piątek, 22 czerwca 2012

Instytucje kultury krajów EURO - Muzeum Sztuki Cykladzkiej Goulandrisa w Atenach

Cała Europa się zastanawia z ilu Euro Niemcy w tym roku wyrzucą Greków. Połowę tej odpowiedzi będziemy mieli już dzisiaj, jako że od kilkunastu minut piłkarze Niemiec prowadzą z Grekami 1-0 po golu Philippa Lahma. Jest to zatem świetna okazja, by opisać jedno z greckich muzeów, o którym moim zdaniem turyści nie powinni zapominać. Zamieszczone tam dzieła sztuki nie powalają może swoją wielkością, pozbawione są monumentalności, a ich kolorystyka nie jest szczególnie rozmaita. Tak, chodzi oczywiście o sztukę cykladzką - sztukę dość tajemniczej, zaginionej cywilizacji, która pod koniec epoki brązu stworzyła przedstawienia istot ludzkich o czaszkach równie nietypowych, co postaci Nowosielskiego czy Modiglianiego. Jeden z największych zbiorów obiektów tej kultury znajduje się w Atenach w Muzeum Sztuki Cykladzkiej noszącej imię Nicholasa P. Goulandrisa, które obecnie zajmuje jako swoją siedzibę budynek przy zbiegu ulicy Herodota i alei Vassilissisa Sophiasa.
Niektóre dobre muzea mają to do siebie, że zaskakują nie tylko swoimi zbiorami, ale także wyglądem siedziby. Obecnie staje się to standardem w przypadku nowych obiektów muzealnych czy większych galerii, ale w przypadku muzeum Goulandrisa przyczyna leży w umieszczeniu dopiero w 1986 r. zbiorów Nicholasa i Doris Goulandrisów w specjalnie zbudowanym w tym celu budynku i starszej o prawie wiek rezydencji. Już na pierwszy rzut oka widać, że ten drugi budynek pamięta eklektyzm końca XIX wieku. Wzniesiono go jako dom mieszkalny jednej z najbogatszych greckich rodzin - Stathatosów. Jak pisałem swojego czasu w poście o czerpaniu przez malarzy greckich ze zdobyczy impresjonizmu i akademizmu zachodniej Europy (post "Ateny w paryskim deszczu": link) nie tylko sztuką popularną w Paryżu inspirowano się w Grecji końca XIX wieku, ale bardzo silne były kontakty z państwami niemieckimi, w tym Bawarią, której największy architekt 1. poł. XIX w. - Leo von Klenze - zaprojektował w kilka lat po odzyskaniu niepodległości plan nowych Aten już jako miasta metropolitalnego. Oparcie się Grecji na Niemczech jako państwie mogącym realnie wpływać na politykę Rosji (wspierającej zakusy południowych Słowian na Macedonię) i Imperium Osmańskiego objawiało się także w architekturze, czego przykładem jest wspomniany budynek. Zaprojektowany został przez Ernsta Moritza Theodora Zillera, bawarskiego architekta, który z czasem zafascynowany krajem, w jakim dane mu było pracować, przyjął obywatelstwo greckie. Fascynowały go przede wszystkim wielkie budowle czasów starożytnych, ale także sztuka renesansu - w 1864 r. zwiedził m.in. Rzym, Neapol, Florencję, Mantuę i Weronę, by w 1868 r. osiąść na stałe w Atenach. Najpierw miał możliwość tworzenia teatrów, a więc budynków użyteczności publicznej, których artystyczny charakter winien "programowo" uzewnętrzniać się w bryle i dekoracji obiektu. W teatrze Apollina w Patras inspirował się np. pałacami weneckimi i szybko zyskał sławę jako najlepszy przedstawiciel neoklasycyzmu w Helladzie. Zaprzyjaźnił się też z innymi Niemcami, jak choćby Heinrich Schliemann, który polecił i sfinansował budowę całkiem przestronnej rezydencji na planie zbliżonym do kwadratu (25 na 23 m), nazywanej domem Illiona (Iliou Melathron). Sam Ziller zaś przez kilkadziesiąt lat swojej działalności w Atenach wykonał kilkanaście obiektów, które do dziś wpisują się w architekturę największych miast kraju, m.in. Pałac Prezydencki w Atenach, Teatr Narodowy czy konsulat grecki w Salonikach (wówczas tureckim mieście, zajętym przez Greków dopiero w 1912 r.), w którym obecnie znajduje się Muzeum Walk o Macedonię (jakże to sugestywne dla greckiego sposobu opisywania najnowszych dziejów swojego narodu - umieścić budynek dotyczący starć z państwami ościennymi w mieście będącym jednym z głównych ośrodków działalności Młodych Turków i symbolem bułgarskich marzeń o dostępie do Morza Egejskiego...). Fanów greckich trunków najbardziej pewnie jednak zainteresuje rezydencja Metaksosów wzniesiona w 1889 r. w Pireusie, a więc w rok po wymyśleniu przez Spyrosa technologii uzyskiwania tego niebywałego alkoholu.
Można więc zadać pytanie, jaka jest rola tego budynku E. Zillera w kontekście neoklasycystycznej architektury greckiej? Za czasów Ottona I, który jako pierwszy władał niepodległym (a właściwie przez pewien czas walczącym o niepodległość) państwem greckim Ateny nie tylko nie były zbyt ludnym i istotnym politycznie miastem, ale i urbanistycznie miejscowość pozostawiała wiele do życzenia. Niefunkcjonalnie połączone ze sobą dzielnice, dość luźna zabudowa, wreszcie niezbyt bogata ludność nie pozwalała myśleć o uczynieniu z Aten stolicy na "europejską" miarę. Sytuacja jednakże zaczęła zmieniać się ok. 1860 r., gdy działki w mieście zaczęli wykupywać Grecy dotąd mieszkający za granicą i stawiać domy w Atenach jako symbol swojej tożsamości narodowej. Stać ich było na wynajęcie dobrych architektów, jak Ioannis Koumelis (który zaprojektował m.in. główny rynek w Atenach) czy właśnie E. Ziller. Umiejętności i osobowość artystyczna tych osób pozwoliła także na pewnego rodzaju ewolucję architektury w centralnej Grecji - o ile najpierw projektując obiekty ściśle podążano za wzorami starożytnymi, tworząc obiekty dość klarowne zarówno przestrzennie, jak i w rozplanowaniu elewacji, tak z upływem lat pozwalano sobie na coraz większą ekspresję i coraz bardziej kreatywnie podchodzono do rozwiązań architektonicznych. Od lat 70. XIX w. architektura Grecji miała być nie tylko przejawem wielkiej spuścizny dziejowej i artystycznej kraju, ale także pokazywać otwartość państwa na przyszłość, sugerując, że może ono znowu odegrać podobną rolę, jaką grecka kultura spełniła dla państw położonych bardziej na zachód w basenie Morza Śródziemnego. Na pozór wydawać by się to mogło nierealne, bo i skala tych obiektów nie pozwalała się równać inwestycjom we Francji, Stanach Zjednoczonych czy Niemczech, jak też środki, jakie można było zaangażować były o wiele niższe, to jednak na potrzeby wewnętrznego samego państwa greckiego była to koncepcja niezwykle inspirująca. Same rezydencje nie próbowały przez to odbiegać od tego, co powstawało w tym czasie na zachodzie Europy. Te większe, jak siedziba rodu Stournarisów, Psychasów (obecnie mieszcząca w sobie włoską ambasadę), Kazoulisów, Zlatanosów czy Voglis, wreszcie budynek zaprojektowany przez E. Zillera dla Stathatosów, czerpały jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio z francuskiej idei tzw. hotel prive, a więc rezydencji ewidentnie przystosowanej do organizowania tam spotkań ze znajomymi, balów czy wystawnych przyjęć. Te mniejsze zaś niewiele się różniły od budynków greckiej klasy średniej - splendor przede wszystkim przyjmując od zewnątrz, a nie w wyposażeniu wnętrza.
Francuskie wpływ w przyjęciu koncepcji, jak aranżowano wnętrze takich rezydencji to nie tylko efekt ówczesnego zapatrywania się całej Europy na to, co było modne w Paryżu, ale także fakt, że Grecy mogli tam odnaleźć formy jakże popularne w ich macierzy i stale przywoływane w architekturze starożytnej tego regionu. W takim domu czuli się więc jak... w domu, ale też nie wszyscy. Grecka klasa średnia pod koniec XIX w. niechętnie przyjmowała obcokrajowców do swoich mieszkań. Świadomi tego, że ich majątki negatywnie odbiegają od tego, na co pozwolić sobie mogła niemiecka, francuska czy nawet włoska burżuazja, a także bogatsze warstwy społeczeństwa greckiego, starali się nie spotykać w swoich domach. Jeśli jednak to tego miało dojść, to niekiedy w domu pojawiała się niespodziewanie większa liczba mebli, które zgodnie z greckim zwyczajem zwykle są dość proste i lekkie, co przydaje się podczas popularnego wciąż w Grecji zwyczaju odwiedzania krewnych pod koniec okresu wakacyjnego.
Rezydencja Stethatosów stanowi zatem dość nietypowy przykład tego, co ok. 1900 r. przekształci grecką architekturę w jej własną odmianę neoklasycyzmu. Państwo cieszące się zaszczytem odnowienia idei olimpijskiej postanowiło zaprezentować się jako kolebka kultury europejskiej, jako państwo bogate i nowoczesne, a więc potraktowało pierwszą nowoczesną olimpiadę równie prestiżowo jak ówczesna Europa wystawy światowe czy obecnie Polska i Ukraina mistrzostwa w "łaciatą". Wzniesiony w 1895 r. budynek stał się więc jednym z kilku symboli takiej wizji państwa i - co ciekawe - podobną rolę odegrał w latach nam bliższych, bo tu mieścił się komitet lobbujący za przyznaniem Atenom igrzysk olimpijskich na stulecie odnowienia idei starożytnych zmagań sportowych (ostatecznie jak wiadomo ten niebywały zaszczyt goszczenia najlepszych sportowców na świecie przyznano Atlancie). Rezydencja wzniesiona przez E. Zillera wyróżniała się zatem na tle wcześniejszych budowli i szybko stała się wzorem dla podobnych inwestycji na rzecz bogatszych greckich rodzin. Ostatecznie Ziller wzniósł kilkanaście podobnych hotel prive w Atenach, wcześniej wspomniany dom dla Metaksasów w Pireusie i dwa komercyjne hotele przy placu Omonii. Ogólnie o tym budynku można opowiadać wiele, ale żeby wejść do Muzeum należy go ominąć i dostać się z drugiej strony, a mianowicie przez drzwi nowoczesnej budowli z 1985 r. Dopiero pięć lat później rezydencja Stathatosów została funkcjonalnie powiązana z Muzeum, toteż wszystkich zainteresowanych turystów stróżujący pan zawróci z informacją, że najpierw muszą udać się do muzealnej kasy.

A co by dużo mówić, w obu budynkach jest wiele do oglądania. Muzeum mieści w sobie ponad 350 różnych obiektów, głównie niewielkich rozmiarów jak figurki czy ceramika, ale pozwalających prześledzić ewolucję sztuki cykladzkiej przez ponad piętnaście stuleci. Mężczyzn zainteresować może to, że większość figurek to przedstawienia kobiet, aczkolwiek precyzja wykonania szczegółów anatomicznych znacznie odbiega od klasycznych greckich standardów ;) Na czwartym piętrze budynku znajduje się dodatkowo wystawa sztuki półwyspu epoki brązu, przekazana Muzeum jako dar przez Ritę i Karola Politisów w 1989 r. Dopiero po zwiedzeniu nowszej części można przedostać się korytarzem do dawnej rezydencji Ottona i Ateny Stathatosów, gdzie umieszczono obiekty oficjalnie należące do Akademii Sztuk Pięknych w Atenach.
Na tle innych muzeów Aten być może dla wielu osób zafascynowanych sztuką oglądanie niewielkich figurek nie jest tak ekscytujące, jak pójście do miejscowej Pinakoteki, gdzie obejrzeć można np. "Pocałunek" N. Lytrasa (moim zdaniem najcudowniejszy obraz na ten temat - był o nim wpis tutaj) czy "Greka na koniu" Eugene'a Delacroix. Albo wizyta w Muzeum Agory, gdzie zobaczyć można odkrycia archeologiczne z czasów największej świetności tego miasta w antyku (notabene taka nazwa muzeum przywołuje mi na myśl jeden z dwuwierszy M. Konopnickiej: "Ach, kiedyż zobaczy Wilno w muzealnej sali / zamiast żubrów, ostatnich wypchanych Moskali!"). Jednakże to właśnie te figurki stanowią pewnego rodzaju symbol świata, o którym jedyne co się zachowało to zbiór jak gdyby anonimowych, niewiele przekazujących postaci. Postaci właściwie z innego świata, "zajętych" tylko ułożeniem rąk w wieloznacznym geście lub rozkładających te w przeciwnych kierunkach, niekiedy grających na lirze lub podających drugiej równie enigmatycznej figurce. I czemu wiele tych figurek sprawia wrażenie, jakby celowo składało się z zespolonych ze sobą geometrycznych figur, jak choćby dama z Syros (znajdująca się w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach)? Cóż, każdy zwiedzający zapewne inaczej odbierać będzie wyjątkowość cykladzkich obiektów. I to jest chyba w sztuce tego okresu najbardziej wyjątkowe...