poniedziałek, 6 czerwca 2011

150. post jubileuszowy: Uzależnienie od herbaty

Jak widać blog rozwija się dzielnie (statystyki odświeżania idą w górę, aczkolwiek dość wolno), tak więc miło mi podzielić się informacją, że po prawie roku skrobania o sztuce, powstało już 150 wpisów. Tym razem kolejny post na temat używek, z których wspominałem już o opium, ginie oraz absyncie. Głupio jednak uczcić jubileuszowy wpis jakimiś przedstawieniami ćpających nimf czy innych seksownych stworów, więc dzisiejsza używka będzie z kategorii tych niezmiernie popularnych. Herbata (którą ja osobiście preferuję nad kawę), jak wiadomo potrafi uzależniać dzięki teinie czyli po prostu kofeinie, powodując poczucie lęku i niepokoju oraz osłabia pamięć. Aby jednak nie straszyć i wspomnieć coś na temat sztuki, warto zwrócić uwagę na herbaciarnie, jakie licznie pojawiają się w Europie w XIX w. Kilka z nich zapisało się złotymi zgłoskami jako przykłady miejsc, gdzie nie tylko rozkoszować się można tym cudownym napojem, ale także przeżyć ciekawe doznania (także estetyczne).
herbaciarnia willow
Herbaciarnia “Willow” dzisiaj za bardzo nie powala. Jak wiele obiektów sztuki poddała się komercjalizacji i z secesyjnego wystroju zostało niewiele, gdy przytłoczy się to zdobienia nowoczesnymi reklamami i banerami. Jednakże to nie jest tak, że na owym znajdującym się w Glasgow budynku można jedynie wieszać psy. Wciąż bowiem można w ciszy przysiąść na herbacie, poczuć atmosferę przełomu XIX i XX w., by wreszcie zanurzyć się w wyjątkowym świecie stylu Arts & Crafts. A trafić wbrew pozorom także jest łatwo, jako że herbaciarnia ta stanowi jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta (poza oczywiście stadionami zwaśnionych drużyn).
Herbaciarnię zaprojektował najwybitniejszy dekorator wnętrz Wielkiej Brytanii wspomnianego okresu – Charles Rennie Mackintosh. Wraz z żoną, równie utalentowaną, Margaret MacDonald stworzyli dla lokalnej bizneswoman Catherine Cranston herbaciarnię, w której miano serwować nie tylko smaczny napój, która miała być nie tylko miejscem rozrywki, ale także doznań estetycznych i artystycznych. Stąd też konwencja budynku jako jednego wielkiego dzieła sztuki.
dekoracja w willow
Jak widać na załączonej ilustracji dekoracje całkowicie odpowiadały nurtowi międzynarodowemu, który poprzez Francję i Belgię w różnych swych odmianach rozwijał się w ówczesnej Europie. Sama Catherine spotkała małżeństwo artystów w 1896 r., zaś dzieło ukończono dopiero w 1903 r. Nie byli oni w tym czasie już twórcami anonimowymi. Ich projekty oklaskiwano na kolejnych wystawach, zaś projekty otrzymywały prestiżowe krajowe i mniej prestiżowe zagraniczne nagrody. Czym więc różni się “Willow” od innych herbaciarni, które także przecież miały wielokrotnie przyciągać klientów nie tylko smakiem serwowanego wywaru?
By zrozumieć wyjątkowość tego miejsca, należy przypomnieć, że Catherine Cranston nie posiadała jednej, lecz kilka podobnych restauracyjek w największym mieście Szkocji. Najpierw zaczęto wznosić herbaciarnię przy Buchanan Street, gdzie Mackintosh postanowił zastosować w formie malowideł naściennych pomysły dotąd rozwijane głównie w rycinach i ilustracjach. Ściany ozdobiono dekoracją floralną, co jakiś czas przedzieloną postaciami kobiet w białych szatach, owijanymi gałęziami drzew i krzewów owocowych. Jak na porządną herbaciarnię przystało uwzględniono preferencje klienteli i zgodnie ze zwyczajem wydzielono miejsce dla palaczy. Tam z kolei na ścianach pojawiały się chmury, księżyc oraz słońce.
Drugim obiektem, w tworzenie którego zaangażowany był wspomniany architekt i dekorator wnętrz była herbaciarnia przy Argyle Street, gdzie klienci mogli nie tylko wypić napój i pokonwersować, ale także zagrać w bilard, poczytać książki i skonsumować coś bardziej pożywnego. Kiedy tylko zakończono prace nad tym obiektem, Macintosh od 1900 r. zaczął pracować przy kolejnym budynku, tym razem położonym przy Ingram Street (jak widać przedsiębiorstwo Cranston dobrze się rozwijało…). Tym razem nie był to obiekt wznoszony od nowa, lecz rozbudowywany i unowocześniany. Na ścianach tym razem dominującym elementem była róża, pojawiały się ptaki, ale chyba najbardziej uwagę przykuwa panel z kobietami przeistaczającymi się w dolnej partii ciał w coś na kształt lilii czy innych kwiatów. Jest to o tyle fascynujące, że same postacie zdają się stanowić jedność z tłem, a zarazem budować swoją tożsamość w oparciu o niezależność od konkretnych floralnych elementów. Widać więc różnicę (i postęp) w stosunku do chociażby tego, co prawie wiek wcześniej przedstawiał Philipp Otto Runge, gdzie postaci raczej wychodziły z kwiatów niż przekształcały się w coś nowego. W tej kwestii trzeba pochwalić Mackintosha za twórczą inwencję, chociaż nie bez wpływu na takie rozwiązanie były publikowane wcześniej ryciny Beardsleya i innych grafików końca XIX w.
Tym, co wyróżnia herbaciarnię w “Willow” jest de facto skala przetworzenia przestrzeni. Dotąd dekoracje i meble były tylko elementami upiększającymi, ale kiedy w 1903 r. doszło do otwarcia czteropiętrowego budynku na Sauchiehall Street widzom objawiło się coś zupełnie nowego i niespotykanego. Mackintosh był już uznanym artystą (podobnie jak i jego żona), ale nie wszyscy spodziewali się przetworzenia w jednym duchu fasady obiektu, wyposażenia w meble, sztućców, a nawet strojów kelnerek. Sam podział przestrzeni wewnątrz także był interesujący. Jak słusznie podkreśla się w literaturze, właściwie w innych sferach przebywały kobiety i mężczyźni i każda z tych sfer charakteryzowała się własną dekoracją. Zazwyczaj para architektów więcej kwiatów i zdobień umieszczała w salach, gdzie piły herbatę i rozmawiały panie, zaś nieco bardziej surowa dekoracja pojawiała się w salach dla mężczyzn. Typowy XIX-wieczny voyeryzm objawiał się zaś w tym, że w niektórych herbaciarniach męskie sale od kobiecych oddzielało przepierzenie w ten sposób, że spożywający swoje napoje faceci mogli rzucać okiem na rozmawiające panie, a te nie bardzo były w stanie się im w tym odwzajemnić. No dobra, nie przesadzajmy – w końcu herbaciarnia nie jest tylko od podrywania płci pięknej…
Struktura i wielkość herbaciarni “Willow” pozwalała zatem na wydzielenie paru sfer w zależności od tego, na co klient miał właśnie ochotę. Były więc wspomniane sale do gry w bilard, sala do konsumowania lunchu (ale i także bardziej sytych posiłków), sala nieformalna oraz formalna zwana Room de Luxe, którą umieszczono na pierwszym piętrze. To właśnie zdobienia w tej sali powodowały, że nazywano ją “fantazją na popołudniową herbatę”, a sam budynek załapał się w 1905 r. na specjalne wydanie popularnego wówczas magazyny “Dekorative Kunst”, odpowiadającego potrzebom społeczeństwa belle epoque. Nawet jeden z najsłynniejszych architektów tego czasu, Hermann Muthesius, pisał: “Dziś każdy zwiedzający Glasgow może odetchnąć na ciele i duszy w herbaciarniach Panny Cranston i za kilka pensów wypić herbatę, zjeść śniadanie i marzyć we własnej fantazyjnej krainie”.
Oczywiście ów stan błogostanu wiązał się nie tylko ze szkockimi herbaciarniami, ale powszechnie to właśnie te miejsca kojarzyły się z beztroską, podczas gdy w kawiarniach i barach z absyntem damy zjawiały się o wiele rzadziej. Podobnie jak pisał parę postów niżej w przypadku niderlandzkich domów rozpusty, także te miejsca rozrywki pojawiały się w przewodnikach, a herbacianym centrum był trendsetterski Paryż. W Wielkiej Brytanii popyt na herbatę wzrósł, gdy po raz kolejny zaczęto administracyjnie walczyć z pijaństwem mieszkańców Imperium Albionu. Skoro w połowie XVIII w. udało się z ginem, to czemu nie spróbować jeszcze raz z innymi alkoholami? – wydaje się, że takie hasło przyświecało niektórym ustawom Parlamentu w latach 80. i 90. XIX w. Efekty takiego myślenia mamy do dziś: kluby, w których facet może w spokoju z kumplami obejrzeć mecze Ligi Mistrzów są zupełnie inną sferą niż szykowne kawiarnie i restauracje, gdzie nawet puszczanie Norah Jones wydaje się być lekko “passe”.
willow - widok obecny
Kariera Catherine Cranston jako herbacianej bizneswoman skończyła się w okresie I wojny światowej, gdy sprzedała po śmierci męża swoje budynki, a samo “Willow” przekształcono na dom towarowy (stąd jego nietypowy do dziś wygląd). Dopiero w latach 80. postanowiono przywrócić obiektowi poprzednią świetlność, a za przebudowę zabrał się Geoffrey Wimpenny, którą ukończono w 1983 r. Pierwotnie w Room de Luxe umieszczono 64 krzesła i do dziś sala ta umieszczona nad sklepem biżuterią przyciąga turystów i chętnych pogadać w dobrym towarzystwie. Natomiast na przekształcenie pozostałych kilku sal czekać trzeba było aż do końca minionego stulecia. Tytułem przykładu wymienić można choćby Białą Jadalnię i Chińską Jadalnię, które pierwotnie zaplanowane były przez Mackintosha do herbaciarni na Ingram Street, a w 1997 r. wykonano je w budynku przy Buchanan Street.
PS. Tym, którzy doszli do końca tego wpisu i nie zaparzyli sobie w międzyczasie wywodzącego się z Chin napoju, gratuluję wytrwałości i “żelazowej” woli (ja wypiłem w międzyczasie dwie mate). A jeśli kogoś interesuje w ogóle ten temat, to polecam tekst Katarzyny Juchniewicz pt. “Kształtowanie przestrzeni publicznej dla kobiet w miejscu publicznym. Herbaciarnie Charlesa Renniego Mackintosha”, który opublikowano w ubiegłorocznym “Roczniku Studentów Historii Sztuki UW”. Musze przyznać, że jestem pod wrażeniem przemyśleń autorki (notabene zdaje się studentki trzeciego roku), chociaż ta idea sfer kobiecej i męskiej nie do końca mnie przekonuje. Niemniej tekst co najmniej warty uwagi.