środa, 8 grudnia 2010

Nowy manieryzm

Wszyscy fani piłki nożnej znają pewnie Nicolę Ventolę, który swojego czasu jako zawodnik Interu robił co chciał z obrońcami drużyn innych włoskich zespołów. Co prawda do Christiano Vieriego trochę mu brakowało, i stąd wiele wypożyczeń (w tym uwielbianej przeze mnie Atalanty Bergamo), ale i tak zawodnik ten zapisał się złotymi głoskami w dziejach "calcio". Tylko co to ma wspólnego ze sztuką? Nic, poza tym, że w ciągu ostatnich kilku lat karierę zrobił podobnie nazywający się malarz Nicola Verlato. O tym, że wraz z kilkoma innymi artystami pochodzącymi z Włoch lub chociaż mającymi włoskie korzenie, rozpocząć może nowy styl w światowym malarstwie, będzie dzisiejszy post.

verlato - beauty of failure 2

Przedstawione obok malowidło Nicoli Veralto pt. "Piękno porażki 2" ("Beauty of the Failure II") to chyba najbardziej sztandarowy przykład tego, co ci artyści chcą nam pokazać. Żywe kolory, pozbawione granic łączenie teraźniejszości z przeszłością, zakorzenie współczesnego nam świata w nowoczesnej mitologii kapitalizmu i krótkotrwałej sławy i chwały... Pewnie prawie każdy historyk sztuki będzie miał przed oczyma "Przemienienie Pańskie" Rafaela czy "Nawrócenie św. Pawła" Caravaggia. To pierwsze, jedno z najbardziej enigmatycznych dzieł, mistrza renesansu zapowiada już manieryzm dzięki postaci zezowatego chłopca w dolnej prawej części obrazu. Nas jednak bardziej od pełnej ogarniętych trwogą postaci interesuje góra, gdzie w blasku rozjaśnionego nieba Jezus unosi się wraz z Mojżeszem i Eliaszem. Ludzi zaś od tej sfery niebiańskiej w tym malowidle oddziela ciemna, ukośna skała, na której spoczywają widzący ten cud Apostołowie. To fantastyczne dzieło, powstałe w latach 1516-1520, uważane zazwyczaj za ostatni obraz Rafaela, oglądać można w Pinakotece Watykańskiej. To ono wskazywało też kolejnym artystom, jak wiele osiągnąć można zestawiając ze sobą wyrazistą kolorystykę i czernie oraz bardzo ciemne brązy. To do niego nawiązał też Caravaggio w "Nawróceniu św. Pawła".

Zazwyczaj opis tych nawiązań polega na tym, że podkreśla się wykorzystanie rozłożenia rąk wspomnianego epileptycznego chłopca. Obraz powstały w 1601 r. i wiszący do dziś w kaplicy Cerasich w Santa Maria del Popolo w Rzymie, to jednak kluczowe dzieło wczesnego baroku. Czerń przedzielona jest tylko w niewielkich partiach obrazu postacią konia, który właśnie zrzucił ze swojego grzbietu Szawła. Deptana przez niego postać nie zwraca jednak na ten czyn uwagi, pochłonięta jest informacją, że prześladowano dotądczcicieli prawdziwego Boga w imię wyznawanej przez siebie religii. Caravaggio pomysł Rafaela przesunął bardziej w kierunku nieokreśloności, czerń zdaje się uniezależniać wydarzenie od jakichkolwiek okoliczności. Leżący mężczyzna nie musi wcale być Szawłem, lecz dowolnym człowiekiem przeżywającym nawrócenie. Podobnie jest z przestrzenią - nic nie mówi nam o tym, że Boski głos usłyszeć można tylko w drodze do Damaszku, lecz de facto w każdych okolicznościach i w każdym miejscu.

"Przemienienie Pańskie" i "Nawrócenie św. Pawła" to dzieła, o których można napisać kilkusetstronicową książkę i nie wyjaśnić pełni znaczeń, jakie nadali im ich artyści. Mam dziwne przeczucie, że z obrazem Verlato może być podobnie. Zawodnik rodeo w typie Jamesa Deana (jego portret Verlato też namalował, nawiązując tym samym do Warhola) spada z byka, którego skręcona pozycja wskazuje, że bardziej pasuje on do przedstawień uprowadzanej Europy. To wszystko zaś odbywa się w nocy na brązowoczerwonej skale przypominającej dolinę Wielkiego Kanionu. W tle, typowy dla Verlato element, coś płonącego. Zazwyczaj jest to startujący z przylądka Canaveral wahadłowiec, tym razem mamy do czynienia z szybem naftowym, w którym prawdopodobnie coś poszło nie tak. Jeśli dodać do tego hiperrealizm z jakim artysta czerpie ze sztuki lat 60. i 70. i ewidetnie opowiada się za fascynacją hiszpańskim i włoskim manieryzmem i wczesnym barokiem, mamy do czynienia co najmniej z postacią, która zwojuje wiele na wystawach i festiwalach sztuki nowoczesnej. Warto więc, zanim przejdę do innego dzieła, nakreślić pokrótce biografię artysty. Urodził się w 1965 r. w Weronie. Można powiedzieć, że to w pewien sposób człowiek-orkiestra: wykształcenie artystyczne zaczął nie od akademii sztuk pięknych, lecz konserwatorium w rodzinnym mieście (lutnia i kompozytorstwo), a dopiero później w Wenecji skończył architekturę. Z tego też powodu dość późno jak na artystę zaczął karierę malarską, bo dopiero w wieku 30 lat, wystawiając w Rzymie. Jak sam mówi w swych pracach łączy tradycję artystyczną kraju, w którym wyrósł (obecnie mieszka w Nowym Jorku) z tendencjami dobrze mu znanymi w gier komputerowych. Ale to nie wszystko, tym co specyficzne dla Verlato jest raczej wielopłaszczyznowość jego prac. Czas więc pokazać kolejną i jej wysokie walory warsztatowe (co niestety w sztuce współczesnej nie zdarza się tak często, jak powinno).

verlato_the_antropic_principle

Podejrzewam, że przeciętny człowiek nie interesujący się filozofią czy naukami ścisłymi, nie wie, co to jest zasada antropiczna. Ale umieszczony powyżej obrazek o takim właśnie tytule powinien zmotywować do otwarcia encyklopedii czy chociaż przeszperania w internecie, by dotrzeć do wyjaśnienia tego problemu. Jest to koncepcja, która pozwala wyjaśnić dlaczego fundamentalne stałe są... fundamentalne i stałe. Innymi słowy dlaczego prędkość świata w próżni to dokładnie 299.972,458 km/h i ani metra mniej lub więcej. Wbrew pozorom nie wynika to z przyjętej w 1983 r. definicji metra, że jest to odległość, którą światło przemierza w 1/299972458 sekundy ;-) W każdym razie z koncepcji wynika, że te stałe mają taką wartość, żeby umożliwić wykształcenie się życia w kosmosie,w tym także inteligentnego. Mówiąc w skrócie taka sobie naukowa wersja deizmu i homocentryzmu. Do tego problemu odwołał się Verlato. Na poziomie analizy obrazu bez wiedzy jaki nosi tytuł, można przypuszczać, że inspirował się scenami walk, jakie nie raz tworzyli w swoich szkicownikach wielcy włoscy artyści. Michał Anioł w "Bitwie pod Casciną", rywalizujący z nim Leonardo w rysunkach do zaginionej "Bitwy pod Anghiari", wcześniej Antonio Pollaiuolo w "Starciu dziesięciu nagich mężczyzn" czy wreszcie Rafael w "Walczących mężczyznach", narysowanych sangwiną... Te prace to standard analizy ludzkiego ciała, poskręcanego, naprężonego, wykorzystującego muskuły, by poddać je obserwacji zafascynowanego widza. Verlato oczywiście ze względu na współczesną moralność nie przedstawia nagich walczących postaci, ale ukazuje nam ironię świata. Z jednej strony startujący statek kosmiczny ukazuje potęgę ludzkiego ducha i jego chęć wykraczania poza jakiekolwiek granice, z drugiej, że nadal nie potrafimy rozwiązać takich problemów, jak przemoc, wojny i nierówność społeczna. Człowiek rozszerza więc swoją brutalność poza Ziemię, wahadłowiec jest zarazem symbolem współpracy i pewnego poziomu ludzkości pozwalającego na kosmiczne wojaże, ale także tego, że w podróż tą wyruszamy bez jakiegoś głębszego przesłania. Walczący chłopcy zaś to przyszłość świata - jak widać w opinii Verlato XXI w. rysuje się ona w o wiele ciemniejszych barwach niż zastosowane w obtazie. Cienie zaś na werystycznie przedstawionej skórze chłopców to ewidentne nawiązanie do sztuki totalitarnych Włoch za czasów Mussoliniego, gdzie również czerpano z antycznych i renesansowych wzorców. Ten kontrast między zniewoleniem i zwierzęcymi instynktami człowieka a epokowym jego wynalazkiem symbolizuje zatem zagrożenie, jakie niesie ze sobą przyszłość. Verlato zdaje się mówić, że ludzkość bez zjednoczenia się i pokonania wielowiekowych problemów nie będzie w stanie wzbić się na jeszcze większy poziom i potraktować kosmos jako miejsce do życia, a nie niczym nowe źródło złóż surowców.

Verlato opisując swoje prace korzysta często z metafor wiążących je z muzyką. Trudno mu się dziwić, skoro ma konserwatoryjne wykształcenie. Jak sam stwierdził w wywiadzie z Domenico Quarantą: "Zawsze lubiłem nielinearne struktury narracyjne, kompleksowe i warstwowe, od polifonii i kontrapunktu w muzyce do najbardziej rozwiniętych kompozycji w malarstwie. Zatem nigdy nie lubiłem opery i wolę "Mottetto" Josquina Despreza niż "Nokturn" Chopina, "Sacra Conversazione" Bellinego niż pejzaże Constable'a. Nie lubię, gdy autor prowadzi mnie w swej narracji, pragnę zatrzymać się i wrócić, kiedy tylko mam na to ochotę". Dlatego też taki problem sprawiło mi pisanie o obrazach Verlato w dzisiejszym poście. Najpierw by wybrać kilka fajnych obrazów do posta (są jeszcze niezłe postapokaliptyczne, nawiązujące otwarcie do "sądów ostatecznych" malarzy niderlandzkich czy okładek płyt niektórych zespołów metalowych) i z wielkim żalem odrzuciłem malowidło z 50centem na odwyku (link) czy "The Deep Religiosity of Capitalism", gdzie personifikacje kultury konsumpcyjnej niczym harpie starają się zniewolić bezbronnego chłopca (link). Widać więc, że z pomysłu połączenia współczesnej kultury wizualnej i sposobu malowania Wielkich Mistrzów można bardzo wiele "wycisnąć". Na szczęście Verlato nie jest sam i jest parę innych osób, które podzielają jego koncepcję. Niedano Veer Munshi przedstawił obraz z van Goghiem piszącym list do brata, w którym zapowiada swoje samobójstwo, zaś rysunki kredą i grafitem Maurizia Cannavacciuola zbliżają go do najlepszych prac Leonarda da Vinci. Osobiście kibicuję im, by nie poprzestali na popularności, którą powoli udaje im się zdobywać.