środa, 26 stycznia 2011

Odwaga XVI-wiecznych twórców

Jedną z kilku rzeczy, których nie mogę zaakceptować w sztuce nowoczesnej, to pragnienie epatowania, przyciągnięcia widza naruszaniem często norm moralnych, etycznych, a niekiedy nawet prawnych. Coraz bardziej “płytkie” w swym wyrazie elementy życia codziennego stają się często podstawą do stworzenia konkretnych dzieł i eksponowaniem ich w galeriach. I chociaż początek temu zjawisku dał Duchamp, wystawiając (nie pod swoim nazwiskiem) pisuar podpisany jako fontannę, nie znaczy to jednak, że w tym kierunku musi iść sztuka. Nie był on jednak ani pierwszym, ani ostatnim, który zamierzał w ten sposób kontestować ówczesne rozumienia pojęcia “dzieła sztuki”. Wielu artystów już wiele wieków wcześniej czyniło prace, które ze względu na swój poziom warsztatowy uznać należy za piękne prace, ale tematyką ocierają się wręcz o kicz. A skoro o ocieraniu mowa, dziś będzie o scenach aktów seksualnych w malarstwie XVI w.
leonardo - organ
Królewska Biblioteka Windsoru przechowuje stronicę z notatnika Leonarda da Vinci, od której warto zacząć. Zatrudniony na mediolańskim dworze Ludovico il Moro, jeden z najwybitniejszych umysłów epoki poświecił się studiom anatomicznym i opracowywaniu wynalazków. To wtedy udało mu się narysować wóz bojowy z kolcami (podobny do przedstawionego przez Olivera Stone’a w filmie “Alexander”), stworzyć truciznę, do której użył paraliżującego jadu żaby i paru innych mniej lub bardziej udanych wynalazków (jak łodzi podwodne czy latające maszyny). Jeśli jednak gdzieś szukać największego rozwoju nauki przez Leonarda w tym czasie, to przede wszystkim w jego studiach anatomicznych. Jedno z nich (powstałe ok. 1492 r.) ukazano obok, zaś jak łatwo się domyślić przedstawia ono moment aktu seksualnego. Nie jest to jedyna praca Leonarda na temat tej sfery życia, będącej dotąd niejako tabu. Podczas pobytu w Pawii kilka lat wcześniej zilustrował on wygląd ówczesnego italskiego domu rozpusty. Widać więc, że nie przejmował się tym, co inni mogą pomyśleć o jego pracy badawczej, chociaż przecież ciążyło na nim odium skazanego we Florencji za sodomię i zdobywającego mniej lub bardziej legalnie zwłoki w celu dokonania ich sekcji.
Przedstawiona ilustracja ukazuje zatem przekrój tego, co dotąd nie było pokazywane ani w sztuce, ani w pracach badawczych. Leonardo połączył pewnie swoją wiedzę anatomiczną (wolę nie wiedzieć, jak cuchnęło w jego pracowni, gdy ciął każdy mięsień uzyskanego topielca czy wisielca) z pewnie jakimś doświadczeniem co do tego, jak wygląda moment seksu. Skupił się jednak przede wszystkim na postaci męskiej, a nie kobiecej, ale chyba zbytnim uproszczeniem było wytłumaczenie tego faktu homoseksualnymi inklinacjami autora rysunku. Co gorsza, następne pokolenie artystów było jeszcze mniej pruderyjne…
medal aretinoBodajże najbardziej znany i podziwiany wówczas pisarz włoski pojawia się na tym oto medalu poświęconym jego czci. Numizmat wykonany między 1525 a 1530 r. przez nieznanego nam artystę nie przedstawia jednak Pietra Aretino z wystarczającą powagą. I chociaż autor, nazywany “Biczem Książąt”, przyjaciel i współpracownik papieży oraz największych monarchów ówczesnej Italii, cieszył się niesłabnącą estymą, to jednak widać, że medalier odwołał się do jego książek, gdzie niekiedy opisy pornograficzne przysłaniały etyczny morał. “Ragionamenti” na przykład poświęcone były życiu kurtyzan, które opowiadały o swoich doświadczeniach i problemach z klientami. Można by pomyśleć, że taka literatura nie mogła mu zjednać przychylności Kościoła. Stało się jednak inaczej, bo Aretino nie ograniczał się przecież do pism “lekkich”, ale także podejmował tematy polityczne. Tak więc co rusz, do niego podążali wysłannicy apenińskich państw (a nawet z potężnej wówczas Francji i Austrii), by tylko skłonić go do napisania jakiegoś oszczerczego wobec wrogów pamfletu. Można też było kupić sobie milczenie urodzonego w Arezzo pisarza. Nie dziwi więc, że “na starość” prowadził życie jakiego mogli mu pozazdrościć Ariosto, Castiglione czy Macchiavelli. Wróćmy jednak do jego wizerunku zbudowanego z kilkunastu męskich organów. Takie rozwiązanie w chwili obecnej budzić może śmieszność, bo przypuszczam, że nikt z Czytelników nie chciałby zostać tak przedstawionym. Mieć na głowie nabrzmiałe części ciała… to raczej na pewno należy do najgorszych koszmarów, jakie przyśnić się mogą mężczyźnie.
francesco urbini - testa di cazzi
Takie rozwiązanie wizualne pojawia się jednak w sztuce Italii tego okresu kilka razy. Oto powstały mniej więcej 10 lat później talerz z majoliki autorstwa Francisco Urbiniego, który stworzony został na rok przed jego śmiercią. Praca z 1536 r., gdy artysta ten jeszcze działał w Gubbio, obecnie do obejrzenia jest w Ashmolean Museum w Oxfordzie. Z jednej strony ilustracja jest zabawna, z drugiej zaś ukazuje apogeum ówczesnej techniki rzemiosła artystycznego we Włoszech. To w Gubbio bowiem oraz Derucie powstawały najlepsze zastawy stołowe w XVI-wiecznej Italii. Urbini postanowił więc satyrycznie odnieść się do powszechnego na nich tematu tzw. “bella donna” czyli pięknej kobiety. Tym razem zamiast uśmiechającej się laski niczym z ówczesnych malowideł (o czym kilkanaście postów temu była wola) mamy do czynienia z facetem przedstawionym analogicznie jak Aretino. Resztę talerza o nazwie “Testa di cazzi” uzupełnia szarfa z napisem “Dla mnie każdy wygląda jak palant” (lepsze byłoby tu angielskie określenie “dickhead”). Przyznam się, że gdybym był na miejscu potencjalnego kupującego, miałbym poważne opory przed nabyciem czegoś takiego. No i wcinanie jakiegoś żarełka, gdy zza plamy sosu lub kawałka mięsa, wyłania się jakiś gruby penisek, też chyba nie wpływa pozytywnie na opychanie się tym, co położono na talerzu. W każdym razie ja bym apetytu wiele nie miał…
arcimboldo - warzywny ogrodnik
Ale jak to dziejach sztuki nieraz bywało nawet szalenie absurdalne i abstrakcyjne pomysły znajdują swoich kontynuatorów. Wystarczy przyjrzeć się przedstawionej obok “Misie z warzywami”, która po obróceniu staje się “Warzywnym ogrodnikiem”. Giuseppe Arcimboldo, urodzony i zmarły w Mediolanie, wiele ze swoich prac wykonywał dla cesarzy habsburskich w Wiedniu i Pradze. Po powrocie w 1587 r. do rodzinnego miasta stworzył tam tę oto pracę, którą niektórzy historycy sztuki wiążą z rozwojem pomysłu “ukrytych twarzy” (o czym za jakiś czas będzie na blogu). Nie mamy bowiem do czynienia ze zwykłym rozwiązaniem stosowanym przez Arcimbolda, a więc by z przedmiotów martwych stworzyć fantazyjny wizerunek człowieka, ale raczej z kolejną dwuznacznością. Skoro więc po obróceniu mamy uśmiechającego się ogrodnika, to jednak nadal widz skontrastowany jest z dość wizualnie “agresywnym” selerem i czerwonymi grzybkami. Doszukać się więc można tutaj w warzywach odwołania do wyglądu męskich i żeńskich genitaliów. Przy okazji jest to kolejny przykład na to, na jakim poziomie była ówczesna wiedza o biologii, skoro grzyby potraktowano razem z selerem i pietruszką za warzywa…
To tylko kilka z wielu dzieł włoskich XVI-wiecznych artystów, którzy wykorzystali dotąd niedostępne sztuce tematy. Oczywiście poza tym istniały jeszcze bardziej erotyczne przedstawienia, wręcz będące ówczesną formą pornografii. Marcantonio Raimondi, gdy wykonał cykl “I modi” na podstawie rysunków Giulia Romano, spędził kilka miesięcy w rzymskim więzieniu. Dało to jednak temu cyklowi na tyle dużą sławę, że ukazany w dzisiejszym poście Pietro Aretino napisał sonety uzupełniające ten cykl grafik. Niedługo moja znajoma napisze i przedstawi referat na temat analogicznego cyklu grafik, tym razem autorstwa Agostino Carracciego, który wiele z tych grafik skopiował i sprzedawał jako swoje. “I Modi” czy “Drogi” oraz inny erotyczny cykl Carracciego o nazwie “Lascivie” to dwa najbardziej znane tego typu prace w XVI w. Oprócz nich jednak było wiele tych, które w pewien sposób naruszały dobre obyczaje i moralność, ale w sposób żartobliwy podejmowały temat seksu (o którym inna moja znajoma powiedziała, kiedyś że to jest najbardziej naturalna rzecz w życiu człowieka, skoro człekokształtne najpierw się nauczyły go uprawiać, a dopiero później mówić…). Kilka takich właśnie przedstawień udało mi się pokazać, ale nie wyczerpują one skali zjawiska. W końcu zawsze coś musi zostać dla zainteresowanego Czytelnika… ;-)