piątek, 26 sierpnia 2011

Najdziwniejsze atrybuty świętych

Ciężko być historykiem sztuki i "leżeć i kwiczeć" z wiedzy ikonograficznej. Fakt, aż tak źle u mnie nie jest, ale podszkalać się trzeba cały czas, co zresztą jest oczywiste także w wielu innych zawodach. Tym razem więc weekend spędzam w towarzystwie książki o atrybutach świętych. Co ciekawsze fragmenty postanowiłem więc przytoczyć i uzupełnić, bo dość łatwo natknąć się na tego rodzaju "enigmatyczne" atrybuty.
Dziupla z kolcami
Zacznijmy od akcentu ponoć polskiego czyli niejakiego św. Andrzeja Świerada, pochodzącego z Małopolski, ale do którego przyznają się Czesi, Węgrzy i Słowacy (a nawet Chorwaci). Ponoć był religijny już od dzieciństwa, czego kwinstesencją był pobyt w zakonie na Górze Zabor koło Nitry. Według legendy pojawił się w tym klasztorze wraz ze swoim wieloletnim przyjacielem, św. Benedyktem męczennikiem, ale obecnie przyjmuje się raczej, że to dopiero w Nitrze obydwaj się spotkali na kilka lat przed końcem pierwszego milenium chrześcijaństwa. Przyglądając się atrybutom (jak chociażby ten umieszczony na barokowym malowidle po lewej stronie) widać, że św. Andrzej miał szczęście do nietypowych przedmiotów. Mieszkał w dziupli z kolcami, żeby się umartwiać, która wchodziła w skład pustelni zwanej Skałką. Dziupla wydrążona była w pniu drzewa, toteż musiał spać spokojnie, bo gdy tylko poruszył się, kolce wbijały się w skórę i go budziły. Za dnia nie było lepiej. Autor "Żywota świętych eremitów Świerada-Andrzeja wyznawcy i Benedykta męczennika", Maurus, pisał, że całą skalę tortur, jaką przeżywał św. Andrzej mnisi dostrzegli dopiero po jego śmierci. Od wyniszczającego organizm trybu życia (np. w trakcie postu święty karmił się wyłącznie jednym orzeszkiem laskowym otrzymywanym od opata) bardziej przerażające było, że w jego ciele odkryto metalowy łańcuch. Okazało się, że św. Andrzej nosił przez długi czas mocno zaciśnięty wokół pasa i brzucha łańcuch, który z czasem pochłonięty został przez jego skórę i zintegrował się z ciałem. To dlatego czasami świętego przedstawiano także z łańcuchem, chociaż częściej pojawia się odniesienie do legendy o wilku i świni. Zwierzaki te związane są z historią o rolniku, którego trzoda została porwana przez leśnego drapieżnika. Na szczęście dzięki modlitwie eremity, wilk oddał żywego prosiaka z powrotem.
Nocnik
Tym razem niestety nie udało się znaleźć przedstawienia świętego z nocnikiem w ręce (a jest to atrybut św. Kosmy - patrona lekarzy, Florencji i Medyceuszy). Wraz ze św. Damianem żyli w III w., dokonując różnych medycznych cudów, jak chociażby przedstawiona obok transplantacja nogi, którą oglądać można na anonimowym obrazie w Krajowym Muzeum Wirtembergii w Stuttgarcie. Ukazany czyn jest niebywałym osiągnięciem medycznym. Zgodnie z legendą, gdy jeden z dowódców w armii rzymskiej zachorował, święci przeszczepili mu nogę jego zmarłego wcześniej etiopskiego niewolnika. Tym oto sposobem święci stali się patronami chorych na gangrenę. Sam zaś nocnik pojawia się na tym obrazie niżej, pod łożem chorego. Co oczywiste jednak, o wiele częściej starano się przedstawiać św. Kosmę z atrybutami bardziej pasującymi do jego profesji. Jedynie w przypadku obłożnie chorych pojawia się nocnik, chociaż szczerze mówiąc to już mi podpada pod przypadki beznadziejne, którymi zajmuje się św. Rita (święta z ulem, bo gdy była niemowlęciem obsiadły ją pszczoły, które nawet wchodziły do ust, ale nie czyniły krzywdy dziecku).
Św. Kosma pojawia się jednak nie tylko w towarzystwie medycznych atrybutów, co związane z jego męczeńską śmiercią. Pomimo faktu, że legendy o ich cudach mogłyby zapewnić niejedną książkę (a nawet pojawiali się jako duchy i leczyli), postanowiono ich ukamieniować. Na nieszczęście jednak dla opraców kamienie odbijały się od świętych - podobnie jak strzały - i trafiały w egzekutorów. Nie odbiła się natomiast juz klinga miecza, przy pomocy której ścięto obydwu.
Trzy świecące palce
Niewielu świętych może dostąpić tego, że ich ciało za życia wygląda zupełnie inaczej niż normalnego śmiertelnika (nie liczymy tego z ciałem mogą zrobić ci, którym powierzono zadanie doprowadzenia świętych i błogosławionych do męczeńskiej śmierci). Wyjątkiem jest choćby św. Konrad z Urach - cysters, który został opatem w Citeuax, ale postanowił - pomimo wyboru - nie przyjąć posługi jako papież. Stąd też, tak jak na załączonej obok ilustracji, będącej fragmentem fresku z opactwa w Messkirch (miejscowość niedaleko Tybingi) autorstwa Andreasa Meinrada von Au, przedstawiano go bądź jako kardynała, bądź też w zakonnym habicie. Jednakże podania o św. Konradzie informują, że ze względu na jego zainteresowanie "Biblią", której jak na cystersa przystało poświęcał bardzo wiele czasu. By ułatwić mu studiowanie "Pisma" otrzymał łaskę trzech świecących palców (na fresku u góry przedstawionych niczym świece), dzięki czemu mógł poświęcać się temu zajęciu także w nocy.
To tylko troje świętych, których atrybuty wydały mi się najbardziej nietypowe. Ale konkurencja była zażarta: św. Kuthbert przedstawiany jest z fokami i wydrami, bo kiedyś tak pogrążył się w medytacjach, że nie zauważył, że zalał go przypływ. Po kilkunastu godzinach wreszcie się ocknął i wtedy otaczającego go zwierzęta osuszyły go swoimi oddechami. Duże szanse miała też św. Fina ze Sieny, którą przedstawia się ze szczurem. Przez całe swoje życie była obłożnie chora na niewyjaśnioną chorobę (analogicznie jak św. Lidwina, o której pisał już tutaj). Kiedy więc zbliżała się do swojego ziemskiego końca, nie mogła już w ogóle się ruszać i wspomniane zwierzęta obgryzały jej ciało (fuj!).
Drugą kobietą, której umieszczenie w dzisiejszym poście rozważałem była św. Huna, która rozdała cały swój znaczny majątek ubogim i poświęciła im swój wolny czas. M.in. prała dla nich ubrania i dlatego przedstawia się wraz z balią pełną wody. Tym razem jednak kobiety nie wygrały, ale może następnym razem w jakimś blogowym rankingu zajmą całe podium ;)