środa, 15 września 2010

Kobiecość i romańskie rzeźby

Jak widać w tym blogu to przede wszystkim sztuka średniowieczna załapuje się na dość "mocne" scenki. Nie lepiej będzie w tym poście. Tym razem skupimy się na kobietach rozchylających swoje "muszelki"... A że zainteresowanie tym tematem jest, niech świadczy chociażby jeden z artykułów na Joemonsterze ("Wszystko czego nie wiesz o... [tu słowo niecenzuralne]" z 30 sierpnia tego roku - link). Na jednym z obrazków przedstawiono pokazującą swoją "płeć" kobietę - rzeźbę z mniej więcej końca XI lub raczej z XII w. Na ten temat będzie dzisiejszy post.

Ponieważ takie przedstawiona pojawiają się przede wszystkim na Wyspach Brytyjskich w okresie sztuki romańskiej nadano im niezbyt europejsko (a bardzo celtycko) brzmiącą nazwę - "sheela-na-gig" (czasami nieprawidłowo pisane ze spacjami, a nie myślnikami). Cóż to za dziwne dzieła sztuki i skąd się wzięły? Nazwa ponoć zaczerpnięta jest z irlandzkiego i oznacza ni mniej, ni więcej, ale "starą wiedźmę z piersiami" albo "Cecylię na kucaka". Ogólnie jednak chodzi o to, że jest to swojego rodzaju fetysz kobiecości skoncentrowany przede wszystkim na płodności. Prawdopodobnie miał pokazywać grzeszność kobiet, to że swoim ciałem kierują ludzi (czyli nas, meżczyzn) ku pożądaniu i zwierzęcym instynktom. Zarazem jednak umieszczano je przede wszystkim na zewnątrz obiektów sakralnych. Moim zdaniem miało to pokazywać swoistą różnicę między wnętrzem kościoła (sferą "sacrum"), a otaczającym go światem "profanum", ku któremu patrzyły wspomniane rzeźby i inne podobnego typu.

kilpeck

Ten zabawny stworek po lewej stronie przypominający larwę aksolotla to właśnie "romańska" kobieta kierująca się nieposkromioną chucią. Wskazuje na to rozwieranie przestrzeni pomiędzy sygnalizacyjnie ukazanymi nogami. Badacze są zgodni co do tego, że pomysł takiego ukazania kobiet pojawił się w XI w. we Francji i dopiero stamtąd dzięki normańskiej inwazji przeniesiony został na Wyspy Brytyjskie. Jednakże nie jest to jedyne miejsce, gdzie spotkać można symboliczne przedstawienia kobiet, eksponujących swe genitalia wszystkim wokół. Oprócz wspomnianych już terytoriów znajdujemy sheela-na-gig w Norwegii (fantastycznie zdobiona katedra w Trondheim), Szwajcarii, a nawet u naszych południowych sąsiadów - w Czechach i Słowacji. O ile jednak brytyjskie kobiety uśmiechają się, to trzeba przyznać, że skandynawski artysta niezbyt się wykazał. Jego sheela-na-gig ma smutną minkę i opadające kąciki ust i patrzy "tępo" w przestrzeń. To właśnie wyróżnia większość analizowanych rzeźb, na co zwraca szczególną uwagę monografistka tego tematu (Barbara Freitag, "Sheela-na-gigs: unravelling the enigma", 2004). Większość z tych, mających od 9 do 90 cm figurek, jest dość słabo wykonana, wręcz amatorsko, podczas gdy tylko niektóre odpowiadają poziomem rzeźbie romańskiej, jaką znamy z albumów o sztuce i wycieczek po nadreńskich katedrach. Drugi problem to ich umiejscowienie - z jednej strony ich symboliczną naturę jako synonimów "złego" pożądania wyjaśniałoby to, że spotkać je można przede wszystkim na kościołach i obiektach zakonnych. Niemniej niewielka liczba pojawia się na zamkach i to tych bardziej znanych. Kobieta eksponująca swe genitalia jako element dekoracyjny? To brzmi niewyobrażalnie!

Pierwszym autorem, który w swojej książce w 1840 r., wprowadził do obiegu naukowego pojęcie "sheela-na-gig" był Thomas O'Conor. On jednak nie mogąc pogodzić swej purytańskiej wyobraźni z tym, co widział, sądził, że przedstawienia wywodzą się jeszcze z tradycji pogańskiej. Ale jeszcze bardziej zgorszony musiał być R. Payne Knight zwiedzając w 1764 r. jedną ze szwajcarskich kaplic. Gdy po raz pierwszy zetknął się z czymś tak nieoczekiwanym w swoim notatniku napisał: "Nad drzwiami jest nisza, w której kiedyś umieszczona była statua Maryi, i pod niszą, w formie ornamentu, były wyrzeźbione kobiece uda szeroko otwarte i cała jej nagość otwarcie ukazana. To się wydało tak nieskromne, że próbowano zmazać to trochę, ale i tak to się objawia w rzeczy samej" (B. Freitag, op. cit., s. 24). Jak więc wyjaśnić to niestandardowe zjawisko? W XX w. dorobiono się teorii, że może "sheela-na-gigs" były sposobem na przedstawienie nordyckiej bogini, Frei. Jej kult jako bogini wegetacji, miłości i płodności, utrzymywał się na niektórych rejonach aż do XIII w., zaś owa płacząca złotymi łzami i zamieniająca ludzi w dziki mieszkanka Asgardu w końcu była też opiekunką wojowników. A jak wiadomo aż do późnego średniowiecza Norwegowie mieli swoją bazę wypadową na Wyspie Man, czyli jak na ich standardy "rzut kamieniem" od miejsc, gdzie spotykamy omawiane rzeźby. Niby teoria spójna, ale czy prawdziwa?

castello sforzesco - donna impudicaInni badacze sięgali jeszcze dalej. Pojawiły się tezy, że może to pozostałość po ludności zamieszkującej Albion za czasów epoki brązu, a edynburski profesor G. Baldwin-Brown zaproponował tezę o saksońskim pochodzeniu. O tym zaś, że historycy i archeolodzy rzadko czytają książki historyków sztuki (i odwrotnie) niech świadczy fakt, że Canon Kenworthy wpadł na jeszcze inne rozwiązanie. "Sheela-na-gigs" miały być stworzone przez pogańskich Duńczyków, którzy dokonywali w ten sposób desekracji kościołów i próbowali obrażać wiarę chrześcijan (sic!). Ostatecznie przyjęła się jednak najbardziej prozaiczna odpowiedź, że są to dość obsceniczne przedstawienia kobiecych przywar, chociaż i ta teoria ma swoich oponentów. Po więcej fajnych sheela-na-gigs (niestety tylko tych brytyjskich) warto zajrzeć na: http://www.sheelanagig.org/. Ładnie wszystkie posortowane alfabetycznie i często dokładnie opisane.

Warto jednak zajrzeć w zupełnie innej miejsce Europy, gdzie ten typ "artystyczny" został przekształcony na użytek polityczny i propagandowy. Castello Sforzesco czyli zamek panującego rodu w Mediolanie szczyci się m.in. reliefami o zwycięstwie miasta nad wojskami Fryderyka I Barbarossy. To, co jednak zwiedzają w chwili obecnej turyści przed (lub po) zawitaniu do pobliskiej Brery, to XV-wieczny budynek, który został wzniesiony po zniszczeniu starego. Dawny pałac Viscontich zniszczony został w 1447 r., kiedy w mieście rządzonym przez, żądnych jeszcze większej władzy, tyranów z tego rodu, doszło do przewrotu i powstania krótkotrwałej Republiki Ambrozjańskiej (na cześć św. Ambrożego, biskupa Mediolanu; ot taka lombardzka wersja spisku Pazzich we Florencji). Po kilku latach jednak władzę znowu przejął jeden ród (Sforzów) i to on wzniósł siedzibę obecnego Miejskiego Muzeum Sztuk i Pinakoteki. Nie tylko jednak obrazy są tutaj warte uwagi, ale zachowany XII-wieczny relief. Przedstawia on kobietę, stojącą w niszy, która się depiluje w intymnych miejscach. Trzeba przyznać, że tematyka rzadka w sztuce oficjalnej. Dzieło to jest tym "wredniejsze", gdyż wszystko wskazuje na to, że powstało w okresie dumy miasta (i całej Ligi Lombardzkiej) związanej z obroną swej niezależności przed atakami Fryderyka I. Ukazaną kobietą jest bowiem prawdopodobnie jego druga żona Beatrycze, pochodząca z także niezaprzyjaźnionej Burgundii (Franche-Comte). Można więc przypuścić, że stworzenie takiej płaskorzeźby i zapewne wystawienie jej jakoś na widok publiczny było kpiną z jednego z największych cesarzy w historii Europy. I to pomimo faktu, że Beatrycze była wybitną kobietą, opiekunką sztuk i propagatorką życia dworskiego, które rodziło się wówczas w XII-wiecznej Prowansji (taki niemiecki odpowiednik Alienor z Akwitanii). Także jako jedna z niewielu ówczesnych kobiet widziała siebie u boku męża w różnych sytuacjach, a znana jest z tego, że uczestniczyła w jego podróżach (także wojskowych).

Jak widać Włosi potrafią kpić przy pomocy sztuki, a Francuzi i Brytyjczycy zaskakiwać problematycznymi rzeźbami. I choć pewnie nadal istnieć będą spory, co do tego czym są "sheela-na-gig" i jakie jest ich przeznaczenie, to najciekawsze z tego jest to, że to takie prozaiczne, wręcz należące do kultury masowej, przedstawienia dają nam niekiedy większą wiedzę o świecie minionych wieków niż kolejne panny głupie i roztropne zaludniające XII-wieczne tympanony. Chociaż nie da się ukryć, że kobiety z tematu ewangelicznego zazwyczaj prezentują dużo wyższy poziom artystyczny i bardziej przypominają kobiety.