środa, 27 kwietnia 2011

Relikwie św. Darii

Onet jak to Onet – ożywia się z rzadka, a interesujące wiadomości przekazuje z kilkudniowym opóźnieniem. Tak było chociażby parę dni temu, gdy jadąc pociągiem w Lany Poniedziałek wyświetliło mi się, że w Reggio nell’Emilia odkopano szczątki pary świętych. A właściwie nie odkopano, tylko skończono badania w zakresie datacji dwóch szkielecików – jednego męskiego i drugiego należącego do pewnej niewiasty. O tym zaś jak mogą wyglądać sceny z dwójką świętych było już pół roku temu na blogu w poście o dekoracjach romańskich (link). Tym razem jednak warto skupić się na jednej z niewielu par świętych, jakie występują w kulturze chrześcijańskiej – św. Darii i św. Chryzancie. To tych bowiem osób ciała znaleziono w środkowowłoskiej katedrze. A co z tym ma wspólnego Onet? Cóż, news na polskim portalu pojawił się 25 kwietnia, a już 19 kwietnia National Geographic zdążyło wyemitować reportaż na temat znaleziska jako jeden ze sponsorów renowacji katedry. Jak widać, polskie portale po raz kolejny są daleko za ich medialnymi odpowiednikami zza oceanu…
Chrysanthus and daria
Ale do rzeczy! Święta Daria to jedna z tych świętych, którą znają wszyscy, ale niewielu wie, dlaczego zmarła w 283 r. kobieta uzyskała zaszczytny tytuł męczennicy. Jest bowiem ta była westalka, która na chrześcijaństwo nawróciła swojego męża (stąd też przedstawia się ją razem ze św. Chryzantem) patronką sędziów i sądów, więc z racji mojego zawodu postacią niezwykle mi bliską. Jej śmierć nie wyglądała jednak w ten sposób, jak przedstawił ją na załączonej XV-wiecznej ilustracji Richard de Montbaston bądź któryś z jego współpracowników. Scena z “Żywota świętych” tego francuskiego iluminatora wydaje się być tutaj do granic sztampowa – postaci nie zważając na zachowania oprawców klęczą i nawzajem przekonują się o swojej miłości oraz pobożności. W tle zaś umieszczono króla, która miał ich tego życia pozbawić (przez wiele stuleci przyjmowało się, że był nim cesarz Numerian, chociaż prawdopodobnie obu świętych rozkazał zgładzić jego brat Karinus współrządzący Rzymem w tym okresie). Same zaś przedstawienia katów w niczym nie odbiegają temu, jak ukazywano ich w scenach Biczowania Jezusa czy męczeństwa innych świętych. Nadmierna gestykulacja, wyraz twarzy jakby cierpieli na przerost migdałków czy wreszcie stosowane przez nich narzędzia ewidentnie wskazują, że konwencja ukazywania takich scen nie dawała wiele pola do popisu i oryginalności poszczególnym twórcom. A szkoda, bo jak już wspomniałem dzieje św. Darii są dość nietypowe.
św. daria - ikona xix-wieczna
Zanim odkryto opisane na wstępie szczątki, kult św. Darii i św. Chryzanta właściwie został zmarginalizowany w obrębie kościoła katolickiego. Bez problemu obydwu świętych co prawda znajdujemy w kalendarzu liturgicznym (25 października), to jednak nie są to takie obchody, jak choćby “Barbórka” czy “Noc świętojańska”. Weneracja bowiem miała swoje apogeum w pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa, a na przełomie XI i XII w. nawet przeniosła się poza teren Alp. Obecnie jednak ta święta o wiele ważniejszą rolę pełni w kulcie i ikonografii prawosławnej (jak widać na załączonej obok XIX-wiecznej ikonie – św. Daria to kobieta najbardziej po lewej) oraz ormiańskiej. A więc zachowane informacje wspominają o św. Darii, jakoby straciła życie wraz ze swym mężem w 283 r. Wcześniej była westalką, niemniej po okresie obowiązkowego dziewictwa (jak na kapłankę Westy przystało), miała pojąć męża i pewnie urodzić mu gromadkę patrycjuszowskich dzieci. Wtedy to jako jeden z potencjalnych kandydatów do jej ręki (a w porywach chuci i żądzy pewnie i reszty ciała) pojawił się Chryzant, syn egipskiego patrycjusza, który przeniósł się do Rzymu wraz ze swoim ojcem. To w tym mieście zapoznał się z “Biblią” i nawet został ochrzczony przez kapłana imieniem Karpoforus.
Oczywiście spotkało się to z gniewem ojca, który wzorem innych szwarccharakterów z “Żywotów świętych” nie szczędził sił i pieniędzy, by odciągnąć syna od umiłowania porządnego prowadzenia się i… dziewictwa. W tym celu też miał sprowadzać nastoletniemu synowi prostytutki (o tempora, o mores!), a gdy i to się nie udało zaaranżował małżeństwo z westalką. Nie przeszkodziło to jednak w żadnym stopniu Chryzantowi, który przekonał Darię do wiary chrześcijańskiej, a nawet do tego, by oboje żyli w stanie “niepogorszonym” plugawością aktów miłosnych (ileż to jeszcze synonimów do utraty dziewictwa uda mi się wymyślić w tym tekście dla ubarwienia wypowiedzi…). Kiedy jednak wydało się, że oboje są chrześcijanami wpadli w chciwe i brutalne łapki trybuna Klaudiusza, który poruszony wytrwałością torturowanych także wraz z całą rodziną przyjął nową wiarę.
hans memling - czystość (ok. 1475)
Ciekawe, czy dalszy etap historii św. Darii i św. Chryzanta miał wpływ na stworzenie motywu ikonograficznego, wręcz alegorii czystości, jaką na obrazku obok przedstawia ilustracja Hansa Memlinga (“Czystość”, ok. 1475 r.). Jak widać, dostęp do kobiety jest utrudniony, a pilnują jej dwa heraldyczne lwy z typowymi dla tego okresu wyrazami twarzy wskazującymi, że artyści zwykle nie widzieli tych zwierząt na oczy. Analogiczne bowiem przeróbki pysków pojawiają się i na płytach Visscherowskich, i w ówczesnych książkach o świecie oraz jego dziwach. W każdym razie nas interesuje samotna kobieta w skale. Zgodnie z legendą o św. Darii, kiedy już cesarz rozprawił się z Klaudiuszem (trybun utopiony, żona i dzieci na galery), postanowił zając się wreszcie pozostałymi więźniami. Widząc umiłowanie czystości w patronce sędziów zmusił ją do tego, by została prostytutką i tym oto sposobem złamała dane mężowi śluby. Plan jednak spalił na panewce, bo św. Darię zaczęły strzec dwa lwy, które jak łatwo się domyślić były w stanie odgryźć małe co nieco potencjalnie zainteresowanym mężczyznom (nie udało mi się niestety znaleźć informacji, skąd te lwy się wzięły – czy może np. św. Daria zaprzyjaźniła się z nimi w więzieniu, gdzie przecież chowano takie zwierzęta dla celów rozrywkowych, w tym rozszarpywania chrześcijan).
Ostatecznie więc obydwu świętych postawiono przed sądem Numeriana (lub co już wspomniałem prawdopodobnie Karinusa) i ten postanowił, by ich ukamieniować, ale zanim umrą pochować żywcem. Tak też uczyniono (myli się więc Richard de Montbaston pokazując miecz i topór), a ciała umieszczono niedaleko katakumbów przy Via Salaria. Rodzi się więc oczywiste pytanie: jakim cudem prawie kompletne szkieleciki włoski naukowiec Enzo Fulcheri z uniwersytetu w Genui znalazł w katedrze miasta znanego wszystkim Polakom jako miejsce ułożenia słów “Mazurka Dąbrowskiego”? To wyjaśniają “podróże” relikwii czczonych już od przełomu starożytności i średniowiecza.
katedra w reggio emilia
Przedstawiona obok fasada katedry w Reggio nell’Emilia od razu pozwala zauważyć ciekawy charakter tej budowli, a więc wzniesionego w stylu romańskim obiektu, który potem ok. 1275 r. renowowano, by wreszcie nadać mu barokowy charakter zarówno odnośnie głównej elewacji, jak i przede wszystkim wnętrza. Oczywiście większość turystów zwraca pewnie uwagę na portalowe rzeźby Adama i Ewy, o których każdy przewodników oprowadzających po mieście opowiada, że ewidentnie nawiązują do postaci z nagrobka Medyceuszy Michała Anioła. Nas jednak bardziej ciekawą odkrycia wewnątrz. Dwa lata temu (w 2009 r.) znaleziono tam IV-wieczną posadzkę, więc prawdopodobnie kościół stoi na miejscu dużo wcześniejszego. Czy jednak można przypuszczać, że to tu z Rzymu przeniesiono szczątku obojga świętych? Datacja nie daje ku temu większych podstaw, bo “rozstrzał” między 80 a 340 r. n.e. jest dosyć spory, ale wiadomo, że kobieta, której szkielet znaleziono, była już po dwudziestce, a nadal była prawdopodobnie dziewicą. Z drugiej jednak strony tak kompletne relikwie są czymś na tyle unikatowym, że ich kult musiał być uprawiany już niedługo po śmierci osób, które znaleziono. Zaś na ich stan zachowania wpłynęło to, że od X w. trzymane były w katedralnym skarbcu, umieszczone w srebrno-złotych popiersiach.
Stiftskirche-BadMuenstereifel
Do IX w. kult św. Darii i św. Chryzanta wydaje się koncentrować jedynie w okolicy Rzymu i nie ma wiele informacji na temat jego popularności poza tym miastem. Widać więc, że jest to typowy argument przeciwko zaklasyfikowania znaleziska w Reggio jako szczątków tej pary. Niemniej pod koniec 1. tysiąclecia relikwie zaczęły “podróżować” po Europie w związku z tym, że ich część przeniesiono do nadreńskiego opactwa w Prüm, założonego jeszcze w 720 r. To właśnie to miejsce wydaje się szczególnie interesujące, chociaż powszechnie znaleźć można informacje, iż niektóre szczątki św. Darii znajdują się w Wiedniu, Salzburgu i Neapolu. Ok. 836 r. opat Markward ze wspomnianego opactwa założył filialny klasztor w Münstereifel (oddalonego raptem 50 km na północny wschód), który potem na początku XII w. został przebudowany w stylu widocznym na ilustracji powyżej. To w tych miejscowościach znajdują się relikwie wspomnianych świętych, na co wskazuje wezwanie zilustrowanego obok kościoła (piękny westwerk!) poświęconego właśnie św. Darii i św. Chryzantowi. Warto byłoby więc sprawdzić, na ile pasują one do tego, co znaleziono w Reggio nell’Emilia. Nie było to jednak jedyne miejsce poza Alpami, gdzie takie szczątki można znaleźć. Wiadomo, że “pożyczył” je na wyprawę do Jerozolimy Fulko III Czarny w 1011 r., a potem darował silnie wspieranemu przez siebie opactwu Belli Locus (obecnie Beaulieu-les-Loches), które przede wszystkim skoncentrowane było na kulcie Grobu Pańskiego.
Jak widzicie więc, siedząc sobie w oddali przed lapkiem w trakcie kolejnego w tym roku “El Classico” mam poważne wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście mające ok. 1700 r. szkielety należą do wspomnianej dwójki świętych. Nie jestem fanem sytuacji, w której znajduje się coś i w sumie podpasować można jedynie postaci św. Darii i św. Chryzanta, bo żadna inna chrześcijańska para nie odpowiada znalezisku. Możliwe jednak, że rzeczywiście szczątki te to szczątki wspomnianych świętych, co nie zmienia jednak faktu, że i tak należy traktować je z odpowiednim szacunkiem dla zmarłych. Osobiście więc lekko zdołowało mnie to, że jeśli szczątki okażą się fałszywe, to trzeba będzie się jakoś ich pozbyć, “po prostu je zniszczyć” (jak stwierdził biskup Reggio). Cóż, takie są dzieje kości, gdy przestają być relikwiami, a stają się zwykłym archeologicznym znaleziskiem…