czwartek, 1 września 2011

Fotografie Aino Kannisto – między snem, a rzeczywistością

Dzisiaj po raz w pierwszy w dziejach bloga post nie mojego autorstwa, lecz mojej koleżanki Doroty. Napisała  ostatnio szalenie ciekawą magisterkę na temat jednej z najbardziej znanych fińskich fotograficzek, więc dla tych, co się z tym dziełem nie zapoznali, ot taki mikroskopijny skrót. Dla mnie sztuka Aino Kannisto jest powalająca, ale lepiej niech Czytelników przekona o tym Dorota. A jeśli chcecie poczytać więcej tekstów Doroty, to zapraszam na jej bloga o dziejach Polki w romantycznej, cieplutkiej Grecji - Sałatka po grecku.
***
Aino Kannisto jest obecnie jedną ze słynniejszych postaci Szkoły Helsińskiej. Tym mianem nazywa się studentów i absolwentów wydziału fotografii TaiKu, czyli największej uczelni artystycznej Skandynawii, która ma swoją siedzibę w Helsinkach. Warto pokrótce przyjrzeć się samej szkole, ponieważ stanowi ona fenomen wśród uczelni artystycznych. 
Główną zasadą, na której opiera się idea szkoły, jest jak najmniejsze ukierunkowywanie i wpływanie na studentów, przez kadrę profesorską. Przyszłym artystą pozostawia się ogromną swobodę twórczą, są oni jedynie nakierowywani przez profesorów. Dzięki takiemu podejściu, jakie na gruncie fińskim sprawdza się znakomicie, spod skrzydeł TaiKu wychodzą artyści, którzy odznaczają się bardzo indywidualnym podejściem do fotografii. W pracach absolwentów nie ma właściwie żadnych cech wspólnych. Pomimo, iż pochodzą z jednego obszaru, są kształceni przez tą samą kadrę, pod względem stylistycznym, czy też tematycznym ich sztuka nie ma właściwie żadnego wspólnego mianownika (poza jednym, jakim jest znakomita jakość techniczna wszystkich fotografii, na których doskonale widoczne są każde najdrobniejsze elementy). 
Wracając jednak do postaci samej Aino Kannisto - jedna ze zbiorowych wystaw artystki, odbyła się w 2005 roku na Zamku w Poznaniu. Była to wystawa prezentująca twórczość kilku artystek, które są absolwentkami helsińskiego TaiKu. Prócz tego wszystkie tworzące wystawę artystki pochodzą z tego samego przedziału wiekowego – miały w tedy około trzydziestu lat. 
Patrząc na twórczość Kannisto, czy to z perspektywy wystawy zbiorowej, czy to na przykład przeglądając katalogi nowoczesnej fińskiej fotografii, jej bardzo jednorodna stylistycznie twórczość wybija się pewną spójnością wizualną. Poza drobnymi różnicami występującymi pomiędzy poszczególnymi fotografiami, na przestrzeni wszystkich lat twórczości (czyli od końca lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia) główne cechy charakterystyczne twórczości pozostają wręcz restrykcyjnie i nader konsekwentnie niezmienne. Być może jest to jedna z przyczyn, przez które te właśnie zdjęcia tak bardzo rzucają się w oczy na tle twórczości innych artystów ( nie chodzi tu o wartościowanie tej twórczości, ale prosty fakt, iż zdjęcia Kannisto mają właściwość swoistego „przyciągania” wzroku widza). 
Przyglądając się któremukolwiek ze zbiorów fotografii, nie sposób wpaść na to samodzielnie, a po usłyszeniu takiej informacji lub też jej przeczytaniu wprost nie chce się w to wierzyć, ale na każdym i to bez żadnego wyjątku zdjęciu występuje sama artystka. Kannisto posiada wręcz niesamowitą zdolność przeistaczania się w coraz to inne postacie, co bardzo ciekawe nigdy nie używa przy tym ostrego makijażu, przebrań czy też peruk, ale zawsze gra po prostu jedynie twarzą, grymasami, prostymi pozami. Na wielu zdjęciach wygląda doprawdy diametralnie różnie i czasem trudno dopatrzyć się jednej i tej samej osoby. Kolejną cechą, jaka pozostaje w tej jednorodnej twórczości niezmienna jest fakt, że artystka zawsze pozostaje samotna w przestrzeniach w jakich odbywa się akcja jej fotografii. Nigdy nie ma innej osoby, czy też choćby śladu istnienia innych ludzi w otoczeniu. 
Co jest właściwie tematem tych fotografii? Jest to najtrudniejsze do odpowiedzenia pytanie i właściwie to w nim tkwi cały sens tej sztuki, która poprzez ogromną dawkę szczerości nie pozwala pozostać wobec niej obojętnym. 
Każda z przedstawionych postaci jest pokazana w mniej czy też bardziej intymnej sytuacji, która jest wykonywana w całkowitej samotności. Ta sama postać występująca w różnych odsłonach siedzi na klozecie, bierze prysznic, leży w łóżku, je spaghetti, czy też zwyczajnie siedzi nie robiąc niczego konkretnego. To co łączy wszystkie postacie to moment trudnego do określenia zawieszenia w wykonywanych czynnościach, czy też w nic nie robieniu. Tak jakby postacie pomimo tego, że coś robią – myślami są zupełnie gdzie indziej. Zatopione w swoich myślach, marzeniach, wspomnieniach pomimo fizycznego uczestnictwa w rzeczywistości przedstawionej na fotografii, tak naprawdę są zamknięte w swoim wewnętrznym świecie. Ten efekt wyłączenia ze świata zewnętrznego i koncentracja na swoim własnym wnętrzu, dotyczy wszystkich fotografii i jest jednocześnie dowodem nie tylko wysokiej klasy samych fotografii, ale i swoistego talentu aktorskiego Kannisto, czy też być może zupełnie inaczej – wielkiej śmiałości w pokazywaniu prawdy o sobie? 
Żadna z fotografii nie jest zatytułowana, a owe tytuły jeśli już istnieją w katalogach, są nadane jedynie umownie. Owy brak tytułów jest znakomitym dopełnieniem enigmy jaką zawiera każda fotografia – nigdy tak do końca nie wiadomo o czym w zasadzie mówią te fotografie, kogo i co przedstawiają. I dlaczego właściwie poza drobnymi szczegółami, wszystkie są tak bardzo jednorodne. 
Na temat sztuki Kannisto powstała jedna monografia i wiele artykułów pojawiających się systematycznie przy okazji powstawania wystaw indywidualnych czy też zbiorowych. Jednakże autorzy tekstów, którzy podjęli się tematu sztuki Aino Kannisto mniej lub bardziej profesjonalnie, często również błądzą, podejmują dalece różnorodne wątki, proponują czasem diametralnie inne interpretacja. Wszystko to jest spowodowane pewną dozą tajemnicy, na której zdjęcia Kannisto bazują. 
Propozycja interpretacyjna, która według mnie jest najbardziej przekonująca, pojawia się w monografii Kannisto, będącej najlepszym źródłem wiedzy na temat artystki. Zdaniem jej autorki, zdjęcia fińskiej artystki działają na zasadzie łamania pewnego tabu dotyczącego wizerunku kobiet, jaki funkcjonuje we współczesnej kulturze. Kobiety jakie przeciętny człowiek obserwuje na reklamach, w magazynach czy też popularnych filmach komercyjnych, są niemal zawsze idealnie piękne, dodatkowo upiększone przy użyciu nowoczesnej techniki. Patrząc na reklamy na przykład tabletek przeciwbólowych, zawsze zastanawiam się, jak to możliwe, że kobieta którą rzekomo boli głowa wygląda tak ładnie i zdrowo, albo jak to jest możliwe (co jest na przykład bardzo częste w filmach), że kobiety które się właśnie budzą, już mają na sobie często niemal pełen, świeżo wykonany makijaż? Temu właśnie wydaje się przeciwstawiać sztuka Kannisto, która pokazuje kobiety bardziej rzeczywiste, choć czasem przedstawione, znów z przesadą lekko w drugą stronę, jakby w krzywym zwierciadle. Kobieta, wykreowana przez Kannisto nie jest nigdy seksowna, a to następny „kod”, jakim posługują się wizerunki kobiet we współczesnej kulturze. Jest również sama – nie wygląda na taką, która ma rodzinę, dzieci, czy też chociażby przyjaciół – w otoczeniu tych samotnych kobiet nie ma nawet śladu istnienia innych ludzi. 

Bardzo ważnym elementem pozwalającym na interpretację sztuki Kannisto, są jej własne słowa. Autorka na temat swoich zdjęć wypowiedziała się jedynie trzy razy, co powoduje, że każda taka wypowiedź jest niesamowicie istotna w odbiorze jej sztuki. Pewnym rozczarowaniem jest jednak fakt, że każda z takich wypowiedzi jest raczej lakoniczna, mało rzeczowa. Właściwie jedyną konkretną informacją jest fakt, że inspirację do swojej sztuki autorka czerpie między innymi ze snów, koszmarów, wspomnień wyrwanych ze swojego kontekstu. W miejscu, gdzie zostaje wskazana inspiracja znajduje się również pewna podpowiedź interpretacyjna. W rzeczy samej, większość zdjęć Kannisto, pomimo faktu iż nic nadzwyczajnego się w nich nie dzieje, są jakby skąpana w sennej atmosferze, którą naprawdę trudno ubrać w słowa. Niby nic dziwnego, ani złego się w nich nie dzieje, ale patrząc na każdą fotografię, podskórnie wiadomo, że albo przed chwilą stało się, albo za chwilę stanie się coś złego, albo znaczącego. To jakby krótkie wycinki z jakiejś narracyjnej akcji, którą trudno wprasować w przyczynowo – skutkowy ciąg. 
Takie właśnie skojarzenie z narracją występującą na przykład w filmach, to kolejne skojarzenie związane ze sztuką Kannisto, które zbliża ją tym samym do bardzo znanego cyklu fotografii „Untitled Film Stills” autorstwa Cindy Sherman. Podobnie jak u amerykańskiej artystki, Kannisto tworzy wizerunki które w rzeczywistości nie istnieją, nawiązując jednocześnie do scen, które mogłyby pochodzić z filmów. Szkopuł tkwi jednak w tym, że żadnego wizerunku nie sposób dopasować do konkretnego filmu. Z jednej strony Kannisto celowo prowokuje takie skojarzenia, ale z drugiej nie daje żadnego tropu, który mógłby połączyć zdjęcie z określoną, logiczną historią. 
Artystka zdaje się więc prowadzić z widzem pewną grę. Ewidentnie prowokuje pewne skojarzenia, po czym unika ich rozszerzenia, czy też po dopowiedzenia. Widz jest konsekwentnie wprowadzany w wizualną „zabawę” dotyczącą jego skojarzeń, przyzwyczajeń wywodzących się z kultury w jakiej żyje, czy też chęci do określenia, zamknięcia, czy też wyjaśnienia urwanych historii przedstawionych na fotografiach. Świadomie bądź też nie, próbuje porównywać przedstawione na zdjęciach sytuacje, do swojego życia, bo w jakiś sposób wydają się być podobne. Ale chwilę później coś wydaje się nie pasować i w konsekwencji nie wiadomo, do jakiego świata należy to co na zdjęciu jest przestawione: czy jest to świat rzeczywisty, czy to tylko sen? Po chwili dłuższego patrzenia na zdjęcia, przestają one być logiczne, tak bardzo oczywiste. Nie pasuje do nich żadna miarka pochodząca z realnego świata. Ten wewnętrzny świat fotografii, rządzi się swoimi własnymi zupełnie nieuchwytnymi prawami. A próba jego zrozumienia przez widza jest tylko dowodem zakotwiczenia w naszej logicznej i definiującej wszystko kulturze. 
Osobowość samej artystki stanowi spójne dopełnienie jaj twórczości. Sama Kannisto prawie w ogóle nie udziela wywiadów, bardzo trudno się jest z nią skontaktować i wydobyć jakiekolwiek informacje. Jeśli już zabiera głos mówi bardzo lakonicznie, celowo nie proponuje, nie naprowadza na żadną interpretację. Ta zawsze bowiem ma zostać otwarta. To naprawdę wielkie kuriozum, że o samej artystce wiadomo tak mało. Na każdej fotografii to przecież ona jest jedyną występującą osobą. Można więc stwierdzić, że w każdej swojej pracy wypowiada się w pierwszej osobie, a i tak, tak mało można o niej powiedzieć.
<Dorota Kamińska>