sobota, 21 stycznia 2012

Superbohater i supermiasto

Ostatni wpis o Myszce Miki cieszył się całkiem niezłym powodzeniem, co notabene potwierdziło moje przypuszczenia, że w dobie coraz słabszych ekranizacji coraz słabszych komiksów jest jednak powszechne zainteresowanie obecnością popkultury w codziennym życiu. Podążmy więc tą drogą, czego przejawem będzie dzisiejszy post na temat wpływów architektury modernistycznej na wygląd miast w komiksach. Jak powszechnie wiadomo, to Nowy Jork i jego wyjątkowy charakter stał się wzorem dla twórców Supermana, Batmana i przede wszystkim Stana Lee, który tam osadził znaczną część akcji Spidermana i X-menów. Pomysłodawca największych serii "Marvela" stwierdził nawet, że "Nowy Jork jest komiksową stolicą północnej Ameryki", ale trudno się dziwić takim rozwiązaniom rysowników, z których większość od lat 30. związana była z największymi dziennikami  czy czasopismami USA wydawanymi na Wschodnim Wybrzeżu. Jakim jednak miastem są metropolie, w których zamieszkują superbohaterowie amerykańskich komiksów? I na ile fascynacja szybką urbanizacją jest wynikiem zainteresowań grafików i propozycjami ogromnych megalopolis rozwijanymi często tylko na desce kreślarskiej przez teoretyków architektury w okresie międzywojennym?
Weźmy pierwszą z brzegu mieszkankę Metropolis, o której w komiksie z 1950 r. Superman wypowiedział się, że jest "jedyną kobietą na świecie, który znaczy dla niego więcej niż Lois". Statua Wolności nie ma jednak łatwo w komiksach z bohaterem przybyłym w Kryptona. Raz w 1943 r. w ostatniej chwili Supermanowi udaje się powstrzymać jej zniszczenie przez chorego z ambicji architekta-naukowca, planującego zrównanie z ziemią także egipskich piramid i   Pomnika Waszyngtona, potem Lex Luthor przywołuje Statuę Wolności do życia, która zdezorientowana demoluje miasto, a wreszcie w 1954 r. ów narodowy symbol staje się zakładnikiem owego złoczyńcy, który grozi destrukcją najważniejszych budynków oczekując od najbogatszych państw sowitego okupu (to z tego komiksu pochodzili ilustracja po lewej stronie). Nie jest to jednak jedyny element łączący miasto, gdzie ma siedziba redakcja "Daily Planet" z metropolią na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. W sumie to Superman na początku nie mieszkał w Metropolis, lecz w Cleveland. Potem pojawia się informacja, że jest w największym mieście Ohio jedynie okazjonalnie, a w rzeczywistości zamieszkuje niedaleko więzienia Sing Sing (a więc w stanie Nowy Jork), by wreszcie latem 1939 r. po raz pierwszy czytelnik mógł zapoznać się z nazwą "Metropolis". A to z kolei ściśle związane jest z tym, jak w ówczesnej prasie odbierano Wystawę Światową, która właśnie w 1939 r. odbywała się w Nowym Jorku.
Przedstawiony powyżej Pawilon Forda to tylko jeden z obiektów, które miały pokazać nowy styl architektury. Co prawda wystawa z 1939 r. nie była tak istotna dla rozwoju architektury, jak wystawa z  1937 r. (o paryskiej wystawie z 1900 r. mówi się, że rozpropagowała sztukę secesji, wystawa z 1925 r. promowała styl modernistyczny, zaś wystawa z 1937 r. ukazała nowoczesne podejście do architektury w jego odmianie popularnej w krajach totalitarnych), niemniej była szeroko opisywana i komentowana zwłaszcza w prasie amerykańskiej. Co ma z tym wspólnego Superman? Specjalnie z okazji wystawy światowej wydana została seria komiksów, w których pojawiały się także przygody Mężczyzny ze Stali (co ciekawe na okładce jednego z numerów bohatera przedstawiono jako blondyna). Komiksy zaś przede wszystkim pokazywały miasto z nowej perspektywy jako nowoczesną metropolię, przewodzącą nie tylko Stanom Zjednoczonym, ale w kwestii technologicznej także całemu światu. Częściowo uwarunkowane to było tym, jakie podmioty były odpowiedzialne za organizację wydarzenia. W skład organizatorów wchodzili szefowie 24 banków, 31 korporacji, 15 firm mających siedzibę na Wall Street, 9 towarzystw ubezpieczeniowych i 8 spółek zajmujących się współpracą między przedsiębiorstwami. Jak widać, to głównie świat wielkiej finansjery nadzorował najważniejsze wydarzenie kulturalne 1939 r. na świecie. Organizacje rządowe miały niewiele do powiedzenia - trochę miejsc przeznaczono dla urzędników rozlicznych administracji, włączono 8 członków odpowiedzialnych za kwestie sztuki i 1 przedstawiciela związków zawodowych. W tym kontekście ukazany powyżej Pawilon Forda i Superman jako pracownik mediów wpisują się całkowicie w bardzo komercyjne i nowoczesne rozumienie wystawy światowej. Architekci zaś - zgodnie z wieloletnim zwyczajem tego rodzaju imprez - nie szczędzili środków na monumentalne obiekty: jednym z nich była mająca 610 stóp trójkątna wieża Trylon, towarzysząca gigantycznej kuli Perysferze o średnicy 180 stóp. To w jej środku zwiedzający mogli zobaczyć miasto przyszłości o jakże propagandowej nazwie "Demoracrity".
Wnętrze niezachowanego już obiektu (obydwa zostały zburzone latem 1943 r.) stanowiło też siedzibę All-Star Squadron, powołanego przez prezydenta Roosevelta w noc po ataku na Pearl Harbor. Bohaterowie komiksów otrzymali odpowiedzialne zadanie przeciwdziałania sabotażowi w kraju, zaś niemożność ich udziału w wojnie na terenie Europy wytłumaczono tym, że Adolf Hitler miał posiadać Włócznię Przeznaczenia. Użycie tej legendarnej broni (w pewnej mierze związanej z włócznią św. Maurycego) miało powodować, że superbohaterowie stawali się nieodporni na magię, a tym samym ich udział w walce pozbawiony był większego celu. Wróćmy jednak do Nowego Jorku. Miasto, które dość szybko zastąpiło Nowy Orlean, jako symbol nowoczesności miało dzięki wystawie stać się miastem wyprzedzającym swoje czasy i oddawać ducha "Democracity". Cała zaś wystawa przekonywać miała o korzyściach z silniejszego powiązania wielkiego kapitału z rozwojem społeczeństwa, co zmierzać miało do nadania światu bardziej demokratycznego wymiaru. Jak słusznie opisuje się w książkach o roli fenomenu wystaw światowych w dziejach ludzkości, było to miejsce nie tylko sprzedaży dóbr i "pokazywania się" państw, ale także promocji idei - przed I wojną światową bardziej związanych z klasą średnią, a potem już silniej uwzględniających politykę korporacji i imperiów finansowych. Jak więc w tym kontekście mieści się Batman - na pozór ucieleśniający korzystne dla miasta wykorzystanie wręcz nieograniczonych środków pieniężnych z walką o bezpieczeństwo mieszkańców Gotham City?
Jednym z elementów nietypowej architektury Gotham jest siedziba Wayne Enterprises, wyraźnie górująca nad miastem. Jeśli przyjrzeć się różnym jej wyobrażeniom, to z łatwością dostrzec można, że albo artyści inspirowali się Empire State Building, albo - jak choćby ostatnio Christopher Nolan - ukazanym obok Chrysler Building (przez krótki okres 1930-1931 największym budynkiem na świecie, a do dziś największym budynkiem zbudowanym z cegły). Pojawia się on także w innych komiksach, jak choćby w serii o Spidermanie jako siedziba Kingpina, niemniej to tego rodzaju obiekty zbudowały niekoherentną urbanistykę Gotham. W przypadku Batmana sytuacja wydaje się odwrócona w stosunku do Supermana - bohater w czarnej pelerynie najpierw działa w pogrążonym przestępczością Nowym Jorku, a potem dopiero przenosi się na stałe do Gotham. Oba miasta mają też podobną historię - Metropolis założono na wyspie, którą biali mieszkańcy kupili od Indian trzysta lat wcześniej, zaś początki Gotham powiązać można z norweskim najemnikiem, od którego potem Brytyjczycy przejęli miasto. Twórcy komiksów o atmanie wprowadzili jednak pewien element, który powoduje, że tych dwóch miast nie da się utożsamiać - na terenie Gotham City miało bowiem dojść do ostatecznej bitwy w trakcie wojny o niepodległość USA, a jak wiadomo większość starć tego konfliktu odbywała się z dala od obecnych metropolii. W tym aspekcie Gotham już bliżej do Baltimore i Nowego Orleanu, gdzie miały miejsce istotne zdarzenia w trakcie 'drugiej wojny o niepodległość" czyli wojny lat 1812-1814.
Przyglądając się starym komiksom (te z lat 50. i 60. pokazują miasto bardziej korzystnie niż serie o Batmanie z najwcześniejszego okresu lub od lat 70. XX w., przedstawiające miasto powoli pogrążające się w chaosie) widać, że Gotham łączy w sobie elementy modernizmu ok. 1900 r. (a więc umiędzynarodowionej wersji stylu secesyjnego) z obiektami ściśle nawiązującymi do neogotyku. Jednakże przestrzeń obu miast (zarówno Metropolis, jak i Gotham) podporządkowana jest przede wszystkim możliwie szybkiej komunikacji i kształtują ją piętrzące się wieżowce. Metropolia, w której redakcję ma "Daily Planet", bardziej odpowiada aspiracjom, wyrażanym w trakcie wystawy światowej 1939 r. W jednym z periodyków z tego okresu miasto przyszłości opisywano następująco: "miasto otoczone mieszkalnymi pasami zieleni. Miasto samo w sobie zbudowane jest z prostej, przyjemnej architektury. Szybkie autostrady łączą metropolię z leżącymi wokół miastami i innymi wielki, odległymi centrami przemysłowymi. (...) Ulice mają przejazdy podziemne dla pojazdów, redukując możliwość wypadku z udziałem pieszych i motocyklistów przy jednoczesnym przyspieszeniu komunikacji. Całe jest dobrze oświetlone, dobre wentylowane i nad wyraz efektywne; to rodzaj społeczności, do której rozplanowania niedługo wyewoluuje geniusz ludzkości".  Na pozór odmienne Gotham, za którego wygląd miał być odpowiedzialny pewien architekt zatrudniony przez przodka Bruce'a Wayne'a, także poddało się ostatnio zmianom. W jednym z komiksów Lex Luthor postanowił przebudować całe centrum stawiając tam przezroczyste oszklone wieżowce. Czyżby miasto stało się przez to wymarzonym miejscem do zaczepienia nici Spidermana?
Ostatni ciekawy związek między Supermanem a architekturą dotyczy osoby Henriego-Russella Hitchcocka, czołowego promotora modernistycznego "stylu międzynarodowego" w Ameryce i autora bodaj najbardziej wpływowej książki na temat architektury nowoczesnej ("The International Style: Architecture since 1922", wydanej w 1932 r.), którą czytali prawie wszyscy architekci tamtych czasów. Krytyk twierdził tam, że podczas gdy Europejczycy budują obiekty o "neutralnym wyrazie estetycznym", to w USA korzystnym byłoby wznoszenie funkcjonalistycznych budowli dla "proletariackiego nadczłowieka przyszłości". Wpisując się w kilkudziesięcioletnią tradycję, aczkolwiek szczególnie istotną dla architektów okresu międzywojennego, Hitchcock wraz z Philipem C. Johnsonem (współautorem publikacji) widzieli architektów jako inżynierów społecznych. O ile tego rodzaju inspiracje wydają się oczywiste w przypadku Batmana, symbolizującego zarazem operatywność społeczeństwa po trudnym okresie kryzysu gospodarczego i prohibicji, to w przypadku Supermana podnosi się jeszcze jeden element - związek z futurystami i eugeniką (częściowo z racji pseudonimu bohatera nawiązującej do koncepcji "nadczłowieka" u F. Nietzschego). "Budowanie świata jutra" - osławione hasło Wystawy Światowej z 1939 r. - odbywać się musiało zatem w oparciu o jednostki ucieleśniające marzenia odgrywania istotnej roli w dziejach świata (finalnie przecież Metropolis buduje facetowi w rajtuzach i pelerynie gigantyczny pomnik i wznosi własne muzeum). Miasto jednakże nie było tylko i wyłącznie tłem, a w przypadku Gotham przypisano mu nawet rolę środka wyjaśniającego przyczyny, dla których człowiek schodzi na złą drogę przestępstwa.
A mi osobiście i tak najbardziej podoba się Fawcett City - fikcyjne miasto w centrum Stanów, pojawiające się w komiksach "Marvela". Urbanistyka i styl życia mieszkańców zatrzymały się w czasie w połowie lat 50. XX wieku na skutek klątwy rzuconej przez egipskiego maga Ibisa ożywionego po 4000 lat, zaś sama konwencja jest o tyle interesująca, że każdy element miasta (aż do cofnięcia klątwy w jednym z epizodów sprzed kilku lat) przepełniony jest estetyką art deco, popularną w USA w okresie po II wojnie światowej.