niedziela, 8 maja 2011

Absynt w malarstwie czyli o “Zielonej Muzie”

Idź i pij absynt! Gryzące się bole
Uciekną przed nim jako mary senne…
On cię wywiedzie na swobodne pole,
Gdzie na lazurach słońce lśni wiosenne;
On twoje skrzydła rozwinie sokole,
Iż nad twe żądze ulecisz codzienne,
I niewolniku ty – roboczy wole -
Poczujesz nagle na tym łez padole,
Żeś jest mocarzem, któremu są lenne
Wszelkie stolice, wszystkich wojsk obozy
I wszystkich królów zamki złotościenne…
W boskie uniesie cię metamorfozy
Absynt nad wszystkie wyższy alkohole!
Tak brzmi druga zwrotka najbardziej znanego polskiego tekstu o absyncie czyli jednej z “Ballad pijackich” Antoniego Langego. Jak widać więc dziś po raz kolejny czas na posta o używce, która dość często pojawia się w sztuce europejskiej (najpierw było opium: link, a niedawno gin: link). Z całej tej trójki jednak to absynt odegrał największą rolę, bo któż nie pamięta tych posępnych męskich (i damskich niekiedy) twarzy siedzących przed butelką zielonego trunku. Pytanie, które z łatwością zadaje sobie pewnie każdy Czytelnik, spoglądający na te dzieła, jest dość proste – dlaczego akurat absynt? Kto pił, ten wie, że substancja ta bardzo uzależnia, a samo jej spożywanie do najprostszych nie należy. Ale to właśnie w okresie przełomu XIX i XX w. problem absyntu zbliżony był do tego, jaki istniał w Londynie w XVIII w. i opisany był już na przykładzie ginu. Niemniej tym razem większości artystów zależało na czymś zupełnie innym…
privat-livemont - absinthe robette 1896
Na początek postanowiłem podrzucić jedną z najbardziej znanych reklam końca XIX stulecia. Belgijski plakacista Henri Privat-Livemont to moim skromnym zdaniem jeden z najlepszych mistrzów w swoich fachu, dziś trochę niedoceniany i przygaszony dorobkiem artystów francuskich. Warto mu się jednak przyjrzeć, bo jak dostrzeżono już w książkach pisanych w całej Europie pod koniec XIX w. preferował przede wszystkim plakaty naprawdę wielkich rozmiarów. Można nawet zasugerować, że niektóre jego dzieła stanowiły formę pośrednią pomiędzy plakatami i billboardami, które częstokroć oświetlane powoli zaczynały zdobić najbardziej ruchliwe ulice miast po drugiej stronie Atlantyku.
Bardzo sugestywnie narysowana kobieta na umieszczonym obok plakacie z 1896 r. (reklamująca alkohol “Absinthe Robette”) to prawie na pewno Madeleine Brown, jego pierwsza żona, którą artysta poznał w Paryżu i która przez długi czas służyła mu jako modelka. Uwagę zwraca jednak nie tylko oszczędna kompozycja, ale także specyficzna, celowo wysmuklona poza postaci, która jednak nie tuszuje jej ciała. Cóż, pomimo bardzo kobiecej twarzy i sylwetki przedstawionej postaci, widz od razu dostrzega nieco bardziej “rubensowskie” kształty modelki (a i ja przy niej nie mam tak wielu kompleksów, jak przy piszczelowatych dziewczynach na obrazach Botticellego). Czy jednak w tym czasie absynt rzeczywiście potrzebował tak wysublimowanej reklamy, jaka dotąd w znacznej mierze obecna była jedynie w przypadku informowania o wielkich wydarzeniach kulturalnych i sceniczych?
Picie alkoholu (z naciskiem na ową enigmatyczną zielonkawą ciecz) było wtedy czymś analogicznym do obecnego noszenia piercingu czy łańcuchów na szyi, a więc formą kontestowania reguł społecznych. To głównie dzięki temu Verlaine utracił prawie cały majątek, który odziedziczył, zaś pod wpływem alkoholu jego zachowanie nie różniło się zbytnio od obecnie pijących (czytaj: seks z innymi, którzy ów trunek spożywali). Jak sam napisał, uwielbiał absynt dwukolorowy, ale m.in. od Rimbauda dowiadujemy się, że i innymi formami nie pogardził. W wyniku tego Verlaine stał się swoistym symbolem lat 80. w Paryżu. Niektórzy traktowali go jako wzór literata bohemistycznego, wręcz geniusza zniszczonego wpływem alkoholu. Młodym jednak było to “na rękę” i powoli zaczęła tworzyć się opinia, że “zielona muza” pozostaje w ścisłym związku z działalnością pisarską.
Nie tylko jednak owa muza inspirowała operujących tekstem, ale także obrazem. Nieraz van Gogh dosłownie “wychodził” z siebie pod wpływem absyntu, zaś Gauguin spożywał ten alkohol także we francuskich koloniach na Pacyfiku (wyobrażacie sobie pijanego rozpustnika zabawiającego się ze swoją 12-, 13-letnią wówczas żoną? – brrr, straszne…). Statystyki były zatrważające. W przeciągu kilkudziesięciu lat od 1875 do 1913 r. konsumpcja absyntu we Francji wzrosła piętnastokrotnie, ale nie tylko w III Republice raczono się tym trunkiem. Podobne zachowania były na porządku dziennym w Berlinie i Skandynawii, a ze znanych artystów – fanów absyntu wystarczy wymienić Muncha i Strindberga. Jedynie w Wielkiej Brytanii starano się przeciwdziałać nałogowi, gdzie absynt ukazywano jako swoistego “diabła w butelce”, wyraz degrengolady ówczesnych nie tylko elit, ale i całych społeczeństw państw kontynentu.
degas - absynt 1876
Przedstawiona na tym obrazie aktorka Ellen Andree raczej nie szuka inspiracji, lecz ukojenia. Edgar Degas, czuły w ogóle na pewne ograniczenia społeczne i konwencje, w “Absyncie” z 1876 r. (Musee d’Orsay w Paryżu) ukazał zmanierowane twarze wyniszczone od zewnątrz i wewnątrz, pozbawione nadziei i zanurzające się w odmętach pijackich rozmyślań. I pomyśleć, że w tym czasie tworzono mniej lub bardziej wiarygodne elegie o absyncie jako “mocy sprawczej” artystycznego talentu. Nawet w “Bibliotece Warszawskiej”, która w dziale “Kroniki paryskiej” starała się dostarczać najświeższych informacji o tym, co jest trendy w stolicy Francji, ironizowano: “Cel ucieka cwałem: dziennikowi pilno, teatr nie może czekać… jak im wydążyć? Pracujmy we czterech w nocy… a zkąd siły? pić będziem kawę. A natchnienie? PIć będziem absynt”. I pomyśleć, że obecnie formy przygotowania się do sesji czy matury niewiele się różnią od wyżej wymienionych (że o pomysłach aplikantów uczących się do kolokwiów i egzaminów nie wspomnę…). Skąd więc nagle takie wielkie zainteresowanie absyntem w XIX-wiecznej Francji? Bo raczej nie można tego wyjaśnić spostrzeżeniem na jednej z litografii posiadanych przez Degasa, której autorem był uwielbiany przez niego Honore Daumier. Znany karykaturzysta i rysownik stwierdził bowiem, że “nic innego poza absyntem tak nie stawia na nogi”. Jak łatwo się domyśleć, opierał się na własnym doświadczeniu jako stały bywalec klubu w Hotel de Pimodan, gdzie wpadali po “wenę” także Baudelaire czy Delacroix.
viktor oliva - pijący absynt 1901
Taką oto muzę ujrzeć musiał Victor Oliva, który w 1901 r. namalował niniejszy obraz (“Pijący absynt”, wiszący do dziś w Cafe Slavia w Pradze). Pomijając fakt, gdzie odurzony alkoholem mężczyzna spogląda zielonej zjawie, łatwo zauważyć, co innego poza kieliszkiem lub szklanką znajduje się na stole. Otóż właśnie nic, co ewidentnie podkreśla negatywny wpływ absyntu na ludzką świadomość. Jeszcze w 1870 r. francuska “Grande Encyclopedia” podawała, że absynt jest jednym z najlepszych trunków stosowanych do aperitifu. Jak widać na dwóch powyższych obrazach, zwykle na tym się kończyło… Co ciekawe jednak ten tani trunek miał też bardzo negatywny wpływ na francuską gospodarkę. Ze względu na jego masowe spożycie (90 procent dotychczasowych fanów wina przerzuciło się na zielony alkohol), spadła produkcja wina, co zaalarmowało władze, a nawet nieraz pojawiało się w zagranicznej prasie. Paryski korespondent piszący dla “Atlanta Constitution” w 1894 r. uczynił wręcz z absyntu symbol stolicy Francji, ale przy okazji napomknął, że najbardziej widoczne uzależnienie jest w południowej partii kraju, dotąd wiernie stojącej po stronie wina jako głównego źródła oszołomienia.
manet - pijący absynt 1859
“Południowcy” skarżyli się, że ów “aperitif” tak się rozpowszechnił, że mało kto kupuje już wino chociażby po cenach produkcji. Sam zaś dziennikarz był przerażony niepomierną liczbą pijących od departamentu Gironde aż po Pireneje, gdzie (co niewyobrażalne w Paryżu) pito nie tylko w kawiarniach, ale i domach przy stole, mieszając trunek z wodą. I pomyśleć, że takim wzięciem cieszył się napój, którego gorycz daje się wyczuć nawet mieszając uncję absyntu z 524 galonami wody…
Oczywiście z jednej strony sztuka popularyzowała spożycie absyntu (zgodnie z jedną z zasad reklamy – nieważne jak o Tobie mówią, ale ważne, by mówiono), ale z drugiej popularność obrazu Degasa przejawiała się w tym, że w pełni uchwycił on wyniszczający charakter uzależnienia. Z kolei Oliva przedstawił owe mary i zjawy, które ogarniają pijącego, co o wiele rzadziej zdarza się w przypadku innych alkoholi. Sama zaś popularność drinku nie trwała jedynie na przełomie tysiącleci. Jeszcze przed wojną Sarah Bernhardt pojawiała się na reklamach, podkreślając pozytywne aspekty spożycia tego alkoholu, a Ernest Hemingway, z którym wiązać można sprowadzenie trunku do Tarragony w 1922 r. pisał, że absynt posiada zarazem dobry i zły wpływ na umysł i genitalia. A jaki wpływ miał absynt na artystów? Wydawać, by się mogło, że mógł zahartować nieco Edourda Maneta, którego “Pijący absynt” z 1859 r. został odrzucony przez komisję oceniając prace, które powinny zawisnąć na paryskim Salonie. Ciekawe zatem, czy wkurzony malarz postanowił zatopić swoje smutki w alkoholu i objawiająca mu się “zielona muza” przepowiedziała analogiczne zdarzenie ze “Śniadaniem na trawie” cztery lata później.