piątek, 16 listopada 2012

Liebster Blog czyli o rozprzestrzenianiu idei

Jak pewnie Czytelnicy niedawno zauważyli, ostatnimi czasy wpisów nieco mniej niż zwykle, bo i początek roku akademickiego przyniósł ze sobą nowe wyzwania (jak choćby konieczność utrzymywania na raz w stanie ponadnaturalnego skupienia dwudziestu młodych, głodnych wiedzy i zazwyczaj seksownych kobiet). Żeby nie było - jest też trzech mężczyzn, którzy również aktywnie biorą udział w zajęciach (ech, stare dobre czasy bycia rodzynkiem..., a niekiedy kolejną "koleżanką"). Tym bardziej zatem zaskoczyło mnie, jak w środowy wieczór przyszła na mejla informacja o tym, że zupełnie nieznana mi blogerka (Anna Maria Zielińska), autorka "Zielono w głowie" - a więc zakładam, że całkowicie obiektywna - wyróżniła moje średnio fascynujące wypociny w ramach wspomnianej w tytule posta idei.
O co w tej idei chodzi? Pozwolę sobie najpierw przedrukować fajny baner Liebster Blog (ha, z nazwy wykminiłem, że to niemiecki pomysł!), a także tekst, jaki w polskiej blogosferze winien wyróżnieniu towarzyszyć.
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów [ma być mniej niż 200 - przyp. Geo], więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
(zgodnie ze specyfiką tego bloga, powinienem teraz podać kto jest autorem cytatu, ale po dwudziestymktórymś przekierowaniu chyba sobie odpuszczę ;))

No to co cóż, czas nominować 11 fajnych blogów. Dla wielu pewnie nie byłby to przesadny problem, ale niestety prawda jest taka, że blogów... zbytnio nie czytam. Polityka mnie dołuje (ile można złorzeczyć w zależności od opcji na Tuska, Kaczyńskiego albo Palikota), większość blogów modowych jest dla kobiet, a jak czytam te o sztuce to popadam w apatię, że prawie wszyscy Autorzy piszą lepiej ode mnie (damn!). Z drugiej strony 7 blogów już mam, bo przecież na łamach Art Histery miały miejsce obchody Międzynarodowego Dnia Bloga ostatniego dnia sierpnia: Międzynarodowy Dzień Bloga 2012

*****
Podsumujmy zatem, co na owych siedmiu fajnych blogach działo się od tego czasu:
1. "Sałatka po grecku": tym razem tło ubogacił kolejny owoc, średnio sałatkowy co prawda, ale za to nadający znacznej dynamiki stronie. Dla mnie zmiana na plus, a porady kulinarne przeplatane opowiastkami o kulturze i społeczeństwie Grecji czynią z bloga Doroty znakomitą strawę. No i z doświadczenia własnego dość przestronnego brzuszka (nawet była pani od łaciny wytknęła mi, że spasłem się poważnie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy) wiem, że kuchnia Autorki "Sałatki..." może być i pyszna, i pożywna.
2. "Ze szminką w podróży": młodsza siostra "Sałatki..." również rozwija się pozytywnie. Co prawda nadal to stan bliski wczesnemu dzieciństwu, ale jak mawia moje motto (vide: konto na G+: link): "aby być wielkim, trzeba być kiedyś małym". No więc jak Szminka nieco urośnie, to na pewno inne blogi spragnione nieziemskich wrażeń będą rzucać na nią swe łapczywe spojrzenia (szczęśliwie Szminka rozwija się nieco szybciej niż przeciętne dziewczynki i jej akurat dolny limit wieku 15 lat nie obowiązuje).
3. "Łowcy sosrębów": powiedziałbym, że "bezpośrednia konkurencja", ale co do dzielnych czterech (a nie trzech jak myślałem parę miesięcy temu) Autorek niestety się nie umywam, bo męczę czytających długimi tekstami i średnio zabawnymi dowcipami (że o częstych dygresjach - które się prawie co zdanie pchają do nawiasów - nie wspomnę). Prosto, przyjemnie, fajnie napisane teksty - Czytelnikowi pewnie podnoszą się w uśmiechu kąciki ust i ma wrażenie, że podobnie wygląda twarz Autorek. Tak trzymać!
4. Blog Andrzeja Osińskiego: książki Waldemara Łysiaka można lubić albo nie. Ponoć Salon ich nie lubi, dlatego lubią je takie osoby jak ja (w końcu Łysiak to też historyk sztuki z dorobkiem naukowym). Jeśli zaś doczepić się do tekstów Łysiaka (vide: najnowsza "KARAWANa literatury" i tutti quanti), to za to, że zbyt łatwo oddaje głos cytatom. U Osińskiego natomiast cytat to swoista perełka, często otwierająca dalsze ciekawe rozważania. A że mamy tu do czynienia ze sztukami plastycznymi, muzyką i literaturą (a niekiedy nawet tańcem) - to ja wymiękam...
5 i 6. "Sztuka rozumienia sztuki" oraz "Blog o sztuce": czas to ponoć najbardziej deficytowe dobro XXI wieku. I chociaż szczęśliwie pieniądze czasu nie dają (jak w "In Time" z Justinem Timberlakiem i znakomicie wyglądającą w rudych włosach Amandą Seyfried), to jest zwykle tego czasu jak na lekarstwo. I czasami niektórzy piszą nieco mniej i rzadziej. Niestety w przypadku obu blogów Autorom powoli czas zajmują inne zajęcia, ale od czego jest "Liebster Blog"! Nagroda może ich zmotywuje. Ja trzymam w każdym razie za to kciuki.
7. "Nie-zła sztuka": są w Polsce niezłe historyczki sztuki, są te dobre, są wreszcie świetne i genialne. Gdyby moim zdaniem Dorota Łagodzka nie należała do tej ostatniej grupy, to czyż bym wówczas nominował jej bloga? Gdzie indziej przeciętny użytkownik Internetu znajdzie precyzyjniejsze informacje o tym, co się dzieje we współczesnej sztuki, zwłaszcza gdy dotyczy to dyskursu feministycznego i wykorzystania zwierząt? Może to nisza, ale jednak istotna, bo dość dobrze pokazująca, gdzie jest granica tego, co skłonni jesteśmy nazwać sztuką, a tego co ową sztuką nie jest. Dla mnie szacun!

Ufff, siedem blogów jest - jeszcze cztery (na Międzynarodowym Dniu Bloga nominowany był też blog koleżanki z Instytutu Eweliny Jarosz - w tym czasie "puściła" na blogu m.in. świetny tekst o Koji Kamoji: link). Wyjdzie, że się lenię całymi godzinami zanim śledzić interesujące wpisy pewnie nie mniej interesujących ludzi. Albo przyznam się do kolejnej swojej pasji przed Czytelnikami i wtedy nie będę miał już nic do ukrycia. Sypię więc głowę popiołem i się przyznaję. Mam to szczęście, że całe moje życie składa się z realizowania różnych pasji. Uwielbiam to, co robię jako prawnik (a już zwłaszcza prawo europejskie), więc mógłbym zachwalić kilka blogów prawniczych. Problem z nimi jest taki, że o ile wiele z nich spełnia swój główny cel, a więc ludziom na prawie się nieznającym przybliża często skomplikowane instytucje prawa, to zwykle takie blogi mają swój jeśli nie pierwszo-, to drugorzędny aspekt komercyjny. Pokazać Autora jako specjalistę w jakiejś dziedzinie, wypromować jego kancelarię w wyszukiwarkach itp. Na potrzeby Liebster Blog nie chciałbym w tym jednak uczestniczyć i może kiedyś sam stworzę takiego bloga, by dać się znaleźć potencjalnym klientom jako profesjonalista (tak, mnie też to martwi... Ja profesjonalistą?).
Czytelnicy przed integracją bloga z G+ mogli się o mnie dowiedzieć, że uwielbiam nachosy, trance i piłkę nożną na poziomie. Niestety dobrych blogów o nachosach nie ma, informacje o trance zdominowało kilka forów z linkami do rapida, zippyshare i soundcloud-a, a o piłce nożnej większość tekstów jest na poziomie sloganów informujących o tym, kim były matki zawodników Cracovii. Czas więc ujawnić czwartą pasję - uwielbiam komiksy ;) Zwłaszcza te krótkie, chwytliwe, kilkuobrazkowe, które kończą się błyskotliwą puentą, ale nie pogardzę też i dłuższą formą wizualno-tekstową. Pozostałe zatem cztery nominacje dotyczą blogów, gdzie fan Turgieniewa i sióstr Bronte skupić się musi raczej na obrazie niż wielostronicowej lekturze.

8. "Everyday Blues": niegdyś blog na Blogspocie - od ponad półtorej roku "pełnoprawna" witryna internetowa. Ale Whitey pozostał ten sam: nadal szuka miłości swojego życia i jest nieporadny niczym dziecko we mgle. Znaczy czasem kogoś tam znajdzie (nawet niekiedy fajne laski, jeśli tylko w takich kategoriach rozpatrywać można ludka złożonego z kilku kresek), ale można być pewnym, że straci ją za kilka dni. Felix Goldberg zaś powoli kreuje sobie pozycję na austriackim rynku i słusznie. Ten komiks jest po prostu zabawny!
9. "Cyanide & Happiness": sytuacja analogiczna. Grupa kilku utalentowanych facetów (skład się nieco zmienił z czasem) założyła bloga, rysowała ludki kpiąc z każdego chyba aspektu rzeczywistości. Jeśli mnie pamięć nie myli, to wzorem twórców "South Parku" tylko z Mahometa im się nie udało. Obecnie witryna z komiksowymi bajerami (mam jedną koszulkę z logo C&H i wizerunkiem Che Guevary), która codziennie dostarcza mi choć trochę radości. Plus za appkę do Pokki, która wyświetla codziennie okienko z nowym komiksem.
10. "Loading Artist" - blog Gregora Czaykowskiego: ponoć fajnie być nowozelandczykiem. Piękne plaże, podobnie wyglądające kobiety, można zostać pochwalonym za rozjechanie oposa na drodze albo przypadkiem wbić się na plan zdjęciowy jakiejś hollywoodzkiej megaprodukcji, a na same wyspy dolecieć po uprzednim zabawnym szkoleniu w zakresie niezwykle cennej umiejętności zapinania pasów lotniczych. Ale można też być grafikiem, mieć rezolutną i ładną dziewczynę, ciężko harować w firmie reklamowo-marketingowej za niewygórowaną (jak na Nową Zelandię) stawkę i co jakiś czas wygospodarować czas na zamieszczenie kolejnego ładnego komiksu. I takich ludzi cenię. Plus za możliwość integracji z różnymi serwisami społecznościowymi.
11. "Outline - Sebastian Frąckiewicz o komiksie i opowiadaniu obrazem": blog jednego z najważniejszych publicystów zajmujących się komiksem w Polsce (jeśli nie najważniejszego), a więc Sebastiana Frąckiewicza. Autor licznych tekstów w "Przekroju", "Polityce" i "Arteonie" (a co, każda myszka swój ogonek chwali!) stworzył niedawno bardzo fajną książkę ("Wyjście z getta. Rozmowy o kulturze komiksowej w Polsce", którą miałem zaszczyt zrecenzować) dobrze oddającą problemy, z jakimi borykać się muszą rodzimi artyści. A teraz promuje on kulturę komiksową w przywołanym blogu. Dla zainteresowanych tym, co się dzieje we współczesnym komiksie, i jednocześnie niechcących wychodzić poza medium Internetu, blog S. Frąckiewicza winien być zakładką nr 1.

*****
Rozpisałem się, więc pewnie Czytelnicy już dawno weszli na któryś z powyższych linków i znaleźli tam teksty lepsze niż u mnie (chlip!). Czas zatem na odpowiedzi na zadane mi przez Autorkę "Zielono w głowie" pytania.

01. Które historyczne miejsce w Europie jest dla Ciebie ważne? najbardziej interesujące? najbardziej warte odwiedzenia?
Gdybym miał wybierać miejsce, które chciałbym odwiedzić i potem z niego wrócić z łatwością wskazałbym Sankt Petersburg. Fantastyczne miasto, znakomite muzea, piękny krajobraz nad Newą i żywiołowi ludzie (zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym aspekcie). A gdybym miał odwiedzić i nie wrócić? Bolonia albo Kopenhaga. Oba cudne i klimatyczne, a ich nietypowość przejawia się w każdym zaułku. Szczerze mówiąc nie wiem, kto wymyślił pojęcie "genius loci", ale do tych miast to pojęcie na pewno pasuje. Mi jednak nie-powrót z Bolonii czy Kopenhagi nie grozi - nie znam ani włoskiego, ani duńskiego, więc burmistrzowie mogą być akurat w tym wypadku bezpieczni i nie martwić się o to, że trzeba mi będzie przydzielić jakąś uliczkę na moją cześć (jak ma to miejsce w miejscu moich narodzin: link).

02. Czy istnieje książka, której adaptacja filmowa byłaby lepsza od oryginału?
Nie chciałbym się narazić muzułmanom, ale to chyba... "Koran". Zwłaszcza sura "Pszczoły" może być niezła ;)

03. Z czym kojarzy Ci się określenie "wiktoriańska Anglia"?
Z "Sadness" - fotografią wówczas znanej aktorki Ellen Terry, jaką wykonała w 1864 r. jedna z niewielu fotografek wśród prerafaelitów, Julia Margaret Cameron

04. O czym myślisz, gdy patrzysz w nocne niebo?
Zwykle, gdy patrzę na niebo, to niewiele na nim widać (tak to jest, gdy się mieszka w dużym mieście i ma "kurzą ślepotę"). Ale gdy jednak pokazuje ono pięknie rozświetloną gwiazdami przestrzeń, ku której człowiek chciał się wybrać już od początków formowania się cywilizacji, to niekiedy nachodzi mnie myśl, jak udało się tę głębię zawrzeć van Goghowi w jednym ze swoich najsłynniejszych dzieł czyli "Gwieździstej nocy" (1889)...

05. Dlaczego stworzyłeś/aś bloga?
Długa historia ;) Pomysł na bloga przyszedł mi pod koniec pierwszej połowy 2010 r., gdy już kończyłem magisterkę z historii sztuki. Pierwszy rok aplikacji adwokackiej wlókł się powoli (dopiero po sześciu miesiącach aplikanci mogą chodzić do sądów oraz reprezentować strony i uczestników postępowania jako pełnomocnicy), a ja miałem dużo wolnego czasu. Coś tam myślałem o doktoracie, ale problem był taki, że ja wróciłem w 2009 r. z powrotem do Szczecina i średnio mi się uśmiechało przenosić znów do Poznania. No i zacząłem pisać. Z czasem zaś życie potoczyło się tak, że jednak do Poznania wróciłem na te kolejne dwa lata mojego średnio pasjonującego żywota, a praca, aplikacja i inne obowiązki niezbyt ułatwiają regularne pisanie.
A celem bloga było to, by pokazać, że sztuka jest ciekawa i pełna głębi tym, którzy ją lubią, ale niekiedy odnoszą wrażenie, że nie rozumieją wszystkiego. Bo jeśli coś studia historii sztuki dają, to na pewno mi dały większą wrażliwość obserwacji świata, "schematów" zachowań, które tym światem dążą i pragnienie by ów wszechobecny marazm i szarugę życia zmienić w coś bardziej "kolorowego".

06. Jaki rodzaj literatury jest tym, o którym myślisz: "kocham te książki"?
Niewiele czytam literatury pięknej, ograniczając się głównie do tekstów naukowych, prawniczych i publicystyki. Kiedyś lubiłem Kena Folletta, ale dawno nie zaglądałem do jego książek i nie wiem, jak teraz bym na nie zareagował...

07. Z czym kojarzy Ci się Paryż?
Z tym, że spędziłem w jednej z sal Luwru z obrazami Poussina kilka godzin, z Sacre-Coeur, kilometrami korytarzy na lotnisku Charlesa de Gaulle'a oraz że jakaś cukiernia niedaleko Ogrodów Luksemburskich robiła fajne babeczki (ciekawe, czy jeszcze istnieje to miejsce...)

08. Ile książek zabierasz ze sobą, gdy wyjeżdżasz na tygodniowy urlop/wakacje?
Dawno nie miałem tygodniowego urlopu, więc ciężko oszacować. Za to w sierpniu miałem miesięczny (w tym momencie fani DoT-y robią "monster-kill"). W podróż do Bułgarii i Grecji zabrałem ze sobą kilka przewodników i polsko-greckie rozmówki oraz pendrive'a z artykułami, by przygotować się do zajęć, jakie teraz prowadzę dla studentów. W punkcie ksero wyszło z tego prawie dwa kilo wydruków, które następnie cudem zmieściły się do podróżnej walizki. Dodając fakt, że wróciłem z kilkoma innymi książkami (m.in. ponoć znakomitą książką na temat archeologii trakijskiej, z której do tej pory przeczytałem tylko wstęp), to zakładam, że na przyjemny tydzień starczyłyby mi 2-3 książki.

09. O jakiej epoce historycznej lubisz czytać przede wszystkim?
Głównie o średniowieczu. To był po prostu dziwny świat. Świat, którego moim zdaniem, nie doceniamy - świat, w którym może ludzie byli mniej światli niż my obecnie, ale dzięki temu wiedli całkowicie inne życie. Pewnie nie lepsze, ale takie, do którego my się już nigdy chyba nie zbliżymy.

10. Czym dla ludzkości jest kultura - w dwóch, trzech zdaniach?
Jest tym co ginie, podobnie jak w świecie giną takie rzeczy jak elementarna przyzwoitość, maniery, dobre wychowanie i ironiczne poczucie humoru. W zamian mamy masę przepisów jak się zachować, kobiety krytykujące to, że mężczyzna chce je przepuścić w drzwiach lub pocałować w rękę, ale w zamian gotowe są do wyuzdanych zachowań w łóżku czy denne dowcipy Berlusconiego o płci pięknej. Co gorsza, sztuka czyli kwintesencja kultury rzadko kiedy przypomina o tym, co tracimy.

11. Czy można żyć nie oglądając programów informacyjnych?
Nie mam w mieszkaniu telewizora, a radio tylko w komórce i na laptopie. Bez stron serwisów informacyjnych życia sobie nie wyobrażam (jak się bowiem inaczej dowiem, czy Pogoń albo Atalanta odniosły kolejny niespodziewany sukces), ale nie miałbym nic przeciwko temu, by często teksty na tych serwisach były dłuższe i bardziej dogłębnie analizujące temat. Stąd też preferuję stronę "Rzepki" i Sportowefakty nad Onet i Gazetę.pl.

*****
No to teraz czas na moje pytania (a są wśród nich podchwytliwe):
01. Antoine de Saint-Exupery napisał, że "miłość własna jest przeciwieństwem miłości", a z kolei Urszula Zybura, że "i miłość własną trzeba odwzajemniać". Kto z nich ma rację?
02. Niczym w baśni okazuje się, że Twoja daleka ciotka jest wróżką i otrzymujesz od niej czarodziejską różdżkę. Niestety różdżka już jest trochę leciwa i został jej tylko jeden czar do wykonania. Co by to było?
03. Czy Twoim zdaniem dziecko widzi świat piękniejszym niż jest w rzeczywistości czy też może dorośli tracą często wrażliwość na wyjątkowość tego, co nas otacza?
04. Załóżmy, że możesz kupić sobie dowolne dzieło sztuki i powiesić w domu. Na jakie się zdecydujesz?
05. Które wina i z jakiego regionu preferujesz? A może nad wina przedkładasz inne trunki?
06. Co daje Ci największą radość w prowadzeniu bloga?
07. Wolisz "czerwone i czarne" czy "różowe i zielone"?
08. Przed chwilą obok Twojego domu wylądował latający spodek. Wychodzą z niego dwa niskie, zielone ludziki, które wyglądają na przyjaźnie nastawione. Jak spróbujesz nawiązać z nimi kontakt?
09. Jaka jest najgorsza książka, jaką kiedykolwiek zdarzyło Ci się przeczytać?
10. Czy jest Twoim zdaniem granica, której sztuka nie powinna przekroczyć?
11. Czy masz jakieś uniwersalne źródło inspiracji dla swoich wpisów na blogu?

Jeszcze raz dziękuję za nominację, więc odwdzięczyłem się tym samym i jeszcze trudniejszymi pytaniami :) (ach, ta moja legendarna już złośliwość). Uściski, zwłaszcza dla nominującej mnie Ani,
Geo