "kolegów" była u jednego z fundatorów sztuki nowoczesnej celowo marginalizowana.
Muzeum Sztuki Katalońskiej mieści oczywiście nie tylko malarstwo przełomu XIX i XX wieku, ale mi osobiście ten okres malarstwa okolic Barcelony dawał najwięcej satysfakcji wizualnej. Samo muzeum zaś, choć powstałe dopiero w latach 90., podąża śladami dawnego Muzeum Miejskiego Sztuk Pięknych (założonego w 1891 r.) i także wpisane zostało w dzieje "walki" między Katalończykami i Kastylijczykami. Ponownie otwarte w 1934 r. w budynku Pałacu Narodowego, wzniesionego z okazji Wystawy Światowej w 1929 r., z polecenia władz zamknęło swe podboje w okresie wojny domowej i dyktatury, by dopiero w związku z olimpiadą ponownie cieszyć wzrok zwiedzających. A jest co oglądać - od XII-wiecznego fantastycznego fresku z przedstawieniem Maiestas Domini, późnośredniowieczne obrazy artystów szkoły katalońskiej, prace z kolekcji Thyssen-Bornemisza, by skończyć wreszcie na monetach iberyjskich od VI w. p.n.e. i Departamencie Fotografii, utworzonym w 1996 r. Sam zaś budynek Pałacu Narodowego robi piorunujące wrażenie po raz kolejny podkreślając, że Katalończycy znają się nie tylko na piłce nożnej i produkcji wyśmienitej cavy.