poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Lubieżny romanizm

Miało być o motywie diabła w sztuce romańskiej, ale w trakcie szukania obrazków znalazłem coś lepszego. A diabeł nie zając - nie ucieknie. Zresztą co nagle, to po diable, a gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy... Więc będzie o jednej scence dość mocno "uczuciowej" w okresie, którego zazwyczaj nie uznajemy za zbyt skłonny do takich przedstawień. A do napisania tego posta zainspirował mnie referat kumpeli Kamili, który kiedyś wygłosiła pod szumnym tytułem "Kiedy osioł dosiada zakonnicę". No i nie sposób nie wspomnieć o pomocy mojej przyjaciółki Alicji, która pomagała szukać przykładów romańskiej rzeźby z ucieleśnieniem zła. O tym, jak bardzo pomogła, przekonacie się już niedługo.

Maillezais_abbey_85_-_01

Zacznę z wysokiego C. Czy jak kto woli trzęsienia ziemi, jak mawiał mistrz Hitchcock (notabene w sam raz nazwisko, jak na temat dotyczący seksualności)... Niedaleko ujścia Loary znajduje się pewna malutka, bo nieco ponadtysięczna, miejscowość o uroczej nazwie Maillezais. Największym jej zabytkiem jest katedra św. Piotra - obecnie w ruinie co widać na fotce obok. Wcześniej, bo już ok. 989 r. osiedlili się tam mnisi (wówczas była to wyspa, ale wydrążyli kanały i usypali groble), a gdy po pokonaniu albigensów ogniem, mieczem i siłą nauczania św. Dominika konieczne było stworzenie struktury kościelnej, miasto stało się biskupstwem. I choć z okresu romanizmu zachowało się niewiele, to turyści zazwyczaj pod wrażeniem są kapiteli. O jednym z nich będzie dzisiaj mowa...

Dwie postaci w tunikach klęczą i przytulają się wzajemnie. Jedna (prawa) to raczej na pewno kobieta, na co wskazują długie włosy, osoba po lewej to mężczyzna, co łatwo poznać po w miarę długim i nabrzmiałym atrybucie. Takie coś w kościele - to wydaje się nie pasować do naszego wyobrażenia o seksie jako tabu w okresie średniowiecza.

maillezais

A jednak... Kobieta sprawdza twardość i wytrzymałość tego, co niedługo dopuści do swojego organizmu. Po dość zagadkowym wyrazie twarzy można przypuszczać, że chyba jest znośny, ale szału nie ma... I to jeszcze można byłoby zaakceptować w kościele, gdyby nie jeden drobny szczegół - obie postaci mają nimby świętości. Czy więc są jakąś świętą parą, która uwieczniona została w tym motywie ozdobnym na moment przed konsumacją związku? Mało prawdopodobne. Ja przynajmniej nie znam takich świętych, którzy zginęliby śmiercią męczeńską w trakcie łóżkowych igraszek. Co ciekawsze jednak tego typu przedstawienia nie są w tej części Francji odosobnione. Jest ich co najmniej kilka, a Rene Clozet nadaje im nawet wspólną nazwę "miłosnych spotkań". Gdzie więc szukać przyczyn, dlaczego taka lubieżna scena pojawiła się w XI w. w zakonnym kościele? Chyba nie po to, by jak pisać będzie potem św. Bernard z Clairvaux, odciągać mnichów od kontemplacji i modlitwy.

Zagadnienia tego nie rozwiązują nawet Anthony Weir i James Jerman w swojej ciekawej, ale średnio (moim zdaniem) napisanej książce "Images of lust" o seksualnych przedstawieniach w średniowiecznych kościołach. Wspomniany francuski badacz ma swoją teorię - ma to być wizualizacja "chrześcijańskiego małżeństwa". Jednakże nie jest to taka forma oddania się Chrystusowi czy Maryi, jaką praktykowano przez całe średniowiecze. Nie jest to przecież też ślub czystości zakonnic i schizmatyczek, które widziały siebie jako Oblubienice Jezusa. Postaci wyglądają na dość zainteresowane sobą i wspólnym celem, a miłosny uścisk (w przypadku mężczyzny nawet podwójny!) wyraża ich gotowość do jeszcze większego zacieśnienia więzi. W końcu jak pisał św. Mateusz niedługo oboje będą jednym ciałem, a co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Gest przyjaznego położenia prawej ręki na lewym ramieniu kobiety wskazuje na to, że postaci łączy uczucie silniejsze niż pożądanie - raczej wzajemna troska, roztaczanie przez mężczyznę opieki nad kobietą. Kto więc po dość jednoznacznym ukazaniu męskości lewej osoby liczył na erotyczną interpretację musi czuć się rozczarowany - dla ówczesnego społeczeństwa rzeźba ta oznaczała bardziej "communio" dusz i ciała.

Ale to w religijnym znaczeniu małżeństwa jako sakramentu szukać trzeba znaczenia tego wspornika. "Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest mężczyźnie nie łączyć się z kobietą. (...) Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona". Tyle w pierwszym liście do Koryntian (rozdz. 1, wersety 1-4). Słowa te artysta chyba wziął sobie zbyt dosłownie do serca. Nie mamy do czynienia z "factum" (tak po łacinie nazywano "fachowo" akt seksualny - może dlatego, że kac moralny pojawia się zwykle post factum...), zaś sposób rozporządzenia przez kobietę męskim ciałem jest tu dobitnie zaznaczony. Scenka niczym ze świątyni Khajuraho w Indiach, znanej z obrazowania tekstów Kamasutry, jest moim zdaniem raczej symbolem tego, jak Kościół widział instytucję małżeństwa. Jak wiadomo to dopiero zaprowadzenie religii chrześcijańskiej powodowało, że instytucja małżeństwa była niejako sakralizowana - do dziś traktowana jest jako sakrament. Jedyny, w którym szafarzami są małżonkowie, a nie duchowny. W ten sposób Kościół wypromował swoją wizję znaczenia małżeństwa w Europie, gdzie wciąż jeszcze w XI w. głoszenie Dobrej Nowiny było gdzieniegdzie czynnością pionierską. Do końca średniowiecza, a na niektórych terenach nawet w okresie nowożytnym zachowała się bowiem instytucja tzw. "małżeństw chłopskich", które odpowiadały dawnej tradycji znaczenia związku. Polegało to na tym, że jeśli ludzie chcieli być razem, to nawzajem zaczynali nazywać siebie "mężem" i "żoną" oraz zamieszkiwali razem. Przypominało to więc formę zawierania małżeństwa, jaka znana jest z czasów starożytnego Rzymu - "Ja Tobie Gajuszem, Ty mi Gają". Dopiero pojawienie się Kościoła spowodowało, że wprowadzono kolejną osobę (duchownego) w sam akt zawierania małżeństwa i zaczęto je przeprowadzać zgodnie z określoną liturgią. Tylko takie małżeństwa uznawane były przez Kościół, tylko z takich synowie możnowładców mogli dziedziczyć lenna i tytuły. Stanowiło to więc formę oddzielenia potomków legalnych od tych z nieprawego łoża.

Jak jednak takie stanowisko Kościoła wypromować w społeczeństwie biednym, wiejskim, gdzie i tak ludność poddana nie mogła miała ziem do dziedziczenia? Stąd też pojawia się zmiana optyki, która w chwili obecnej jest kluczowa w religii chrześcijańskiej. Małżeństwo to nie tylko związek dwóch osób na ziemi, ale coś co trwa wiecznie i po zmartwychwstaniu ciał również możliwe jest nadal się nimi radowanie. Tak więc pozostawanie w legalnym związku miało być formą uświęcania życia zamiast grzeszenia w ówczesnych konkubinatach.

To próbował pokazać nieznany romański artysta. I choć udało mu się to w trochę nietypowy sposób, to jednak sens został zachowany właśnie dzięki obecności nimbów. Co prawda równie urokliwie ujął to św. Klemens Aleksandryjski słowami: "Kim są dwaj lub trzej, zgromadzeni w imię Chrystusa, pomiędzy którymi jest Pan? Czyż nie są to mężczyzna i kobieta zjednoczeni przez Boga?", ale większe znaczenie może mieć fakt, że w Maillezais ukazano także inną formą aktu seksualnego. W miejscowości tej, podobnie jak i w Mauriac i Chauvigny, przedstawiono bestię, która w akcie sodomii próbuje sama siebie zadowolić ustami. W Chauvigny rogaty diabeł patrzy na widza pożerając swoje prącie, a w paszczy nie mieszczą mu się jedynie jądra. Akrobatyczna poza podkreślona jest tym, że unosi nogi do góry, zasłaniając tym samym ręce, którymi powinien się podpierać. Z kolei w hiszpańkim Ourense, tuż przy granicy z Portugalią, stworzenie pożera obie swoje nogi i ogon, znów eksponując jądra. Widać więc drastyczny kontrast między aprobowaną przez Kościół formą związku a zachowaniami nieakceptowanymi.

Wygadałem się już, że podobnych przedstawień jest więcej. Najbliższe omawianemu jest w oddalonej o nieco ponad 30 km miejscowości Sainte-Ouenne, gdzie postaci przedstawiono w podonej pozie, także w tunice, z nimbami i ręką na kobiecym ramieniu. Tym razem jednak rzeźbiarz (stylistycznie odmienny, ale prace prawdopodobnie powstały w zbliżonym czasie) wykazał się większą pruderyjnością - kobieta chowa rękę pod tunikę, by "obadać" swojego oblubieńca. A może przyrząd już nie tej jakości i rozmiaru... W każdym razie nawet tak seksualna scena może mieć swoje znaczenie religijne i pojawić się w średniowiecznych kościołach. Częściej jednak wizerunki dotyczące miłości cielesnej pokazują pożądanie, które odciąga od chrześcijańskiej pobożności. O tym, jakie diabeł starał się płatać figle i jak to ukazywano, będzie następny wpis na blogu.

PS. Agnieszce gratulujemy zakończonej sukcesem konsumpcji małżeństwa i pojawienia się na świecie Piotrusia - według oceny szczęśliwej mamy "najśliczniejszego ze wszystkich niemowlaków na świecie". Tak trzymać i prosimy o więcej ;-)