sobota, 24 września 2011

Niebiański jednorożec i mleko dziewicy

"A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas". Takimi słowami niezwykle enigmatyczny opis Wcielenia kończy św. Jan Ewangelista (J 1,14). Jak wiadomo powyższa fraza stała się podstawą dla analizy przez wielu badaczy "Pisma Świętego", co uduchowiony (w tym wypadku dosłownie) autor miał na myśli. Oczywiście interpretowano to na różne sposoby, ale jeden z nich wydał mi się szczególnie zajmujący, a mianowicie przyrównanie Chrystusa do jednorożca. I o tym problemie będzie w dzisiejszym poście, tak więc cytując Wilhelma Kleryka opowiem wam o jednorożcu...
Jak pisał ów normandzki twórca najdłuższego bestiariusza francuskiego pod tytułem "Bestiariusz boski":
"jest to zwierz, który ma tylko jeden róg umieszczony w samym środku czoła. To zwierzę jest tak zuchwałe, tak napastliwe i waleczne, że zadziera ze słoniem, najgroźniejszym ze zwierząt, jakie istnieją na świecie [o tym, że wówczas myślano w Europie, że słoń ma pazury było już tutaj - link]. (...) Słoń nie może się przed nim obronić, kiedy jednorożec go atakuje, bo tak mocno wali go w brzuch swoim kopytem, tnącym jak ostrze noża, że całkiem go rozpruwa". Taki oto ma być ów przerażający zwierz, którego trzeba pochwycić sposobem, bo w zwykłym starciu nikt nie z nim szans (pomimo że czego innego uczy nas jeden z odcinków serialu "Merlin"). Jak widać zatem cechy te niezbyt odpowiadają przymiotom Chrystusa. Skąd więc pomysł, by zrównać z nim drapieżnego leśnego rozbójnika, nieznającego litości?
By wyjaśnić ten problem proponuję udać się do Memmingen - 41-tysięcznego miasta na pograniczu Bawarii i Badenii-Wirtembergii, gdzie znajduje się ewangelicki kościół Naszej Pani. Świątynię zaczęto wznosić w XIII w. i obecnie znana jest przede wszystkim z zachowanego tam cyklu fresków, zwłaszcza tych najważniejszych, a więc poświęconych Maryi. Kościół przebudowano w latach 40. i 50. XV w., a następnie nowe partie pokryto wspomnianymi malowidłami. Jednym z nich jest właśnie przedstawiona scena anioła grającego na trąbce w trakcie polowania na jednorożca. Nie jest to jednak zwykły jednorożec ani polowanie. Co prawda aniołowi towarzyszą gończe psy, to jednak jednorożec wbiega na kolana Maryi niosąc na swoim grzbiecie Dzieciątko. Sytuacja jest więc co najmniej dwuznaczna, bo widz ma przed oczyma typową scenę Zwiastowania, połączoną z niezwykle dogłębnym pokazaniem, do któregoż to łona wciela się boski pierwiastek. Wreszcie całość ukazana jest w konwencji polowania, co wydaje się na pozór nie mieć wiele wspólnego z zapłodnieniem.
Wspomniany Wilhelm Kleryk, którego dalej cytuję za przetłumaczoną i wydaną niedawno książką Jacquesa Le Goffa (J. Le Goff, "Niezwykli bohaterowie i cudowne budowle średniowiecza", tłum. Katarzyna Marczewska, Warszawa 2011) podaje, że "to niezwykłe zwierzę, które ma na głowie tylko jeden róg, przedstawia naszego Pana Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela. Jest On niebiańskim jednorożcem, który zamieszkał w łonie Dziewicy, godnej uwielbienia; w Niej przyjął ludzką postać i tak pojawił się ludzkim oczom, a Jego lud Go nie poznał. Przeciwnie, Żydzi czyhali na Niego i wreszcie pochwycili Go i związali, zaprowadzili Go przed Piłata, i skazali Go na śmierć". Czyli mamy tutaj wszystkie elementy zagadki: fakt, że jednorożec daje się obłaskawić jedynie w towarzystwie nieskalanej białogłowy (toteż musiała być dziewicą) powoduje, że przyrównano tajemnicę Wcielenia do sceny, w której dziki zwierz podchodzi ufnie do pułapki-wabika, jakim staje się tu wspomniana kobieta.
Przy okazji mamy też wyjaśnienie psów gończych i niechęci do Żydów, jaka wielokrotnie pojawiała się w historii Europy. Ich obecność już przy scenie Zwiastowania może zatem symbolizować, że już od samego początku Jezus musiał się zmagać z przeciwnościami, jak choćby rzeź niewiniątek czy konieczność urodzenia się w ubogiej stajence. To tylko jedno z kilku wyjaśnień pojawienia się psów, ale akurat w tym wypadku nieprawidłowe (za to możliwe do zastosowania w innych pracach tego typu). Jak łatwo zauważyć nad jednym z psów zachował się jeszcze tekst "Prawda", a więc odniesienie się do jednej z cech Boga, które miały odegrać istotną rolę w procesie zbawienia. Pozostałe psy daje się zatem identyfikować jako "Pax" (Pokój), "Misericordię" (Miłosierdzie) oraz "Justitię" (Sprawiedliwość). Jest to zatem wyraźne odniesienie się do kilku fragmentów "Ewangelii", gdzie Jezus informuje, jaka rola została mu wyznaczona i co w imieniu swojego Ojca przynosi na ziemię.
Wróćmy jednak na nasze podwórko do Gdańska, gdzie znajduje się takie oto przedstawienie sceny Zwiastowania. Dzieło to jest powstało mniej więcej w latach 70. XV w. i nie jeszcze nie łączy obu konwencji tak ściśle jak fresk w Memmingen. Tutaj mamy bowiem wskakującego na Maryjne łono jednorożca, dmącego w trąbę archanioła Gabriela (co ciekawe, bez skrzydeł, ale za to z krzyżem na głowie) oraz Dzieciątko przychodzące bezpośrednio do Maryi z nieba wysyłane przez Boga-Ojca tuż za Duchem Świętym. Widać zatem, że artysta starał się nawiązać bardziej do teologii chrześcijańskiej, pokazać wszystkie zaangażowane we Wcielenie osoby, a nie przedstawił tego tak prosto, jak we fresku kościoła Naszej Pani. Sam pomysł utożsamienia Chrystusa z jednorożcem wywodzi się z "Fizjologusa" - publikacji o charakterze stale rozbudowywanego przez kolejne stulecia bestiariusza, gdzie często prawdziwym zwierzakom przypisywano nadzwyczajne umiejętności (vide: pelikan biorący swoje dzieci do dzioba, by je uchronić przed niebezpieczeństwem czy samospalająca się salamandra).
Kolejny warty uwagi element do typowe tło XV-wiecznych przedstawień Zwiastowania, a więc Maryi w ogrodzie (słynne hortus conclusus będące uosobieniem niedostępnego dla śmiertelników raju). Już więc sama konwencja powodowała, że przedstawienie to trzeba było odczytywać alegorycznie. Maryja de facto tronowała w tym ogrodzie niczym władczyni fenomenalnego zamku, a to zaś można było także powiązać z historią o jednorożcu. Zgodnie bowiem z mitem opisanym przez "Fizjologusa", gdy tylko jednorożec dostrzeże dziewicę wskakuje jej na kolana i tuli się do jej łona (hm, ponoć my mężczyźni też tak czasami robimy...). Kiedy więc Albert Wielki - nauczyciel św. Tomasza z Akwinu - w traktacie "O zwierzętach" napisał, że jednorożec nie tylko może być parzystokopytnym stworzeniem, lecz półrybą, pojawiło się coś więcej niż tylko zwykła fascynacja tym zwierzęciem. Okazało się bowiem, że jednorożca można dostrzec i pochwycić, a z jego rogu zrobić lekarstwo. Utożsamiono bowiem informacje, jakie posiadano o nosorożcu z narwalem, a rzadkość zjawiska spowodowała, że zaczęto mu przypisywać zdolności magiczne. Ponoć sproszkowany róg nosorożca miał być jednym z najlepszych medykamentów i być fenomenalną odtrutką (zaś jak podaje Le Goff jakimś dziwnym sposobem udawało się zaspokajać popyt na ten specyfik).
Jednorożec to jednak nie tylko atrybut Maryi, ale także innych świętych. Wydaje się to o tyle dziwne, że są to nie tylko dziewice, ale także mężczyźni. Co więcej dla mnie osobiście niepojętym jest, jak do historii o jednorożcu, wpleciono element karmienia go mlekiem kobiety. Zgodnie bowiem z niektórymi wersjami opartymi o "Fizjologusa" z chwilą, gdy jednorożec zaczyna tulić się do łona dziewicy, ona powinna poić go swoim własnym mlekiem. Skąd mleko w piersi dziewicy, tego legenda już nie wyjaśnia. No chyba, że nie o to mleko chodzi, ale to już prowadzi mnie ku co najmniej kosmatym myślom...
W każdym razie drugą po Maryi świętą osobą, którą przedstawiano z jednorożcem jest św. Justyna z Padwy, którą na załączonej ilustracji namalował Alessandro Bonvicino, bardziej znany pod pseudonimem Moretto da Brescia. To malowidło z ok. 1530 r. oglądać można w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum, gdzie widać jak wielki wpływ na artystę wywarł Tycjan, u którego pobierał nauki jako młodzieniec. Symbolika tej pracy jest o tyle wyjątkowa, że Justyna wywodziła się z terenów, które w tym czasie były terenem spornym między imperium Habsburgów a coraz bardziej zagrożoną marginalizacją Wenecją. Kim jednak jest ów donator po jej lewej stronie pozostaje sprawą sporną, niemniej warto zwrócić uwagę na krajobrazowe tło. Moretto bardzo dobrze odnalazł się w świecie sztuki naddunajskiej, gdzie właśnie pejzażowi nadano pierwszorzędne znaczenie, a artyści tego pokroju, jak choćby Albrecht Altdorfer do dziś zapamiętani zostali jako twórcy jednych z najlepszych krajobrazów w dziejach malarstwa.
W Galleria dell'Accademia w Wenecji można natomiast oglądać inne przedstawienie jednorożca, tym razem autorstwa Tintoretta, powstałe w latach 1551-1552. Scena "Stworzenia zwierząt" sprawia wrażenie niezwykle realistycznej, zaś każde zwierzątko przedstawiono z oddaniem pełni wiedzy anatomicznej. A jednak po prawej stronie tuż przy ramie obrazu pojawia się jednorożec tak, jakby jego istnienie było potwierdzone. Całość zaś ma niezwykle dynamiczny wyraz - jedne stworzenia odpływają ku dalekim morzom, inne już zaczynają szukać dla siebie norek, zaś zwierzęta leśne kierują się ku zaroślom. Pofałdowana szata Boga-Ojca i jego postać otoczona świetlistą glorią staje się zatem prawdziwą siłą sprawczą całej kompozycji, a widz odnosi wrażenie, że rzeczywiście przed jego oczami powstaje nowa rzeczywistość.
Wróćmy jednak do świętych, bo z mężczyzn warto wspomnieć o św. Cyprianie z Kartaginy, którego także ukazywano z jednorożcem. Wyjaśnienia tego przedstawienia szukać trzeba w biografii świętego i jego konspiracyjnej działalności. W III w. został biskupem swojej rodzinnej miejscowości, ale w trakcie prześladowań udało się go pochwycić i wygnać z miasta. Działając na pustyni postanowił jednak kierować rozwojem religii w mieście, rozsyłając listy po zaufanych osobach z poleceniami co czynić, pomimo antychrześcijańskiej polityki za czasów cesarza Waleriana. Niestety wszystko się wydało i w 258 r. św. Cyprian, podobnie jak wspomniana wyżej św. Justyna, został ścięty mieczem. Jednorożca powiązano z nim zatem w ten sposób, że to zwierzę miało być równie nieuchwytne i chować się tam, gdzie rzadko kiedy pojawia się ludzka stopa. Być może nawet pewne znaczenie mógł mieć fakt, że historia o jednorożcu wywodzi się z informacji, jakie posiadano na temat nosorożców, tak więc wątek afrykański mógł mieć tu znaczenie. To jednak moim zdaniem wymaga dokładniejszych badań, jako że nawet sam "Fizjologus" w swej pierwotnej wersji powstał między II a IV wiekiem w Aleksandrii.
Ostatnim świętym, któremu przypisano jednorożca jako atrybut, był św. Gebhard z Salzburga, który piastował funkcję kanclerza Henryka III, a także był legatem papieskim. Tym razem jednorożec miał nawiązywać do kultu Jezusa i wiary w potęgę modlitwy. Ponoć twierdził, że modlitwa jest najlepszym lekiem i porównywał ją tym samym z rogiem jednorożca. Co ciekawe do chwili obecnej Gebharda oficjalnie nie uznano świętym, a wszczęcie jego procesu kanonizacyjnego odbyło się na fali wspierania Habsburgów w trakcie wojny trzydziestoletniej (w 1629 r.). Niemniej jego kult rozwinął się w Austrii właśnie w okresie baroku, także z tego faktu, że wspominano polityczne zaangażowanie Gebharda, który na różne sposoby próbował przeciwdziałać objęciu tronu przez Henryka IV.
Jak widać jednorożec, to nie tylko zagadnienie Maryi i Dzieciątka, ale problem bardziej skomplikowany. Jest to jednak o tyle dziwne, że rzadko przy opisie znaczenia jednorożca w sztuce średniowiecza wspomina się o pozostałych świętych, a więcej uwagi zwraca ku jednorożcowi jako symbolowi czystej miłości, gdyż w tym znaczeniu przedstawiano go na francuskich i prowansalskich tapiseriach. Wreszcie w wizji przypisywanej kiedyś Joachimowi z Fiore jednorożec pojawia się w XV w. w scenie przedstawiającej papieża Grzegorza XII. Duchowny siedzi w niej na tronie w zbliżony sposób jak Maryja czy dziewice w ówczesnych malowidłach, jednorożec skacze w kierunku biskupa Rzymu, a po jego drugiej stronie pojawia się mały człowiek (karzełek), któremu  udzielane jest błogosławieństwo. Jak jednak to przedstawienie ma się  do rozwoju motywu jednorożca w XV w., pozostaje wątkiem dotąd niezbyt przebadanym. A może warto przyjrzeć się temu zwierzęciu, bo bynajmniej jego obecność w dziełach przełomu średniowiecza i renesansu nie jest wyrazem przypisywanej tym czasom niechęci do kobiet, a i moim zdaniem teza o androgynicznym charakterze średniowiecza też nie się zawsze na tej podstawie obronić.