niedziela, 7 listopada 2010

Pelé i brazylijskie krzywizny

Ostatnio polskie serwisy informacyjne zelektryzowała informacja, że nestor współczesnej architektury Oscar Niemeyer zostanie głównym architektem muzeum Pelégo, które ma powstać w Santosie, rodzinnym mieście piłkarza. Z jednej strony warto cieszyć się, że ten 102-letni, jeden z najwybitniejszych architektów XX wieku, znany przede wszystkim z niezbyt funkcjonalnego rozplanowania Brasilii, wciąż tworzy, z drugiej jednak nie sposób nie wytknąć polskim portalom, że pomysł wzniesienia muzeum zaakceptowany został już w 2007 r., co nawet załapało się na oficjalną stronę FIFA (link). Zaś o tym, że Oscar Ribeiro de Almeida Niemeyer Soares Filho (ach te długie brazylijskie i latynoskie nazwiska...) zostanie głównym architektem wiadomo już było od parunastu miesięcy. Wreszcie jednak oficjalnie pokazano rysunek koncepcyjny, który robi wielkie wrażenie (link). Mi osobiście ta obła linia po prawej stronie nieco za bardzo przypomina logo Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej, ale to już inna sprawa... Czas więc nieco naświetlić wyjątkowość tego wielkiego artysty, jakim jest Niemeyer.katedra w brasilii

Przedstawiona obok katedra w Brasilii to właśnie taki symbol jego największego dzieła. Zaprojektowanie od początku stolicy ponad stumilionowego państwa to chyba jedno z najbardziej oryginalnych wyzwań, z jakim dane było się zmierzyć architektom w dziejach ludzkości. Dotąd bowiem miasta idealne były raczej planowane jako centra społeczne, polityczne i ekonomiczne, ale zazwyczaj dużo mniejszego terytorium. O ile Sabbionetę jeszcze dało się Wespazjanowi I Gonzadze zrealizować, to dziś w tym mieście żyje nieco ponad 4 tysięcy ludzi, z czego połowa poza renesansowymi murami. Podobnie nie udawała sie koncepcja C. Ledoux  w Chaux, mieście-kopalni wchodzącej w skład "salin królewskich" - wzniesiono jedynie połowę elipsy z promieniście ułożonymi pawilonami mieszkalnymi. Na papierze zostały takie koncepcje, jak "wodne miasto" Leonarda da Vinci, "miasto królewskie" Albrechta Dürera czy praprzodek przyszłych socjalistycznych koncepcji - "miasto rzemieślnicze" J. Furttenbacha. Po tym okresie używanie artylerii w walkach spowodowało, że bardziej skupiono się na fortyfikacjach - do dziś La Valetta, stolica Malty, zaskakuje potęgą i monumentalnością okalających ją murów. Jednak to dopiero w 2. poł. XIX w. pojawił się pomysł, by miasto zaplanować tak, by było jak najbardziej społecznie użyteczne. Nadreńskie miasteczka przy zakładach przemysłowych (np. w Essen przy fabrykach Kruppa) stworzyły nową jakość, choć nie do końca tak urodziwą jak ich niezrealizowani poprzednicy. Po uporaniu się z problemami, jak spekulacje gruntami pod zabudowę, stworzono monotonną architekturę z niezbyt obszernymi mieszkaniami. Plusem było jednak to, że wreszcie pomyślano bardziej "globalnie" - dopasowano dzielnice do warunków topograficznych, znaleziono miejsca dla parków i placów zabaw dla dzieci. Budynki wreszcie zredukowano do jednej, góra dwóch kondygnacji. Niemeyer, Le Corbusier i Gropius posunęli te rozwiązania krok dalej, chociaż też nie uniknęli błędów. Międzynarodowy Kongres Architektury (CIAM), odbyty w 1933 r. sformułował nowe zasady urbanistyki. To w tym duchu pójdzie Niemeyer, ale doda do niej odrobinę własnego geniuszu - obłość form i krzywizny, zredukuje ilość obiektów na danej przestrzeni. Brasilia nie będzie już zbiorowiskiem niczym socjalistyczne miasteczka czy "mieszkalnie" na obrzeżach wielkich metropolii. Nadal jednak jej funkcjonalność będzie mocno zaburzona...kościół św. franciszka w belo horizonte

W swoich wspomnieniach, wydanych w 2000 r. pod tytułem "Krzywizny czasu", Niemeyer podał, że "nie interesują go kąty proste ani wymyślone przez człowieka linie proste", lecz krzywizny przypominające mu krajobraz ojczyzny, rzeki, morskie fale i ciało kobiety, którą kocha. Niestety kobieta ta, Annita Baldo, wierna towarzyszka Oscara przez 76 lat, zmarła w 2004 r. Dwa lata później 99-letni wówczas architekt stanął po raz kolejny na ślubnym kobiercu ze swoją sekretarką Verą Lucią. Krzywizny zostały zatem zachowane... Co jednak moim zdaniem jest najbardziej istotnym w przypadku Niemeyera to wprowadzenie "kobiecości" do architektury kosztem ograniczenia funkcjonalności na rzecz piękna. Tracy Metz w artykule "Form Follows Feminine" cytuje architekta, gdy mówi, że jego praca nie jest na temat "formy podążającej za funkcją" [jak w Bauhausie], ale o "formie podążającej za pięknem", czy nawet za "kobiecością". W pierwszych projektach Niemeyera jeszcze tej kobiecości nie widać, ale potem jego sztuka jest nią coraz bardziej przepełniona. O ile (tak mi się wydaje, ale trzeba to jeszcze dokładnie "obadać") między bajki włożyć można plotkę, jakoby rejencję (czyli obecny urząd miejski) w Opolu mieli zaprojektować wespół Walter Gropius i Oscar Niemeyer w 1928 r., to analiza brazylijskiej architektury z lat 40. (jak pokazany obok kościół św. Franciszka z Asyżu w Belo Horizonte, 1943 r.) daje już większe pole do odkrywania "stylu" Niemeyera. Co do Opola, rozebranie wieży zamku na Ostrówku pod koniec lat 20. powoduje, że raczej udziału Niemeyera nie można się spodziewać. Miał wtedy 21 lat, beztroskie życie spędzał na spotkaniach w siedzibach bohem w Café Lamas oraz klubach Fluminense i Lapa. Te znane do dziś miejsca w Rio de Janeiro powodowały, że z oporami przychodziło mu studiowanie. Jak sam podaje ten okres w jego życiu był "niezłą jazdą", zaś dla przebywającego wówczas z kawiarni Lamas poety Manuela Bandeiry miejsce to było "stale otwartym, nieśmiertelnym i niezniszczalnym niczym sama natura odnawiająca się co roku dzięki potędze wiosny". Czyli musiało być "ostro"... Nadto w 1928 r. Oscara zniewoliła młodsza od niego o 3 lata córka włoskich imigrantów, wspomniana już Annita Baldo. Kiedy więc Oscar się ustatkował, postanowił pójść na studia, co nastąpiło w 1929 r. i ukończył Narodową Akademię Sztuk Pięknych w Rio dopiero w 1934 r. Trudno więc przypuszczać, że młodzianowi bez wykształcenia dane było pracować z ówczesnym szefem Bauhausu.

To piękne dzieło, jakim jest kościół św. Franciszka, nas obecnie nie razi - przyzwyczailiśmy się do takiej architektury. Wtedy jednak praca Niemeyra czy kościół w Ronchamp Le Corbusiera (1950-1955) budziły co najmniej zniechęcenie. W oczach ówczesnego arcybiskupa Antonia dos Santos Cabrala kościół ten nie przypominał świątyni, lecz raczej "szopę". Nie podobał się też ołtarz główny, który stworzył jeden z największych brazylijskich malarzy awangardowych - Candido Portinari. Niemeyer swoim pomysłem bardzo silnie wpłynął na krajobraz okolicy, de facto drastycznie go zmienił. Nie dziwi więc, dlaczego przez 14 lat po ukończeniu kościoła nie chciano świątyni konsekrować. Jednak to dzięki takim obiektom obecnie zupełnie inaczej myślimy o kościołach - nie muszą być wzniosłe, ważne by oddawały ducha modlących się osób, łączyły je w czymś wyjątkowym i szczerym. Takie jest też znaczenie ukazanej na początku katedry w Brasilii (1960 r.), analogicznie jak w Europie Frederick Gibberd stworzył słynną katedrę Chrystusa Króla w Liverpoolu (1962-1967; link).

Rola Niemeyera jest nie do przecenienia. Można wymieniać dziesiątki jego słów, które oddają to, co najważniejsze w architekturze minionego wieku, a zarazem fundujące podstawy pod sztukę trwającego stulecia. Co więcej jest on najstarszym czynnym architektem wszech czasów i stale projektuje. Teraz otrzymuje przede wszystkim prestiżowe zlecenia, które ukazują, że Brazylia nadal jest interesującą kuźnią architektycznych pomysłów. Hala koncertowa w Sao Paulo z 2004 r. czy starsze o dwa lata Muzeum Sztuki w Kurytybie to tylko symbole tego specyficznego pogranicza architektury i rzeźby, jakie uprawia Oscar Niemeyer. O rzeźbie wspomnieć wystarczy tylko tyle, że dziś, w dniu wyścigu na cudownym torze Interlagos, mija druga rocznica wzniesienia trofeów autorstwa Niemeyera. Wtedy to, w 2008 r., po GP Brazylii, po raz pierwszy w historii Formuły 1 wygrywający wówczas Felipe Massa wzniósł fuchar przypominający heb jego rodzinnego kraju, ale też wykonany z ekologicznego materiału. Po raz kolejny sztuka połączona została z pięknem i zarazem funkcjonalnością, co jest chyba największą zasługą Niemeyera i istotną radą dla obecnych architektów. Czy więc podobnie będzie z Muzeum Pelégo? Czy w środku zobaczymy nie tylko fotki z 4 mistrzostw świata (od 1958 do 1970 r.), ale też wspaniale zaaranżowaną przestrzeń? Na to przyjdzie nam poczekać jeszcze dwa lata. A może, jeśli muzeum odniesie sukces, powstaną także podobnie wzniesione miejsca pamięci innych "zjawisk" brazylijskiej piłki jak niezwykle bramkostrzelny Arthur Friedenreich, waleczny jak lew Leonidas czy niezwykle inteligentny doktor nauk medycznych Socrates. Niestety bezspornym faktem jest to, że odejście Niemeyera z tego świata do "krainy wiecznego projektowania" zamknie na zawsze wyjątkową kartę w historii światowej architektury.