piątek, 31 sierpnia 2012

Międzynarodowy Dzień Bloga 2012

Mój wczorajszy letarg (polegający na wyniszczającej ciało i umysł lekturze kilkunastu artykułów o malarstwie 2. poł. XIX w.) przerwał mejl od kumpeli ze studiów, Doroty. Dorotę część Czytelników zna jako autorkę wpisów na blogu “Sałatka po grecku” (link), dotyczącego specyfiki życia w słonecznej Grecji i od ponad miesiąca autorki drugiego bloga – stricte podróżniczego – “Ze szminką w podróży” (link). Do dziś nie mogę przestać być dumny z tego, że udało mi się ją podczas niezbyt wysublimowanego obiadu w “IKEI” przekonać do blogowania, co nie tylko skończyło się na początku tego roku wyróżnieniem w ramach konkursu Literacki Blog Roku (link), ale daje jej także wiele satysfakcji, zresztą jak społeczności Czytelników (a zwłaszcza cudownych Czytelniczek). I tu następuje burza oklasków! – jak pod koniec płyty “Freedom” Akon-a z 2008 r. (kawałek “Clap Again” z łatwością znajdziecie w sieci). Ale wróćmy do mejla Doroty. Otóż z owego letargu wyrwała mnie elektryzująca wiadomość, że dzisiaj ponoć jest Międzynarodowy Dzień Bloga. Oczywiście pierwsza myśl brzmiała “po kiego grzyba robią takie dni”, ale już druga nakazała poszukać, jak taki dzień się obchodzi. A więc należy polecić pięć fajnych blogów, gdzie Czytelnicy znajdą coś dla siebie, bo przecież nie ma nic ciekawszego niż czytanie fantastycznych rzeczy, które stworzył ktoś podzielający tę samą pasję.
I tym oto sposobem mejl od Doroty skomplikował moje zamierzenie, by zamieścić posta odnoszącego się do medialnej krytyki, jakiej doświadcza jedna ze współczesnych polskich artystek, Agata Kleczkowska. Ale o tym później (czyli za kilka godzin we wpisie powyżej) – wróćmy do ciekawych blogów.
Dwa już były czyli blogi Doroty.
1) “Sałatka po grecku”: www.salatkapogrecku.blogspot.com pokazuje jak zmienne mogą być losy kobiety, która pragnie swoje życie spędzić przy boku ukochanego mężczyzny. Jak Czytelnicy mogą się przekonać z wpisów Doroty (a ja osobiście przez kilka cudownych dni w mijającym miesiącu) życie to oczywiście nie jest usłane różami, stawia niespotykane wyzwania, ale pozwala także cieszyć się każdą chwilą, każdym drobnym okruchem szczęścia. I co by tu dużo mówić, spokój ducha, jaki mają Grecy, daje im więcej niż możemy sobie wyobrazić (nie tylko filozofię życia, której od czasów starożytnych zazdroszczą im inne narody). To po prostu idealna proporcja spokoju i wysiłku, ducha i materii… A dla mnie pewnego rodzaju “powrót do korzeni”, których z oczywistych względów nie dane mi było nigdy doświadczyć, gdy przed moimi urodzinami moja mama próbowała ułożyć sobie życie z tatą w Bułgarii. I też wiem, że było ciężko, a jednak udało się i do dziś jest z tego bardzo dumna. Dorocie pozostaje życzyć tego samego i pewnie jak wielu jej Czytelników ściskam za nią mocno kciuki.
2) “Ze szminką w podróży”: zeszminkawpodrozy.blogspot.com to na pozór zupełnie inny punkt widzenia świata. Rozdzielenie postów na bardziej osobiste i kosmopolitycznie (celowe nawiązanie do jednego z ulubionych czasopism Doroty) dało obu blogom tak wiele, że nie ma nawet sensu tego wyjaśniać. Kobieta z walizką wypchaną ciuchami i butami na każdą okazję (wliczając wielogodzinną wycieczkę po rosnących dzięki monsunom lasach podzwrotnikowych) na szczęście widzi świat zupełnie inaczej niż przeciętny turysta pędzący od jednego zabytku do drugiego. Śmiem nawet twierdzić, że widzi więcej, bo jest w stanie poczuć ducha/klimat miejsca, które – jak wiadomo – umyka w miejscach ewidentnie nastawionych na przybycie turystów. Widać to też na blogowych fotkach – Dorota korzystając ze swoich znajomości uzupełnia tekst fotografiami, moim zdaniem, niezwykle wiarygodnie pokazującymi opisywane miejsca. Coś czuję, że w kategorii blog podróżniczy szykuje się kolejne wyróżnienie, jeśli nie zabraknie jej pomysłów (a sądzę, że nie zabraknie!).
Zostały jeszcze trzy blogi, więc nie będzie pewnie niczym dziwnym, że będą na temat sztuki i kultury. Wybór jest trudny, bo jest co czytać w sieci, a jednocześnie niestety w wielu blogach o sztuce dominuje ilustracja. Autorzy wychodzą chyba z założenia, że jeśli umieszczą pięćdziesiąt obrazów Rembrandta to już napisali tekst o sztuce, opatrując go lakonicznymi zdaniami na temat tego, co to za obrazy (i w porywach co na nich widać). Szczęśliwie nie wszyscy tak myślą. Oto kilka blogów, na które warto przynajmniej rzucić okiem, a najlepiej dodać do ulubionych ;)
3) “Łowcy sosrębów”: http://sosreb.wordpress.com/ to bodaj najciekawszy blog o sztuce, który “ruszył” w tym roku i mnie osobiście zaskoczył dojrzałością przemyśleń Autorek. Bodaj trzy zabawne dziewczyny pasjonujące się sztuką (i z racji studiów mające z nią wiele wspólnego) postanowiły w prosty i zarazem fascynujący sposób przekazać co nieco wiedzy Czytelnikom. I robią to z uśmiechem między wierszami (a zapewne także na ustach), poruszają tematy tak inspirujące, że przy nich moje posty “wymiękają”. Czyta się lekko, z przyjemnością i jednocześnie świadomością, że wiedza przechodzi na Czytelnika mniej topornie niż w przypadku moich wpisów. Jak dla mnie, blogerskie “odkrycie roku”, chociaż poprzedni design strony bardziej mi się podobał.
4) “Rozważania o sztuce i istnieniu”: http://andrzejosinski.wordpress.com/ powodują, że czasami mam ochotę rzucić pisanie o sztuce w kąt, schować się w szafie i wyć do księżyca (zakładam, że ktoś mi powie, kiedy jest noc i czy akurat jest pełnia). A to dlatego, że autor (Andrzej Osiński) ścina z nóg pomysłami na posty, ale przede wszystkim ich wykonaniem. Jego wpisy sprawiają wrażenie eseju, mają w sobie nad wyraz wiele poetyckiego wdzięku, a świetnie dobrane cytaty mądrych ludzi (tego jest u niego multum) wprost powalają. Sam wiem, jak ciężko coś takiego znaleźć, więc nieprzeciętny szacunek z mojej strony, że Autor znajduje na to czas, bo średnio posty pojawiają się co 3-4 dni, a czasami jeszcze częściej. Dziennikarze powinni się od Autora uczyć, jak tworzyć dobre teksty w dużej ilości, nie obniżając poziomu swoich artykułów. Względnie można go zatrudnić ;)
5) “Sztuka rozumienia sztuki”: www.sztukarozumieniasztuki.blogspot.com z kolei przywraca mi wiarę w studentów historii sztuki. Powoli zaczynam odnosić wrażenie, że studiując historię sztuki bardzo często ludzie dowiadują się wszystkiego o sztuce, jej uwarunkowaniach, znaczeniu, ideologii wykorzystujących sztukę do swych niecnych celów, a najmniej o tym, co chyba najistotniejsze… by budziła przeżycia estetyczne, zmuszała do refleksji niekoniecznie intelektualnej, ale pytała o uniwersalia. A najlepiej, by jeszcze w tych dziełach sztuki artysta zakodował także odpowiedź, być może niesłuszną, ale własną i szczerą na zadane przez siebie pytanie. Dlatego w przypadku Mateusza, gdy widzę kolejne posty, nie tylko dostrzegam jego pasję dowiadywania się o sztuce (i jej zbierania), ale także to, że posiadana wiedza nie zabija w nim dobrego gustu. Bo sztuka musi być piękna i odnosić się do naszego poczucia estetyki – jeśli sztuce zabierzemy prawo do wywoływania w nas wrażeń estetycznych, to czym będzie się ona różnić od produkcji jakichś dóbr konsumpcyjnych, dostarczania informacji przez media bądź polityki?
Zasada Międzynarodowego Dnia Bloga wymaga zamieszczenia linków do pięciu blogów. Ale zasady są po to, by je łamać (albo przynajmniej naginać), zwłaszcza gdy robi się to w szczytnym celu. Oto kilka innych blogów:
6) “Blog o sztuce”: http://blogosztuce.blogspot.com/ jest prosty i co najistotniejsze pisany przez głównego organizatora Galerii “Pies” w Poznaniu – Dawida Radziszewskiego (któremu całym Instytutem Historii Sztuki gratulujemy wreszcie obrony). Po tylu latach nawet ja się założyłem, że to nigdy nie nastąpi, ale tym razem nie cierpię z powodu przegranej (choć portfel świeci pustkami). Autor charakteryzuje się niebywałym poczuciem humoru, nonszalanckim stylem bycia, zresztą podobnie jak ubioru. I widać to na blogu – przedostatni post jest np. o wielkiej, węgierskiej, betonowej piłce, stanowiącej “być może odpowiednik naszego stadionu narodowego”, a skoro to annałów polskiej literatury zaliczono w ostatnich dekadach Różewicza i Masłowską, to prawdopodobnie za kilka lat dzieci w podstawówce będą czytać posta o podróży Mercedesem na wystawę do Sopotu: link. Chyba najzabawniejszy post w dziejach bloga Dawida pokazuje, że gdy chodzi o sztukę, nic nie jest takie jakie być powinno (i jakim jawi się na pierwszy rzut oka). Przy okazji na blogu pojawia się masa informacji odnośnie “Psa”, więc mam nadzieję, że Czytelnicy nie przegapią już kolejnych wernisaży (szczególnie polecam kanapki, bo alkohol jest średni zwykle…).
7) “Nie-zła sztuka”: www.niezla-sztuka.blogspot.com Prawdopodobnie blog Doroty Łagodzkiej jest bardziej znany od mojego, więc trochę głupio go polecać, skoro większość Czytelników już pewnie na niego trafiła. Ale jak mawiał Empedokles, “co należy powiedzieć, to należy powtórzyć”, więc każdy link do dobrego contentu w sieci zasługuje na umieszczenie (ot takie XXI-wieczne redefiniowanie myśli starożytnego filozofa i uzdrowiciela). Zwykle to kobiety bardziej lubią sztukę i podobnie wielkie serce mają dla zwierząt. Dorota, doktorantka Instytutu Historii Sztuki PAN-u, połączyła te dwie rzeczy i zajmuje się wykorzystaniem zwierząt w sztuce nowoczesnej. Temat powalający (sam jak się o nim dowiedziałem zbierałem przez godzinę szczękę z podłoża) i co nieco jej ustaleń pojawia się na blogu, zaskakując Czytelników. Ale jest i drugie dno – blog wyraźnie pokazuje, jak łatwo wykorzystywać można pozornie niezależny temat jakim są zwierzęta dla transmisji treści politycznych i ideologicznych. Szczęśliwie, Autorka zdaje się stać “po jasnej stronie Mocy”, a Czytelnicy dostają teksty, które z każdym zdaniem zmuszają do myślenia. Tak trzymać!
8) “Blog Plemion Literackich”: http://plemionaliterackie.blogspot.com/ autorstwa Eweliny Jarosz (starszej koleżanki z Instytutu Historii Sztuki UAM) na pierwszy rzut oka może odstraszać. Obrazków jak na lekarstwo, a po wgłębieniu się w tekst ma się ochotę różne lekarstwa pozażywać. Ale taki jest cel Eweliny – zajmując się sztukami plastycznymi przez większość czasu, można już tych sztuk mieć dość. A że ma talent poetycki, to tworzy “wiersze” tak abstrakcyjne i “zwariowane”, że albo ją za to podziwiać (jak to jest w moim przypadku), albo można twierdzić, że pozbawione są jakichkolwiek cech dobrej literatury. W obu przypadkach trzeba jednak zgodzić się z tym, że “dają energetyczne kopa” niczym litr RedBulla do owsianki!
Tak więc, drodzy Czytelnicy, miłego Międzynarodowego Dnia Bloga, a ja zmykam po “niezbędne surowce” do napisania posta o Agacie Kleczkowskiej. Uściski!