niedziela, 26 września 2010

Niezbyt "martwa" natura

Dwa lata temu karierę zrobiła szalenie urokliwa piosenka Lisy Miskovsky, którą wykorzystano jako podkład muzyczny do trailera równie dobrej gry "Mirror's Edge" (kto nie widział albo nie grał, tu można jej posłuchać - link). Ascetyczny wygląd miasta, po którym biegała kurierka Faith był symbolem tego, że nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. To gdzieś tam, na dole, pomiędzy sięgającymi nieba wieżowcami, były przepisy totalitarnych władz, którym Faith nie chciała się podporządkować, a nawet nie mogła, jeśli chciała oczyścić z zarzutów swoją siostrę. Ale co to ma do sztuki poza tym, że, moim skromnym zdaniem "Mirror's Edge" było jedną z najbardziej nowatorskich (i pięknych zarazem) gier mijającego dziesięciolecia? Z malarskimi martwymi naturami jest podobnie - nie zawsze są one "martwe". I o takich obrazkach będzie dzisiejszy post.
martwa natura - delporte
Jeśli wybierać, które zwierzaki robią największą demolkę wśród leżących sobie ładnie na stoliku różnych produktów żywnościowych, to oczywiście pierwsze miejsce przypada kotom. Domowe kociaki uznawane były w czasach nowożytnych za zwierzęta bardzo pomysłowe, chadzające własnymi ścieżkami i ciekawe świata (w sumie do dziś się to nie zmieniło). O ile psy uznawano ze niejako "strażników" domowego ogniska, to koty były raczej zwierzętami do zabawy - mniej spokojne niż najstarsi przyjaciele człowieka. Na umieszczonej obok "Martwej naturze z kotem" Alexandre'a Francois Deporte'a kot wyłania się z drugiego planu, by sięgnąć łapą po małżę. W sumie nic szalenie kreatywnego artysta nie przedstawił poza tym, że widz niechybnie wyobraża sobie, co się stanie, gdy kot oprze się tą łapką na srebrnej paterze. Jego masa zburzy momentalnie misternie ułożoną martwą naturę, szarpnie na dół obrus, wyleje się wino z kryształowych kieliszków, a małże i ryby spadną na podłogę. Ogólnie więc ciekawy świata kotek, sięgający po coś, czego i tak nie będzie w stanie zjeść (że nie wspomnę o cytrynie - nieprawdopodobnie drogim produkcie w Europie na przełomie XVII i XVIII w.) zostanie skarany za swoje zainteresowanie nieznanym mu dotąd mięczakiem.
Przypomina to więc jedno z głównych symbolicznych znaczeń martwej natury. W Holandii, gdzie gatunek ten ok. 1650 r. zyskał charakter niezależnego gatunku malarskiego artyści powiązali (pewnie po to, by nadać swoim pracom większe znaczenie niż zwykłe pokazanie wykwintnego śniadania) martwe natury z ideą "vanitas". Bogactwo przedstawionych produktów, kielichów z nadreńskim winem, romerów (typ kielicha z pękatą czaszą) miało ukazać, że życie jest ulotne, jak ulotne są dania bez konserwantów i pasteryzacji. Jak widać, pojawienie się kota czy innego zwierzaka zwiększało ład i nieporządek. Zaś u Delporte'a prawdopodobnie chodziło o to, by poprzestać na tym, co się już ma, bo poddając się jednej pokusie można wszystko stracić.
Jan_van_Kessel_still_life
Jan van Kessel starszy pokazał, co może się stać, gdy dwa niesforne kotki zamarzą sobie konkretną rybę, złowioną przez niderlandzkiego rybaka. Przy okazji artysta też oczywiście ukazał swoje umiejętności przedstawiania zwierząt morskich - homara, jesiotra, węgorza, zaś w prawym dolnym rogu kotom towarzyszy niewielki żółw. Można wręcz zażartować, że w przeciągu paru dziesięcioleci wreszcie malarze nauczyli się malować morską faunę - w końcu ok. 1600 r., gdy Jan Brueghel starszy przedstawił Jonasza wychodzącego na brzeg z paszczy wieloryba (obraz obecnie w monachijskiej Alte Pinakothek), to zwierzę ma głowę przypominającą psa i usta na kształt małży. Ogólnie jednak trzeba przyznać, że w malarstwie martwa natura dzięki różnym kotom i psom staje się coraz mniej martwa, a coraz bardziej "zabawna" dla przeciętnego widza. Porównując zaś dwa obrazy - jeden Alexandra Adriaenssena ("Martwa natura z rybą"), antwerpskiego malarza, a drugi Jeana-Baptiste Simeona Chardina ("Płaszczka") widać, że pojawienie się zwierzaka to niejako synonim chaosu w tym jakże spokojnym gatunku artystycznym. Na obrazie z muzeum w Brugii ciemnobury kociak przygląda się z daleka leżącym na półmisku rybom. Jeszcze jest przed etapem wyszukania tej jednej, którą pochłonie, na razie analizuje dokładnie swoją zdobycz. Jest już zdecydowany na konkretny gatunek - nie "kręci" go flądra ani plastry smakowitego łososia (lekko zgłodniałem od pisania na taki temat). U Chardina kotek zrobił kilka kroki dalej - widzimy go na etapie, kiedy zabierze upatrzoną małżę. Jest już na stole, obok którego wisi ledwo co złowiona płaszczka. Obraz wziął swoją nazwę właśnie od tego bardzo rzadko przestawianego gatunku ryby, wówczas nazywanej "rybą diabelską". Jednakże mającej niezbyt przyjazny wyraz twarzy płaszczki kot się nie obawia, kroczy powoli, ale z przekonaniem ku swojemu posiłkowi.
chardin - płaszczkaadriaenssen - martwa natura
Jak widać nie jest łatwo stworzyć martwą naturę czy przygotować wystawne danie, gdy ma się w domu zwierzaka. Ciekawe, jak zareagowali na coś takiego artyści, gdy poświęcali dzień w dzień, by stworzyć ciekawą kompozycję, by namalować swoje piękne dzieła, a tu nagle ni stąd ni zowąd pojawia się kot lub pies i demoluje misternie ułożoną dekorację... Oj, nie chciałbym być w skórze tego zwierzaka. Z drugiej strony to pozytywnie świadczy o poczuciu humoru zarówno malarzy, jak i kupujących takie prace. Wykonane bardzo precyzyjnie, szczegółowo, wręcz fotograficzne przedstawienia różnych produktów i narzędzi wykorzystywanych przy jedzeniu świadczą o dużych umiejętnościach niderlandzkich artystów. W niektórych martwych naturach pojawiają się dodatkowe elementy tła, jak popiersia znanych osobistości, czasami widoki przez okno na świat, zaś na płótnie szwędają się inne zwierzaki. David de Coninck pokazał, co z paterą pełną egzotycznych owoców są w stanie zrobić pies i papuga.  Wylane wino, staczające się powoli po nachylonej paterze brzoskwinie i winogrona... Gdzie tu bezruch tematu, od którego ukuto najpierw niderlandzką nazwę "stil-leven" (rozpropagował ją ówczesny historiograf sztuki Arnold Houbraken) i która przyjęła się w innych krajach Europy? Z drugiej jednak strony, kiedy popatrzymy na to, jak odmienne od siebie są poszczególne martwe natury, to aż budzi podziw kreatywność malarzy. Instrumenty muzyczne, martwe natury udające przedstawienia iluzjonistyczne, dania śniadaniowe, bankietowe i sute posiłki z dopiero co upolowanym leśnym zwierzęciem... Wiszące króliki, tusze czy ryby, które suszą się, by można było je bezpiecznie zjeść. A jednak to właśnie obecność żywych zwierzaków powoduje, że niektórych z tych martwych natur się nie zapomina i że wyróżniają się od "zwykłych" przedstawień. Akcja nawet w tak mało fabularnym gatunku malarskim, jak martwa natura, wydała się wielu artystom wskazana. I moim zdaniem pracom tym wyszło to na dobre.